Głośny proces utajniony

Głośny proces utajniony

W Sądzie Rejonowym w Starachowicach przy drzwiach zamkniętych dla mediów i publiczności rozpoczął się proces byłego starosty Mieczysława S. i byłego wiceprzewodniczącego rady powiatu Marka B.
Prokuratura Okręgowa w Kielcach oskarżyła Mieczysława S. o  usiłowanie wyłudzenia odszkodowania za rzekomo skradzione auto, a  Marka B. o wyłudzenie odszkodowania i łapówkarstwo.

Samorządowcy przebywają w areszcie od marca, grozi im kara do  ośmiu lat pozbawienia wolności.

Razem z nimi odpowiadają jeszcze trzy osoby zamieszane w sprawę.

Sąd wyłączył jawność procesu, przychylając się do oddzielnych wniosków trzech obrońców. Podzielił ich opinię, że w postępowaniu jawnym mogłyby zostać naruszone dobra osobiste oskarżonych oraz  chronione prawem okoliczności ich życia rodzinnego, a także ujawnione tajne informacje z aktu oskarżenia.

Na początku rozprawy przewodniczący składu orzekającego, asesor Sądu Rejonowego w Starachowicach Marcin Kotulski, nie zezwolił dziennikarzom, by mieli przy sobie urządzenia rejestrujące dźwięk lub obraz - kamery, aparaty fotograficzne oraz magnetofony. Powołał się na stosowne przepisy kodeksu postępowania karnego.

We wnioskach o utajnienie procesu obrońcy oskarżonych argumentowali m.in., że w toku postępowania przygotowawczego przekazy medialne były "pełne przekłamań" i że z "tuzinkowej sprawy robiono aferową". Zdaniem obrony zasadna jest obawa, iż "sposób relacjonowania procesu w mediach może rzutować na treść wyjaśnień".

Przy sali rozpraw i przed budynkiem sądu zebrało się kilkadziesiąt osób. Niektórzy nieprzychylnie dla sądu komentowali decyzję o utajnieniu procesu. Padały słowa o "braku wiary w  sprawiedliwość" w Polsce, "ukrywaniu spraw ludzi ze świecznika" i  "kontynuowaniu w sądownictwie praktyk z PRL".

Samorządowcy (przed aresztowaniem obaj z SLD) zostali ujęci w  marcu w Starachowicach przez Centralne Biuro Śledcze i aresztowani przez sąd. Marek B. zrezygnował z funkcji wiceprzewodniczącego rady powiatu starachowickiego kilka dni po aresztowaniu. Starostę Mieczysława S. odwołano 4 sierpnia na nadzwyczajnej sesji rady powiatu. Wtedy też obaj aresztowani samorządowcy przestali być radnymi.

4 lipca "Rzeczpospolita" poinformowała, że z policyjnego podsłuchu wynika, iż poseł (wówczas SLD) Andrzej Jagiełło zadzwonił do jednego ze starachowickich samorządowców i ostrzegł go przed planowaną akcją CBŚ. Jagiełło miał się powołać na informacje uzyskane od wiceministra spraw wewnętrznych Zbigniewa Sobotki. Prokuratura postawiła Jagielle zarzut utrudniania postępowania karnego przez poinformowanie starosty i wiceprzewodniczącego rady powiatu o planowanej akcji policji. Taki sam zarzut ciąży na pośle Henryku Długoszu (SLD). W śledztwie z udziałem obu posłów prokuratura ustala "trzecie ogniwo" wycieku tajnej informacji.

rp, pap

Czytaj także

 0