Nowacka jest „gotowa na ustępstwa”? Na edukacji zdrowotnej ma zależeć jej „szczególnie”

Nowacka jest „gotowa na ustępstwa”? Na edukacji zdrowotnej ma zależeć jej „szczególnie”

Barbara Nowacka
Barbara Nowacka Źródło: PAP / Rafał Guz
Nowy przedmiot szkolny – edukacja zdrowotna – będzie obowiązkowy? By tak się stało, szefowa MEN „gotowa” ma być na „pewne ustępstwa”.

Zajęcia lekcyjne z EZ wywołują kontrowersje. Ich przeciwnikami – bez względu na to, czy byłyby one obowiązkowe czy nie – jest niemal całe środowisko konserwatywne, w tym przedstawiciele Kościoła katolickiego. Przykładem może być tu biskup Radosław Orchowicz, który zachęcał rodziców, by „bronili swojego prawa do wychowania dzieci w duchu Ewangelii”, gdy w ubiegłym roku ci mogli jeszcze wypisać swoje pociechy z edukacji zdrowotnej.

Z ustaleń „Dziennika Gazety Prawnej” wynika, że Barbara Nowacka „gotowa” ma być „na pewne ustępstwa”, by nowy przedmiot stał się w przyszłości obowiązkowy w szkołach. Redakcja ujawniła, że szefowej MEN ponoć „szczególnie” na nim „zależy”.

Szefowa MEN Barbara Nowacka jest gotowa pójść na kompromis?

O jakich „ustępstwach” mowa? Jak podaje dziennik, w grę wchodzić może rezygnacja z zagadnień dotyczących wychowania seksualnego (dzieci mogłyby brać w nich udział co najwyżej na zasadzie dobrowolności).

Oprócz tego do podstawy programowej trafić mogłyby treści z zakresu dbania o higienę jamy ustnej. W prowadzeniu takich zajęć pomagać nauczycielom mieliby studenci medycyny. To wszystko jednak po konsultacjach ministerstwa edukacji narodowej z Naczelną Radą Lekarską.

„Spory światopoglądowe nie mogą wpływać na rzetelność przekazu medycznego”

Przy okazji warto wspomnieć, że spotkanie przedstawicieli MEN i NRL miało miejsce tydzień temu, o czym informowaliśmy tutaj. Łukasz Jankowski – prezes rady – podkreślał wówczas, że nowy przedmiot zdecydowanie powinien być obowiązkowy.

– Edukowanie najmłodszych w zakresie dbania o swoje zdrowie to tak naprawdę prewencja zachorowań w przyszłości, a – co za tym idzie – także inwestycja w poprawę całego systemu zdrowia w naszym kraju. Niezmiennie domagamy się obowiązkowej edukacji zdrowotnej w szkołach – mówił dziennikarzom w siedzibie MEN w Warszawie.

Zachęcał też, by przy podejmowaniu decyzji ws. tego, czy przedmiot powinien być obowiązkowy, czy nie, spory światopoglądowe czy polityczne pozostawić na boku. – Nie mogą one wpływać na rzetelność przekazu medycznego – podkreślał.

Co ciekawe, z wyliczeń NRL wynika, że dzięki lekcjom z EZ Narodowy Fundusz Zdrowia oszczędzałby miliardy złotych.

Czytaj też:
Nowy przedmiot wróci ze zmienioną nazwą? Tak MEN chce odciąć się od krytyki
Czytaj też:
MEN bierze się za kontrowersyjną kwestię. „Takie zasady są bardzo uznaniowe”

Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna” / „Gazeta Wyborcza”