"Dla nas to tragedia". Rodzinna wieś Leppera pogrążona w żałobie

"Dla nas to tragedia". Rodzinna wieś Leppera pogrążona w żałobie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Andrzej Lepper, fot. Wikipedia 
Przepasana kirem tablica z napisem Zielnowo wita przyjezdnych. W tej pomorskiej wsi, zwanej kolebką Samoobrony, mieszkał Andrzej Lepper. Był dobrym sąsiadem, dobrym rolnikiem - wspominają sąsiedzi. Są wstrzemięźliwi; ani o rodzinie, ani o samej śmierci nie chcą mówić.
Niedowierzanie - tak opisuje reakcję mieszkańców wsi na wieść o samobójczej śmierci Andrzeja Leppera, ich sąsiada - sołtys Zielnowa Justyna Osses. - Dla nas tutaj to tragedia. W niedzielę msza w  Krupach i modlitwa w jego intencji. Wieś była z niego dumna, był lubiany - dodaje. Zapewnia, że ma rodzina ma wsparcie w mieszkańcach Zielnowa i wie o tym. Jedyne, czego oczekują, to spokoju w przeżywaniu tragedii. Pytana, czy przedstawiciele władz lokalnych lub krajowych kontaktowali się z nią po śmierci Andrzeja Leppera w sprawie ewentualnej pomocy rodzinie, wspomina tylko o jednym telefonie z Darłowa. Nie informuje, czy zapadły już decyzje co do pochówku. - Rodzina sobie nie życzy - wyjaśnia.

Dwa domy na krzyż

Zielnowo to niewielka wieś, przed wojną niemiecka, po wojnie - pegeerowska. Około 20 domów, 77 mieszkańców. Zdarza się tu zabudowa szachulcowa. Jak wszędzie, niektóre domy zadbane, inne nie. Jeden czy dwa wyglądają na opuszczone. Na podwórkach samochody, stoją nadmuchiwane baseny, w których kąpią się dzieci. Stodoły często murowane. W środku wsi mała świetlica, w  blaszaku, w którym niegdyś był sklepik. Dookoła pola, nieużytki. Kawałek od wsi - ściana lasu. Drogi prowadzące do wsi w złym stanie. Co chwila znak: Uwaga, zły stan techniczny drogi.

Rozległy teren

Podupadłe 23-hektarowe gospodarstwo rolne w Zielnowie Lepper przejął w 1980 roku, potem stopniowo je powiększał. Chciał nam pomóc i starał się o lepsze drogi, ale nie wyszło - mówi sołtys wsi Justyna Osses. Posesja Lepperów to rozległy teren. Przy bramie ostrzeżenie: Uwaga groźny pies! Do zabudowań prowadzi zadbana, obsadzona roślinami alejka. Na podwórku sprzęt rolniczy. W obejściu konie. W gospodarstwie hodowano bydło, bizony, strusie, owce. - To już nie to samo gospodarstwo co dawniej - mówią mieszkańcy. Ciężko doglądać, gdy jest się daleko i ma się na głowie inne problemy - tłumaczą. Większość niechętnie mówi o zmarłym. Nie chcą też opowiadać o rodzinie.

Kiedyś mówili, dziś się modlą

W internecie z łatwością można znaleźć artykuły sprzed kilku lat, gdy Lepper wszedł do wielkiej polityki, został wicemarszałkiem, ministrem, wicepremierem, a w nich nie zawsze pochlebne opinie sąsiadów, niektóre nawet pełne zawiści. Dziś nie mówią źle, raczej wcale. Ale - jak powiedział jeden z nich - każdy zmówi za Leppera pacierz. - Ludzie modlili się pod krzyżem z kapliczką na rozstaju, przed domem Lepperów wieczorem, nie chcieli, by oglądali ich dziennikarze - mówi sołtys.

