A na wydmach cisza

A na wydmach cisza

Na polskim wybrzeżu wciąż jeszcze można znaleźć niemal dzikie plaże, a nieco dalej od morza czekają pełne uroku miejscowości kryjące prawdziwe skarby.

Wędrówka po Pomorzu wymaga nieco wysiłku, bo na przybyszów czekają: tłok, wygórowane ceny, wątpliwej jakości oferta gastronomiczna oraz zalew krzykliwych reklam. Pod naporem gości z całego kraju nabrzeżny pas zamienia się chwilami w karykaturę miejsc wypoczynkowych. Jak się w tym odnaleźć? Najłatwiej skupić uwagę na mniej znanych miejscowościach, pamiętając, że obok zatłoczonej Łeby, Międzyzdrojów czy Sopotu czekają te, do których dociera mało wczasowiczów i którym udało się zachować własny charakter.

STO METRÓW PIACHU

Kołobrzeg od lat godzi oczekiwania mieszkańców i turystów. Na co dzień jest dynamicznie rozwijającym się miastem, a w sezonie zamienia się w uzdrowisko i tętniące zabawą miejsce dla urlopowiczów. I choć turystów jest tu niemało, jakimś cudem miasto nie zostało przez nich całkowicie zdominowane. Życie wczasowe toczy się tu równolegle z tym codziennym. Włodarze skutecznie zresztą wykorzystali atuty Kołobrzegu, myśląc zarówno o przyjezdnych, jak i miejscowych. Rok temu, kosztem 90 mln zł, wąski pasek nadmorskiego piachu zamieniono w plażę z prawdziwego zdarzenia. Przerzucenie z dna morza na ląd 700 tys. m sześc. piachu pozwoliło uzyskać niemal stumetrową i jedną z najszerszych plaż w Polsce. System umocnień i drewnianych pali dodaje jej uroku, ale przede wszystkim sprawia, że piach pozostaje na swoim miejscu. Półkilometrowa promenada nadmorska, prowadząca aż do zabytkowej latarni morskiej, skupia wieczorami spacerowiczów i staje się centrum życia miasta. O randze tego miejsca świadczą plany przebudowy promenady i zamiany jej w drewniany pasaż, minimalistyczny i dopasowany do wykuwanego powoli nowego wizerunku miasta. Jego symbolem jest kołobrzeskie molo. Wcinający się w morze pomost ma 220 m długości – to najdłuższa tego typu żelbetonowa konstrukcja w Polsce. W ubiegłym roku przeszedł on gruntowny remont, zamieniając się w pełną rozmachu, nowoczesną budowlę z obłymi balustradami, eleganckim odeskowaniem i kameralnym oświetleniem. W sezonie za przywilej spaceru po nim trzeba zapłacić 2,5 zł, w tym roku – ze względu na remont – opłata została jednak zniesiona.

TORF NA PIĘKNO

Kopalnia borowiny pod Kołobrzegiem wygląda niepozornie: drewniane wózki terkoczą na szynach, wioząc pachnące wilgocią i ziemią pryzmy torfu. Ich wydobycie odbywa się za pomocą szpadli i niewielkiej koparki. Te zwały niepozornej miękkiej ziemi niebawem trafią do najznakomitszych salonów SPA i uzdrowisk, by leczyły schorzenia stawów i nadawały cerze piękna i blasku. Torf nazywany jest tu przez wszystkich borowiną (od borów, w których początkowo go znajdowano) lub czarnym złotem. Polskie pokłady są prezentem, który pozostawił po sobie cofający się 12 tys. lat temu lądolód skandynawski. Z tego naturalnego bogactwa Kołobrzeg zaczął korzystać w 1882 r., gdy miejscowy balneolog Herman Hirschfeld przyjrzał się właściwościom torfu i uznał, że świetnie nadaje się on do celów leczniczych i kosmetologicznych. Bogata w związki mineralne borowina szybko stała się znakiem rozpoznawczym miasta, podnosząc jego uzdrowiskową rangę. Obok bogatego w jod powietrza – zapewnionego przez tłukące o wybrzeże morze – zabiegi z wykorzystaniem borowiny zaczęły przyciągać kuracjuszy chcących podreperować zdrowie oraz odpocząć. Wydobywa się ją w kopalni odkrywkowej przycupniętej przy trasie wylotowej na Koszalin. Organizowane są do niej wycieczki (ok. 30 zł). Zanim borowina może zostać użyta w celach leczniczych, musi zostać rozdrobniona na pastę i podgrzana do 42 st. C. Po nałożeniu jej na ciało wygląda się co prawda jak straszący dzieci upiór, w zamian można jednak liczyć na ulgę przy reumatyzmie oraz pożegnanie z cellulitem.

