Opluta, „szmata” i strach. Barbara Mróz-Gorgoń przerwała milczenie. „Żaden bandyta nie zapłacił takiej ceny”

Opluta, „szmata” i strach. Barbara Mróz-Gorgoń przerwała milczenie. „Żaden bandyta nie zapłacił takiej ceny”

Obraz wygenerowany przez AI / okładka raportu
Obraz wygenerowany przez AI / okładka raportu Źródło: Shutterstock / Marka Polska (markapolska.pl)
Była pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polska udzieliła pierwszego wywiadu po głośnej aferze. Raport, który miał zostać wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji, został „niefortunnie” opublikowany w sieci?

Barbara Mróz-Gorgoń gościła niedawno na antenie TVN24. Rozmowa dot. m.in. raportu, który miał – według ekspertów – zostać wygenerowany przez jeden z dużych modeli językowych. Niedługo po wybuchu afery doszło do dymisji pełnomocniczki rządu Donalda Tuska.

Ekspertka wskazała, że opinia publiczna myli ze sobą dwa zasadniczo różne raporty – ten pt. „Strategia Marka Polska” i dokument – „Polaków portret własny”. To z tym pierwszym wiążą się dwa hasła: „ministerstwo sportu” i „179 tys. zł”. Mróz-Gorgoń zapewniła, że zawiera on „autorskie wnioski, oparte na badaniach”. Jeśli chodzi o drugi – był to „brudnopis”.

– Niefortunnie zamieszczony na stronie internetowej – przyznała. Zawiera on notatki do prezentacji, która miała być opublikowana, a zamiast niej użytkownicy sieci otrzymali link do dokumentu przygotowanego przy użyciu AI (artificial intelligence).

Zabrała głos ws. głośnej afery. „Za to się biję w piersi”

– Ten dokument stanowił jeden z materiałów roboczych, brudnopis został omyłkowo, pomyłkowo przeze mnie wysłany i zamieszczony na stronach think tanku Marka Polska. Za co przepraszam i żałuję, że nie dopilnowałam. (...) To absolutnie ludzki błąd. Nie złodziejstwo. W ogóle nie część projektu, za nic tutaj nie zapłacono. To część notatek – wskazała.

Była pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski przyznała, że przed udostępnieniem pliku w internecie (co sprawiło, że mógł pobrać go i zapoznać się z jego treścią każdy) nie przejrzała go. – I za to się biję w piersi i płacę dzisiaj cenę, myślę taką, jakiej żaden bandyta w tym kraju nie zapłacił – oceniła.

Afera spowodowała, że ekspertka spotkała się z niezwykle przykrymi komentarzami – co kilka minut „w pierwszych dobach dostawała bardzo przykre SMS-y czy maile”.

Na taki hejt nie zasługuje nikt. „Przez tygodnie nie wychodziłam z domu”

– Spotykały mnie też rzeczy, które wcześniej wydawały mi się niemożliwe. Że ktoś, kogo kompletnie nie znam, jest w stanie podejść do mnie na stacji benzynowej, opluć mnie i nazwać „szmatą”. Był to przypadek jednorazowy, przy czym zaowocował tym, że później przez wiele dni, nawet w tygodniach to chyba można policzyć, raczej nie wychodziłam z domu – ujawniła.

Czytaj też:
Niepokojący raport. Polacy masowo konsultują problemy zdrowotne ze sztuczną inteligencją
Czytaj też:
Tajny raport CIA trafił do Tuska. „Ważniejsze może być to, czego jeszcze nie wiemy”

Źródło: TVN24 / Onet / „Fakt”