Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia – po raz pierwszy zapisano zarówno prawo uczniów do kształtowania swojego wyglądu, jak i konieczność podporządkowania się określonym regułom. Na pierwszy rzut oka to krok w stronę większej swobody uczniów, ale problem w tym, że to samo prawo od razu zostaje ograniczone przez obowiązki.
Uczeń ma bowiem dostosować się do „ogólnie przyjętych norm społecznych”, a także zasad określonych w statucie szkoły – szczególnie podczas zajęć wychowania fizycznego, pracy w laboratoriach, warsztatach czy w trakcie uroczystości i szkolnych wyjść.
Wygląd uczniów pod lupą. Co się zmieni?
Co ważne, projekt nie mówi już tylko o stroju, ale również o „wyglądzie”. A to pojęcie znacznie szersze – może obejmować fryzurę, makijaż, paznokcie, biżuterię czy ogólną prezencję danej osoby. Dotychczas prawo oświatowe jasno rozdzielało te kwestie.
– Ustawodawca uregulował to w Prawie oświatowym, a przełomową zmianą była nowelizacja z 2016 roku. Wtedy w przepisach celowo zapisano, że statut szkoły może określać obowiązki ucznia dotyczące ubioru, ale nie ogólnie „wyglądu”. To była świadoma decyzja prawodawcy, ponieważ wcześniej pojawiało się wiele wątpliwości, na przykład co oznacza „schludny wygląd” i gdzie leży granica ingerencji szkoły w wygląd uczniów – tłumaczył prawnik Mateusz Muszyński, były prezes Stowarzyszenia Umarłych Statutów (organizacji monitorującej zapisy szkolnych statutów).
– Dzięki temu dziś szkoły mogą regulować jedynie ubiór, ale w sposób niedyskryminujący. Na przykład nie mogą wprowadzać zasad, które różnicują wymagania względem dziewcząt i chłopców w sposób nierówny. Natomiast kwestie takie jak długość włosów, ich kolor, zarost, biżuteria czy paznokcie – pozostają poza kompetencjami szkoły. Niektóre placówki próbowały kiedyś wprowadzać regulacje zakazujące dostosowywania wyglądu do określonych subkultur, ale takie zapisy również są bezprawne – stwierdził ekspert cytowany przez portal strefaedukacji.pl.
Nowe przepisy mogą więc – przynajmniej w teorii – otworzyć furtkę do szerszej ingerencji szkół w wizerunek ucznia.
Stowarzyszenie Umarłych Statutów uspokaja… ale chce zmian
Przedstawiciele Stowarzyszenia Umarłych Statutów podkreślają jednak, że projekt nie powinien być interpretowany jako zgoda na dowolne wpływanie na wygląd uczniów.
Jednocześnie organizacja przyznaje, że przepisy są nieprecyzyjne i mogą prowadzić do błędnych interpretacji. Dlatego zapowiada działania na etapie prac sejmowych, by je doprecyzować.
– Zgadzamy się przy tym co do tego, że ze względów BHP może być w niektórych sytuacjach wymagany odpowiedni wygląd ucznia, na przykład brak długich kolczyków czy spięcie długich włosów. Natomiast musi to być podyktowane zawsze i wyłącznie kwestiami bezpieczeństwa – mówił Łukasz Korzeniowski, prezes zarządu Stowarzyszenia Umarłych Statutów. Jego zdaniem projekt ustawy w tym zakresie nie jest dobrze napisany i na etapie sejmowych prac nad nim organizacja będzie zabiegać o wprowadzenie stosownych zmian. – Aktualnie pracujemy nad propozycją takich zmian – dodał Korzeniowski.
„Normy społeczne”. Co to tak właściwie jest?
Najwięcej kontrowersji wywołuje zapis o „ogólnie przyjętych normach społecznych”. Dla wielu brzmi on jak furtka do zakazywania kolorowych włosów czy kolczyków w ciele.
Zdaniem Łukasza Korzeniowskiego fragment ten jest interpretowany zbyt szeroko.
– Jeśli chodzi o zwrot „ogólnie przyjętych norm społecznych” to w mojej ocenie wzbudził on nieadekwatne emocje, sugerując, że zakazane będą różowe włosy czy kolczyk w nosie – stwierdził.
Jego zdaniem jest wręcz na odwrót – uczeń będzie miał zagwarantowane prawo do wpływania na swój strój i wygląd, przy minimalnym ograniczeniu, by nie naruszał najbardziej oczywistych, powszechnie przyjmowanych w przestrzeni publicznej zasad. Ekspert wyjaśnia, że na przykład niedozwolone byłoby chodzenie w stroju „roznegliżowanym”, tak jak nie jest to akceptowane powszechnie i zgodnie przez ogół społeczeństwa w przestrzeni publicznej.
Szkoła nie powinna narzucać stylu
Z projektu jasno wynika, że statut szkoły nie może stać się narzędziem narzucania uczniom konkretnego stylu czy estetyki.
Ograniczenia mają dotyczyć przede wszystkim sytuacji związanych z bezpieczeństwem, a nie prób dyscyplinowania wyglądu czy przynależności do określonych subkultur.
Na razie projekt został przyjęty przez rząd, ale ostateczny kształt przepisów zależy od Sejmu. To właśnie tam rozstrzygnie się, czy nowe regulacje rzeczywiście uporządkują sytuację, czy raczej otworzą pole do nowych sporów i czy nikt nie będzie już ścigał uczniów za mocniejszy makijaż czy dready.
Czytaj też:
Zwrot MEN, dyrektorzy mają problem. ZNP bije na alarmCzytaj też:
MEN szykuje rewolucję w polskich szkołach. Przedszkola wyjątkiem
