Na SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym zarządzanym przez Dawida Kacprzyka stworzono specjalną ścieżkę przyjęć dla działaczy KO i ich rodzin – podał portal zero.pl. Politycy i ich bliscy mieli wykonywane badania po 10 minutach od rejestracji, podczas gdy inni pacjenci musieli czekać na przyjęcie po cztery, pięć godzin. Do tego nie musieli siedzieć w publicznej poczekalni. Wydzielono dla nich specjalny pokój z kanapą, fotelami oraz telewizorem.
Dawid Kacprzyk stworzył w szpitalu przychodnię dla polityków KO? Szokujące ustalenia ws. lekarza
Pomieszczenie formalnie należało do przyszpitalnego Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa. Do tego działacze Koalicji Obywatelskiej i ich rodziny mogli liczyć na wykonywanie pakietów kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu badań w bardzo krótkim czasie, których przeprowadzenie nie jest standardem w medycynie ratunkowej. Medyk ze Szpitala Południowego ujawnił, że pracownicy stołecznej placówki „zajmowali się w trybie pilnym znajomą Kacprzyka”.
Kobieta nie wymagała interwencji szpitalnej, a w tym czasie na SOR-ze znajdowały się osoby „naprawdę potrzebujące pomocy”. Powinna być przyjęta nie w pierwszej, a ostatniej kolejności. Innemu politykowi KO przeprowadzono badania, za które w prywatnej placówce zapłaciłby co najmniej 600 zł. Posłankę Koalicji Obywatelskiej, która miała typowo jesienną infekcję „potraktowano jak osobę z zagrożeniem życia”.
Załatwił politykom KO badania od ręki. Normalni pacjenci musieliby czekać tygodnie
Bliskiej osobie następnego polityka KO przeprowadzono w ciągu kilku godzin od przyjęcia m.in. kolonoskopię i gastroskopię, na którą zwykły pacjent czeka tygodnie. NFZ otrzymał imiona i nazwiska osób, których przypadki uznano za ewidentne wykorzystanie swojej pozycji w celu uzyskania świadczenia medycznego w szybszy sposób. Szpital Południowy nie chciał komentować sprawy zasłaniając się nieudostępnianiem informacji dotyczących poszczególnych pacjentów.
Placówka zaznaczyła za to, że „nieuprawnione pozyskiwanie, ujawnianie lub rozpowszechnianie informacji dotyczących zdrowia lub korzystania ze świadczeń zdrowotnych stanowi naruszenie powszechnie obowiązujących przepisów prawa”. Na pytania nie odpowiedział również sam Kacprzyk.
Czytaj też:
Lekarz zarobił 1,6 mln zł rocznie. Pielęgniarka: Czy on w ogóle spał? Czytaj też:
Lekarze masowo tracą pracę. Leczyli, a nie znali języka polskiego
