36-letnia pani Sylwia z Warszawy na początku sierpnia pojechała z koleżanką na kilkudniową wycieczkę do Gdańska. Postanowiła urządzić jednodniowy wypad na Hel, gdzie kąpała się się w morzu. Wieczorem doszło do tragedii. Rodzina kobiety dostała informację o jej zaginięciu około drugiej w nocy. 36-latka miała wejść do wody w miejscu, gdzie obowiązywał zakaz kąpieli. – Ludzie nam opowiadali, że siostra przez 20-25 minut utrzymywała się jeszcze na wodzie, prąd ją wynosił na horyzont, ale zaczęło zachodzić słońce i później nikt już jej nie widział. Cenne minuty uciekały, a ratowników nie było – mówi w rozmowie z Gazeta.pl pan Mariusz, brat Sylwii.
Na miejsce przyjechali ratownicy z WOPR, później pojawiła się też Formoza i Służba Graniczna. Według brata zaginionej akcja trwała do godziny 1.20. Zdaniem świadków nie została wznowiona. Rodzina nie rozumie, dlaczego tak się dzieje.
Kiedy akcja poszukiwawcza jest wznawiana?
Morska Służba Poszukiwania o Ratownictwa zabrała głos w tej sprawie. Jej rzecznik prasowy Rafał Goeck dla Gazeta.pl wyjaśnia, że informację o zdarzeniu ratownicy dostali o godz. 20:25. Łódź ratownicza ze statku „Sztorm” dotarła na miejsce po upływie 10 minut. Goeck zaznacza, że kontynuowanie poszukiwań zależy od takich czynników, jak temperatura wody czy siła wiatru. – Jeżeli istnieją przesłanki, że ta osoba mogłaby przeżyć w danych warunkach w wodzie, to akcja zostaje wznawiana – dodaje. W przypadku, gdy akcja nie jest wznowiona, osoba zostaje uznana za zaginioną.
Czytaj też:
Relacja ratownika z Darłówka: Ten straszny obraz nawiedza mnie po nocy
