Stanisław Żelichowski: Wracam z lasu do dżungli

Stanisław Żelichowski: Wracam z lasu do dżungli

Stanisław Żelichowski
Stanisław Żelichowski / Źródło: Newspix.pl / KRZYSZTOF BURSKI
Stanisław Żelichowski wraca do polityki i startuje do sejmiku w najbliższych wyborach samorządowych. Polityk PSL opowiada w najnowszym „Wprost”, jak wygląda życie po rozstaniu z Wiejską. Mówi też, czy przekonał się do Władysława Kosiniaka-Kamysza i o tym, czy ludowcy mają szanse na odzyskanie elektoratu wiejskiego. – Ostatnio byłem na kilku grillach. Na zaproszeniach małym druczkiem zaznaczono: prosimy nie rozmawiać o polityce. Ludzie się boją, żeby nagle ten grill nie skończył się jakąś wielką awanturą – mówi.

Anna Gielewska: Gdzie pan był, jak pana nie było?

Stanisław Żelichowski: W lesie.

I co pan robił?

Nadrabiałem zaległości. Przez tyle lat byłem gościem w domu, a tu się płot walił, tu jakiś chlewek, tu drzewa trzeba było przyciąć. Mam taki ogródek 27 arów, jest w nim co robić. Mieszkam przy lesie, na Mazurach. I wie pani, jak się całe życie spędziło w polityce – czyli w dżungli – to potem dobrze się czuje w prawdziwej dżungli. I nie ma stresu. Może brakowało przez jakiś czas kontaktu z niektórymi ludźmi.

Trudno się wyłączyć z polityki?

Kiedy człowiek tyle lat w tym siedzi… byłem przez 30 lat posłem, w tym czasie 6 lat ministrem, 4 lata szefem klubu, przez wiele lat szefem sejmowych komisji. Ale ja sobie zawsze życie planowałem z wyprzedzeniem, polityka wymaga patrzenia kilka ruchów do przodu, jak w szachach. Dlatego decydując się na wyjście po tych 30 latach z parlamentu, nie miałem planów, żeby gdzieś dalej jeździć, spotykać się, występować, nie o to chodziło. Leszek Miller biegał po wszystkich telewizjach, bo mu tego brakowało. Mnie nie.

(...)

Dla PSL ten wyborczy maraton może oznaczać: być albo nie być. Zadzwonił prezes Kosiniak i powiedział: Staszku, wracaj?

Od jakiegoś czasu jestem szefem jego doradców. My pokazujemy drogi, on podejmuje decyzje. Przekonał mnie, żeby wystartować. Może jestem naiwny, ale mam takie poczucie, że samorząd może być takim ostatnim miejscem, gdzie będzie można zahamować odpływ środków unijnych. Dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby nie tracić szansy modernizacji Polski.

Dopuszcza pan koalicje PSL z PiS-em w sejmikach?

Nie sądzę. PiS spalił wszystkie mosty, atakuje nas ze wszystkich stron. Ale to dobrze, bo to znaczy, że się nas boi, że jesteśmy mocni. Poza tym gdyby PiS chciał tworzyć z nami jakiekolwiek koalicje, to nie powinien był działać tak, jak działał. W sejmie nie mamy wicemarszałka, posła w komisji do spraw służb specjalnych, mamy jeden pokój – cisną się tam wszyscy. A im bardziej się gnieżdżą, tym bardziej są wkurzeni.

Okładka tygodnika WPROST: 35/2018
Cały wywiad opublikowany jest w 35/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Panie Zelichowski ! Przez tyle lat nic Pan nie zdzialal i teraz sie zachcialo ? Czy moze forsy malo ? A siedz Pan tam dalej i tam czekaj na koniec PSL-u A o kamasza sie nie martw. Pojdzie na smietnik jak inne kamasze