Donald Tusk został na czwartkowej konferencji prasowej zapytany o nieprawidłowości przy rozdzielaniu pomocy dla przedsiębiorców poszkodowanych przez powódź. Jedna ze spraw dotyczy Anny Konieczyńskiej, byłej wiceprezeski Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i działaczki Koalicji Obywatelskiej.
Premier przekonywał, że służby zajmowały się działalnością agencji, zanim sprawa została nagłośniona przez media. – Tą panią w Karkonoszach zajmuje się CBA i nie dlatego, że Republika o tym poinformowała, tylko jest od pół roku śledztwo – powiedział Tusk.
Wypowiedź premiera wymaga jednak doprecyzowania. Z oficjalnych informacji wynika, że od 29 kwietnia CBA prowadzi kontrolę procedur przyznawania i rozliczania pomocy przez KARR. Służby nie informowały o trwającym od pół roku śledztwie przeciwko samej Konieczyńskiej. Jeleniogórska prokuratura wdrożyła natomiast czynności sprawdzające w sierpniu, po publikacjach medialnych.
Tusk: Nie ma świętych krów
Premier zaznaczył, że nie może zagwarantować uczciwości każdej osoby związanej z obozem rządzącym. Jego zdaniem zadaniem państwa jest wykrywanie i karanie możliwych nadużyć.
– Ja jestem odpowiedzialny nie za to, żeby w Polsce byli wyłącznie święci. Ja jestem odpowiedzialny za to, że jeśli komuś wpadnie do głowy pomysł na takie nadużycia, żeby go państwo prędzej czy później dopadło i ukarało. U nas naprawdę nie ma świętych krów pod tym względem – oświadczył Tusk. Dodał, że „nie jest zainteresowany” tym, jak tłumaczyła się i co mówiła działaczka pytana o tę sytuację przez dziennikarzy.
Szef rządu przekonywał również, że Centralne Biuro Antykorupcyjne nie jest wykorzystywane wyłącznie do prowadzenia działań wobec politycznych przeciwników. – To CBA, które ciągle funkcjonuje, chociaż było, jak wiecie, bardzo upolitycznione, przez nas nie jest używane wobec PiS-u czy wobec prezydenta, tylko wobec ludzi, którzy, nawet jeśli są z naszych środowisk, robią złe rzeczy. I tak to powinno działać – mówił premier.
Tusk odniósł się też do zarzutów dotyczących dotacji w Nysie. Jak stwierdził, postępowanie przeprowadzone przez tamtejszy Powiatowy Urząd Pracy nie wykazało nadużyć.
4,5 mln zł dla trzech podmiotów
Sprawa KARR wybuchła po publikacji Wirtualnej Polski. Według ustaleń portalu 4,5 mln zł pomocy powodziowej trafiło do trzech podmiotów z Dziwiszowa, chociaż zebrane przez dziennikarzy informacje nie potwierdzały, że ich nieruchomości ucierpiały w wyniku powodzi.
Firma należąca do męża Anny Konieczyńskiej otrzymała 200 tys. zł. Kolejne 3,2 mln zł przyznano przedsiębiorstwu należącemu do sąsiada małżeństwa, a ponad 1,1 mln zł trafiło do spółki będącej właścicielem lokalnej telewizji.
Konieczyńska została zawieszona w prawach członka KO, a następnie odwołana z funkcji wiceprezeski KARR. Rada nadzorcza wskazała na kwestie wizerunkowe, zarządzanie spółką oraz doniesienia dotyczące możliwych nieprawidłowości.
CBA przeanalizowało 900 wniosków
Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował, że funkcjonariusze przeanalizowali 900 wniosków. Ponad 50 z nich, dotyczących dofinansowania w wysokości blisko 50 mln zł, objęto szczegółową kontrolą.
CBA zgromadziło prawie 11 tys. kart dokumentacji i zwróciło się o informacje do kilkunastu instytucji. Dobrzyński zapowiedział, że ustalenia mogą doprowadzić do złożenia zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw.
Czytaj też:
„Wszystkich zostawia z tym 'burdelem”. Politycy koalicji gorzko o współpracy z Tuskiem Czytaj też:
Dawid Kacprzyk złapany w Porsche. Czekał na niego mężczyzna z walizką
