Osoby przebywające na terenie województwa lubelskiego i podkarpackiego otrzymały alert RCB ws. zmasowanego atak powietrznego na obszarze zachodniej Ukrainy. W kolejnej wiadomości SMS zagrożenie odwołano. – Zawsze jest potencjalne niebezpieczeństwo, że rakieta wystrzelona w kierunku zachodniej Ukrainy zmieni tor, albo jest celowo wystrzelona tak, żeby uderzyć gdzieś przy granicy – tłumaczył w Tok FM minister spraw wewnętrznych i administracji.
Zmasowany atak na Ukrainę, Polacy dostali alerty RCB. Marcin Kierwiński zabrał głos
– Zdecydowaliśmy po ostatnich doświadczeniach, że wtedy gdy podrywane przez wojska są nasze myśliwce, aby patrolować przestrzeń powietrzną, będziemy wysyłać SMS-a, nie mówiącego o tym, że nadchodzi zagrożenie, tylko że potencjalnie, żeby każdy był przygotowany – kontynuował Marcin Kierwiński. Procedura ma być zawsze odwoływana. Wiceszef MSWiA podkreślił, że trwa wyciągnie wniosków z ostatniej sytuacji. Chodzi o upadek pocisku w Tarnawie-Kolonii z końca lipca.
– Teraz jest bardzo wielu takich mędrków, którzy wszystko wiedzą jak zrobić, głównie ze strony polityków PiS-u. My cały czas po każdym incydencie zmieniamy, dostosowujemy procedury, żeby one były optymalne – przekonywał Kierwiński. Minister spraw wewnętrznych i administracji przekonywał, że zdaje sobie sprawę z tego, że „taki SMS w nocy stwarza dyskomfort i poczucie niepewności, a jest to sytuacja czysto prewencyjna”.
Szef MSWiA odpowiada koleżance z rządu. Niech skupi się na swojej robocie do wykonania”
Kierwiński odniósł się również do słów Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej, która powiedziała, że „system nie działa i to jest w gestii MSWiA”. – Mówiłem pani minister, że proponuję, aby w tym zakresie MON skoncentrował się na swojej robocie do wykonania – powiedział minister spraw wewnętrznych i administracji. Kierwiński podkreślił, że to „system naczyń połączonych”. – MSWiA jako takie nie posiada własnych radarów i samolotów, które patrolują przestrzeń powietrzną – wyjaśniał.
Kierwiński tłumaczył, że system jest zasilany informacjami od wojska. – Wszystkie te procedury na styku w sytuacjach newralgicznych muszą być przeglądane i dostosowywane – mówił minister spraw wewnętrznych i administracji. Kierwiński podkreślił, że „nie może być poczucia, że zagrożenie jest niekończące się”. Szef MSWiA zaznaczył, że osoba uruchamiające syrenę dostaje tylko informację o jej włączeniu. Kierwiński zarzucił PiS, że jak rządziło, to „nie zrobili nic, co strasznie go irytuje”.
Czytaj też:
Czy polskie miasta są chronione przed rakietami? MON odpowiada po słowach generała Czytaj też:
Sondaż ws. alertów RCB to alarm dla rządzących. Potrzeba zmian
