Anna Szydłowska (PiS), która należała do tej inicjatywy w poprzedniej kadencji Sejmu zapowiedziała, że nie zamierza angażować się działalność tego projektu. - Póki co nie wybieram się. Grupa przez cztery lata nic nie zrobiła - powiedziała. Również wiceszefowa klubu Solidarnej Polski Beata Kempa nie będzie uczestniczyć w pracach grupy. - Jestem trzecią kadencję w Sejmie i nie przypominam sobie, by inicjatywa ta działała skutecznie - stwierdziła.
Bożena Szydłowska oświadczyła, iż chciałaby, żeby inicjatywa ta działała ponad partyjnymi podziałami. - Chciałabym, żebyśmy wypracowały sukces, który będzie satysfakcjonował wszystkie kobiety - zaznaczyła. Dodała, że w pracę grupy chce zaangażować samorządy oraz organizacje pozarządowe.
Według przewodniczącej, grupa powinna poruszać wszystkie kwestie związane z kobietami m.in. kwestie dotyczące profilaktyki zdrowotnej kobiet w zakresie cytologii. - Ważne są też kwestie płacowe. Kobiety nawet jeśli zasiadają na takich samych stanowiskach jak mężczyźni, to mają mniejsze zarobki - stwierdziła. W ocenie Szydłowskiej, grupa musi także pochylić się nad problemem dostępności żłobków i przedszkoli dla dzieci.
W poprzedniej kadencji Parlamentarna Grupa Kobiet liczyła ponad 50 osób. Większość z nich stanowiły parlamentarzystki PO. Aktualnie w Sejmie zasiada 110 posłanek, czyli o 4 proc. więcej niż w poprzedniej kadencji. W klubie PO są 72 posłanki, w klubie PiS - 25. W klubie Ruchu Palikota zasiada pięć kobiet, w SLD - cztery. Po dwie posłanki mają w swoich szeregach kluby PSL oraz Solidarnej Polski.
zew, PAP
