Co Tusk może wygrać w pojedynkę?

Co Tusk może wygrać w pojedynkę?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Donald Tusk wygrał wybory parlamentarne w pojedynkę (a przynajmniej tak sądzi sam Donald Tusk i cała rzesza jego wyznawców) - w ten sposób premier dołączył do coraz liczniejszej grupy polityków, którzy odnosili zwycięstwa bez niczyjej pomocy. Do grona tego należy m.in. Lech Wałęsa, który - jak powszechnie wiadomo - samotnie obalił komunizm.
Skoro Tusk zwyciężył w wyborach bez niczyjej pomocy nie należy się dziwić, że postanowił wymienić połowę składu swojego rządu - powiedzmy sobie bowiem szczerze: Tusk do kolejnych zwycięstw nie potrzebuje żadnego rządu. Gdyby tylko było to możliwe premier sam objąłby wszystkie teki w swojej Radzie Ministrów - i wówczas poparcie dla działań rządu wyniosłoby, lekko licząc, jakieś 250 procent.

Nie należy więc się dziwić, że Tusk postanowił wymienić ministrów - tym co może dziwić jest fakt, że wymienił ministrów dobrych - na ministrów przeciętnych, a ministrów słabych - na ministrów jeszcze słabszych. Kiedy obserwowałem kolejne gafy popełniane przez ministrów nowego rządu Tuska zastanawiam się, co porabiał premier między wyborczym zwycięstwem z października 2011 roku, a drugą połową listopada, kiedy przedstawił Polakom rząd zderzaków. Olśniło mnie, gdy przypomniałem sobie jedną z obietnic wyborczych Donalda Tuska z 2007 r. "Będziemy załatwiać wszystkie sprawy po kolei, temat po temacie, żeby uporządkować Polskę po PIS-ie" - tłumaczył pięć lat temu premier. I wszystko jasne. Ministrowie popełniali gafy, bo nie mogli działać - a czymś musieli zająć uwagę opinii publicznej. A dlaczego nie mogli działać? Ano dlatego, że premier - załatwiający problemy step-by-step - czekał na zamknięcie tematu dopalaczy - tak, aby bez zakończenia tej sprawy nie rozgrzebywać nowego problemu.

Premier czekał - i się doczekał. Oto wojewódzki sąd administracyjny wydał wyrok uchylający decyzję Głównego Inspektora Sanitarnego, która była podstawą do widowiskowego zamknięcia wszystkich sklepów z dopalaczami w Polsce. Powód? Okazało się, że doszło do... zaniechania zbadania zakwestionowanej substancji pod kątem szkodliwości dla życia lub zdrowia. Nic dziwnego, że premier nie chce rozgrzebywać kilku tematów, skoro wokół siebie ma takich "fachowców"... Oto bowiem Sanepid przez ponad pół roku nie zdążył zbadać na potrzeby procesu składu chemicznego kilku dopalaczy - a przecież rzecz dotyczyła sprawy, którą żyła cała Polska i na której premier oparł swój image mocnego człowieka łypiącego groźnie spod krzaczastych brwi na wszystkich, którzy chcą skrzywdzić jego kochanych obywateli.         

A więc klapa i wstyd? Tak - i to na życzenie premiera. Bo oto były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski próbując ratować sytuację oświadczył, że przecież wszyscy wiedzą, czego napychano do dopalaczy, bo z badań wynikało, że substancją czynną była w nich nawet trutka na szczury. Czyli dopalacze jednak badano! Tyle, że robiono to nie teraz, ale za kadencji poprzedniego rządu. Eksminister Kwiatkowski był fachowcem, ale istniała potrzeba zamiany prawnika na filozofa. Ta sama potrzeba sprawiał, że stary wyga sportowy Adam Giersz musiał być zastąpiony przez Joannę Muchę, Niesiołowski odpowiada w parlamencie za obronę narodową, a Schetyna za dyplomację. Rozumiecie o co w tym wszystkim chodzi? Po co było zmieniać skład rządu, żonglować stanowiskami w parlamencie i w urzędach centralnych, skoro jeszcze kilka miesięcy temu wszystkie te instytucje pracowały sprawnie? Dopalacze regularnie badano, stadiony rosły w górę i nikt nie wiedział, co to ACTA - chyba, że chodziło o akta dwustu śledztw przeciwko Zbigniewowi Ziobro, które postanowiono po to umorzyć, żeby ścigać mógł go Trybunał Stanu.

W sto dni od zaprzysiężenia nowego rządu media i kibice dokonują linczu na Joannie Musze, lekarze i pacjenci marzą o dymisji Bartosza Arłukowicza, młodzież szykuje taczki dla Michała Boniego, a pozostali ministrowie się pochowali i dopiero uczą się rządzić.

Może jednak w pojedynkę w tym sporcie nie można wygrać, panie premierze?