Mieszkańcy Zielnowa drugiego dnia po śmierci ich sąsiada są już zmęczeni pytaniami. Chowają się w domach. - Był dobrym sąsiadem, dobrym rolnikiem, kiedy trzeba pomagał, rozmawiał z każdym. Ale trudno, żeby ktoś wszystkim dogodził. Był przecież normalny człowiek - to najczęściej powtarzane opinie. Nie chcą opowiadać o chorobie jego syna ani o kłopotach finansowych. Każdy w tych czasach ma problemy finansowe -  twierdzą. - Nie mogę złego słowa powiedzieć - mówi pan Romulad, który wraca do Zielnowa z grzybobrania. Pracowałem u niego na gospodarce. Zawsze po robocie był obiad. Nawet jak poszedł w ministry to zagadał, pytał, co słychać - wspomina.

Nie mogą uwierzyć

Większość we wsi nie może uwierzyć, że odebrał sobie życie. To  dziwne, znając jego charakter - twierdzi pan Romuald. Jedna z sąsiadek rodziny Lepperów mówi, że jeszcze w środę rozmawiała z nim. Był pełen życia, miał powody, by żyć - przekonuje. Tadeusz Bożewski, który razem z Lepperem zakładał Samoobronę, wspomina, że osiedlił się rok przed nim w Zielnowie. Pomagałem mu rozpakowywać samochód z gratami, gdy przyjechał. Lepper też pomagał, jak każdy, a  może nawet bardziej. - Mówiliśmy do siebie po imieniu. Potem, gdy poszedł w politykę, już nie wypadało - dodaje. Niektórzy pytali, po co się pchał w gumiakach i tej kraciastej koszuli w politykę, a ja wam mówię, niejeden w gumiakach jest lepszy od tego w krawacie - przekonuje.

Wspomina początki Samoobrony: szliśmy z Krup z kościoła tą drogą. Radziliśmy między sobą, co zrobić. Dwóch nas było. Za mało. Poszliśmy do Muszyńskiego. Kilku poparło. Pierwszy protest był przy urzędzie gminy w Darłowie, potem były następne. Władza słucha dopiero po kilku razach - opowiada. - Czemu protestowaliśmy? Kredyty trzeba było spłacać. Woda z  pobliskiej Wieprzy wylała, wszystko zgniło. Kto nie spłacił, szedł z  torbami. Jak się ma 20 hektarów i nie idzie z tego wyżyć, to co mieliśmy robić - pyta. Z bólu, krzywdy i  krzyku powstała Samoobrona - podsumowuje Bożewski. Na pytanie, czy polityka mogła skrócić życie Leppera odpowiada: polityka to jak pływanie, jeśli jest się w pół drogi trudno zawrócić, a dopłynąć do brzegu też ciężko. Jego zdaniem, gdyby Lepper wycofał się w porę, pewno by dziś żył. W polityce i mafii to żyje się dobrze, ale krótko - dodaje.

Lepper - główny temat

W niedalekich Krupach, 2 km od Zielnowa, przed sklepikiem siedzi kilku mężczyzn na ławce. Lepper to teraz główny temat - przyznają. Wspominają, że Lepper podarował kościołowi ołtarz, nowe drzwi, a wsi wóz strażacki, gimbus. Jeśli tylko był w domu, na msze przyjeżdżał zawsze, starym oplem, normalnie, jak człowiek, bez ochrony. Normalny facet, pogadał z każdym, przed mszą i po niej, każdemu podał rękę, z każdym się przywitał - opowiadają. - Intencja już była zamówiona - mówi ks. Andrzej Wróblewski, proboszcz z Starego Jarosławia, parafii zmarłego. - Szykuję się ze wspomnieniem na pogrzeb. Rodzina chce, by był pochowany tu blisko - dodaje. Nie mogłem spać po tej wiadomości o śmierci Leppera, nie mogę się pozbierać - mówi wyraźnie wzruszony.

Bywałem w tym domu, nie tylko z kolędą. Rozmawiałem z rodziną po  tej tragedii kilka razy. Polityka ich zawsze onieśmielała, to ludzie zdystansowani. Dzieci są pokorne, w dobrym tego słowa znaczeniu. Wszystkie z wykształceniem, odnosiły sukcesy w nauce. Bardzo dobra rodzina, oni są po prostu sobą, a pani Irena jest dzielną kobietą. Ważne, żeby się podnieśli po tym nieszczęściu. I podniosą się - wierzy duchowny.

pap, ps