Niesamowita historia irackiej rodziny. Jedli liście i pili wodę z kałuż. Pomógł im Polak. „Przekażcie, że tam są malutkie dzieci”

Niesamowita historia irackiej rodziny. Jedli liście i pili wodę z kałuż. Pomógł im Polak. „Przekażcie, że tam są malutkie dzieci”

Irakijczyk Sabah i jego rodzina w Eisenhüttenstadt
Irakijczyk Sabah i jego rodzina w Eisenhüttenstadt / Źródło: Robert Stachnik
Sabah jest w kontakcie z trzema rodzinami, które utknęły między białoruską a polską granicą. „Jakby weszli między ostrza nożyczek” – mówi. Inni też się martwią. Sabah nas pyta: „Czy wy znacie kogoś z UNICEF-u? Powiedzcie im, że tam są malutkie dzieci. Że jest zimno. Że mogą tego nie przeżyć”.

Sabah mówi, że po przekroczeniu granicy z Polską, kryjąc się i śpiąc po lasach, przeszli około 80 kilometrów. Dzieciom rozwaliły się buty.

Irakijczykowi brakuje słów po angielsku. Na migi pokazuje worek na śmieci włożony w stojący obok kubeł. Workami zawijali nogi dzieciom, aby mogły iść.

Byli zdesperowani. Według opowieści Sabaha po prostu zapukali do jednego z domów i poprosili o wodę i coś do jedzenia, błagając, żeby nikt nie wzywał policji. Jeden z Polaków za 1000 dolarów przewiózł całą rodzinę za niemiecką granicę.

„Jechaliśmy bez przerwy, busem bez okien. Poprosiłem tylko o butelkę wody” – mówi. Niektórzy mają umówione „kontakty” po polskiej stronie, ale część prosi spotkanych Polaków o pomoc. Taki przejazd zwykle kosztuje mniej.

Artykuł został opublikowany w 43/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 18

Czytaj także