Sąsiedzi są w modzie. Socjolog: Trwa casting na sąsiada

Sąsiedzi są w modzie. Socjolog: Trwa casting na sąsiada

Na osiedlach z ogromną rotacją lokatorów o budowanie relacji najtrudniej
Na osiedlach z ogromną rotacją lokatorów o budowanie relacji najtrudniej / Źródło: Pixabay
Aż 93 proc. Polaków deklaruje, że potrzebne jest utrzymywanie relacji z sąsiadami, a 82 proc. twierdzi, że nie kłóci się z sąsiadami. Po modzie na odgradzanie się przed najbliższym otoczeniem, nastała moda na nawiązywanie znajomości, odwiedzanie osiedlowych klubów, inicjowanie podwórkowych spotkań, czy ofiarowywanie domowych wypieków w czasie kurtuazyjnej pierwszej wizyty. Jednak myliłby się ten, kto sądzi, że modę na dobre stosunki w sąsiedztwie wywołały jedynie wspomnienia o latach minionych i klimacie rodem z serialu „Alternatywy 4”. Głównie chodzi bowiem o coś zupełnie innego.

Badacze z Instytutu Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na zlecenie firmy Amica, w Warszawie, Poznaniu i Wronkach w kwietni i maju tego roku pytali Polaków o ich zażyłość z sąsiadami. Tylko 6 proc. badanych przyznało, że nie ma ani jednego zaprzyjaźnionego sąsiada.

Jako główne korzyści płynące z dobrych kontaktów, ankietowani wskazywali możliwość uzyskania pomocy i wsparcia w takich sytuacjach, jak odebranie paczki czy opieka nad dziećmi. Mówili też o przyjaznej atmosferze oraz poczuciu bezpieczeństwa, które znajomość z sąsiadami im daje. Czyli, jak podsumował współtwórca badania, prof. Marek Nowak, socjolog z UAM w Poznaniu, kłania się pragmatyzm.

AAA kwiatka przygarnę

Gdy Karolina, na jednej z facebookowych grup sprzedażowych kupiła córce łóżko, a potem okazało się, że sama nie potrafi go skręcić, na osiedlowym profilu facebookowym zaproponowała, że zapłaci 50 złotych sąsiadowi, który zechciałby jej pomóc. Szybko pojawił się chętny. Ku jej zdziwieniu, przyszedł z żoną i niespełna dwuletnim synkiem. Żona pomagała przy łóżku, synek bawił się z córką Karoliny, swoją rówieśnicą. Na koniec, gdy przyszło do płacenia, sąsiedzi powiedzieli, że pieniędzy nie przyjmą. Chyba, że mogą zrobić z nich pożytek wpłacając na fundacyjne konto dziewczynki walczącej z nowotworem oka. - Gdy powiedziałam, że to wspaniały pomysł, odpowiedzieli, że dzięki temu zaliczyli drugi dobry uczynek jednego popołudnia. Miałam wrażeniem, że im bardziej niż na „zarobku” zależało na poznaniu nowych ludzi, sąsiadów - opowiada kobieta.

Jest pod wrażeniem sąsiedzkich zrywów z jej osiedla. Tego, że jednego dnia ktoś pyta, czy sąsiedzi dysponują „zbędnym, małym fragmentem maty wiklinowej”, takiej do zasłonięcia balkonu, albo kilkoma sztukami „parkietu drewnianego dębowego”, bo skoro wszyscy na osiedlu mieli klepkę w jodełkę, być może u kogoś zachowały się jeszcze jakieś oryginalne materiały. A kiedy indziej poszukują kwiatka do oddania, odpowiadając tym samym na apel sąsiadki, której współlokatorka się wyprowadza razem ze swoimi kwiatkami i „zostaje smutek w salonie”.

Co takiego się stało, że po latach odgradzania się od sąsiadów wracamy do nawiązywania kontaktów, często wykorzystując do tego media społecznościowe? - Sąsiedztwo stało się papierkiem lakmusowym zmian polegających na otwieraniu się społeczeństwa - przyznaje prof. Marek Nowak.

„Sąsiedztwo zmieniło charakter”

Prof. Nowak mówi, naukowcy sąsiadami interesowali się od zawsze. - Duża fala badań była realizowana w latach 70-tych i 80-tych, co związane było z urbanizacją i budowaniem wielkopłytowych osiedli. Wcześniej, w latach 50-tych, gdy powstawała Nowa Huta, sprawdzano jak ludzie pochodzący ze wsi odnajdują się w mieście. Zmiany w relacjach sąsiedzkich nie przebiegają gwałtownie, ale dziś można powiedzieć, że sąsiedztwo w Polsce przeszło drogę od wspólnoty próbującej odtwarzać życie wiejskie w mieście, po czasy współczesne i model związany z naszym stylem życia, relacjami opartymi o nasze wybory. Trwa casting na sąsiada, próby wybierania sobie sąsiadów na zasadzie podobieństw. Sąsiedztwo zmieniło charakter, stało się kwestią decyzji, kreacji - mówi prof. Nowak.

Choć oczywiście, jak podkreśla socjolog, wiele zależy od tego, o jakim sąsiedztwie mowa. Czy o sąsiadach z bloków z wielkiej płyty, zróżnicowanych wiekowo przedstawicielach różnych klas, czy może sąsiadach z homogenicznego zamkniętego osiedla naznaczonego kulturą klasy średniej. Albo osiedlach z ogromną rotacją lokatorów, popularnych wśród studentów, czy pracowników z zagranicy, na których o budowanie relacji najtrudniej.

W opinii prof. Marka Nowaka wpływ na zmiany w podejściu do życia w sąsiedztwie ma m.in. fakt, że status materialny Polaków odrobinę się poprawił, bezrobocie nas nie ciśnie, żyje nam się lepiej, co sprawia, że ludzie zaczęli się interesować własnym otoczeniem. - Poza tym wzrosło przekonanie o tym, że posiadanie dobrych relacji sąsiedzkich jest ważne. To nie znaczy, że kochamy się bardziej, ale to znaczy, że skoro nigdy nie wiadomo, kiedy będziemy potrzebowali pomocy, warto mówić dzień dobry. W kontekście kontaktów z sąsiadami mówimy więc o potrzebie utrzymywania rytualnych relacji, za którą stoi pragmatyzm - zauważa socjolog z UAM.

Zdaniem profesora na nowych, deweloperskich osiedlach to właśnie wokół wspólnych „problemów” zawiązują się sąsiedzkie znajomości. - Niedokończony plac zabaw, czy niedoróbki wykonawcy, to wszystko uruchamia działania sąsiadów, walkę w jakiejś sprawie. I choć motywacja jest pragmatyczna, często zdarza się, że w konsekwencji powstają dużo wartościowsze relacje, a czasem nawet więzi zdolne przetrwać próbę odległości, gdy któryś z sąsiadów wyprowadzi się z osiedla - zauważa prof. Nowak.

Okładka tygodnika WPROST: 25/2019
Cały artykuł dostępny jest w 25/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Najlepiej spytać sie pisowskiego proletariatu, ten to co chwilę strzela z ucha na sąsiada z zazdrosci