RYBA Z KUTRA

Posuwając się wzdłuż wybrzeża na wschód od Kołobrzegu, dociera się do coraz bardziej kameralnych miejsc. Zostawiwszy za sobą uciechy miasta, trafia się do Mielna – dość mało znanego, ale oferującego wszystkie atrakcje, których oczekuje większość turystów (smażalnie ryb, rejsy na „bananie”, skoki na bungee, wesołe miasteczko), nie ma jednak wielkomiejskiego zgiełku i ogromnych aspiracji. Spacer trzykilometrowym nadmorskim pasażem zaprowadzi nas z Mielna do Unieścia, które ulokowało się na mierzei pomiędzy Bałtykiem a jeziorem Jamno. Miejscowość przygarnia wszystkich zmęczonych nocnymi szaleństwami oraz rodziny z dziećmi szukające ciszy. Najbardziej znanym punktem Unieścia jest przystań rybacka. O świcie można tu kupić świeżą rybę bezpośrednio z łodzi lub poczekać, aż przysmak zostanie uwędzony. Im wcześniejsza pora, tym większy wybór, nierzadko więc mimo porannej jeszcze szarości wokół wyciągniętych na brzeg kutrów wije się kolejka amatorów świeżej flądry czy śledzia.

WIEŚ W KRATKĘ

Jeśli ktoś zmęczy się nadmorskim gwarem, niech wybierze się do Swołowa w okolicach Słupska, pomorskiej wsi, w której dominują domy zbudowane z tzw. pruskiego muru – wokół stawu stoi blisko 70 budynków ze ścianami „w kratkę”. Tego typu architektura pojawiła się na Pomorzu już w XIII w. Szkielet wzniesiony ze smołowanych drewnianych belek wypełniano bieloną z zewnątrz gliną. W ten sposób unikano kosztów związanych z kupnem drewna lub cegieł. Większość budynków w Swołowie ma ponad sto lat, królową pośród nich jest jednak kurna chata z końca XVII stulecia. Najzamożniejsi mieszkańcy wsi budowali metodą szkieletową prawdziwe dworki: dwupiętrowe, potężne, otoczone stodołami, stajniami i drewutniami. Najokazalszą jest zamieniona w muzeum zagroda Albrechta, pochodząca z XIX w. (wstęp 12 zł).

Kierując się wciąż na wschód, dotrzemy do Soszycy, znanej z elektrowni wodnej „Struga” (wstęp bezpłatny, codziennie). To najstarsza wciąż działająca elektrownia wodna w Europie, jakby jednak tego było mało, znajdziemy tu także dwie prawdopodobnie najstarsze na świecie świecące żarówki. Niepozorne szklane bańki, wyglądające na niezwykle kruche, wyprodukowała w latach 20. ubiegłego stulecia firma Osram. Kryjące węglowe włókienka lampki wkręcono w woltomierz przytwierdzony do tablicy nastawnej. Ich światełko ostrzega przed wszelkimi nieprawidłowościami w systemie zarządzającym elektrownią, rozbłyskując z każdym przeciążeniem sieci, przepięciem lub uderzeniem pioruna.

KRANIEC ŚWIATA

Zaledwie 12 km od Łeby tkwi w osamotnieniu wieś Osetnik. To chyba jedyne już miejsce nad polskim morzem pozbawione rozbudowanej infrastruktury turystycznej (noc można spędzić tu pod namiotem na kempingu, na którym wygody ograniczają się do zimnego prysznica). Osetnikowi udało się na razie uniknąć banerów reklamowych, nadmuchiwanych młotków, którymi dzieci wczasowiczów tłuką się po głowach, i kramów z milionem pamiątek. Nie ma tu też imponujących rozmachem nadmorskich pasaży, dziesiątek smażalni ryb i wesołych miasteczek. W zamian dostaje się niemal pustą – nawet w sezonie – plażę, ciszę, sosnowy las i wysoką na 33 m latarnię Stilo. Jej światło sięga na ponad 23 mile morskie, a w załodze latarników znajduje się, co w tym zawodzie dość nietypowe, kobieta.

Stilo to jedna z trzech na świecie konstrukcji w całości zbudowanych z żeliwnych płyt, zespolonych śrubami i uszczelnionych ołowiem (zwiedzanie 6 zł). Metalowe schodki przebijające się przez surowe wnętrze budynku prowadzą na zewnętrzną galeryjkę, z której można podziwiać zwarty dywan drzew, nieodległe jezioro Sarbsko, Bałtyk oraz pas całkiem wysokich wydm. Nie są one aż tak okazałe jak te w Łebie, pozostają jednak niemal puste. I to jest atrakcja! Osetnik oddalony jest od Bałtyku o dwa kilometry – dystans ten trzeba przebyć pieszo, wędrując przez zatopiony w żywicznym zapachu sosnowy las. Konieczność pokonania 2 tys. m na własnych nogach skutecznie odstrasza większość wczasowiczów. W tych okolicach to natura jest górą, dyktując reguły gry. Ci, którzy się do nich dostosują, dostają jednak w zamian mały prezent: poczucie, że jest się na krańcu świata i że czas chwilami płynie jednak jakby nieco wolniej. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

NAJLEPSZE APARTAMENTY I HOTELE NAD MORZEM

MARINE HOTEL & ULTRA MARINE

Sułkowskiego 9, Kołobrzeg Biel wnętrz podkreśla nowoczesne, minimalistyczne wzornictwo. Bliskość Bałtyku - od brzegu dzieli go zaledwie 20 m - sprawia, że bryza wypełnia każdy z 277 apartamentów. Do tego dzieła sztuki najlepszych polskich artystów, świetne restauracje Lobster i PerMare bazujące na lokalnych produktach i IneSPA, czyli idealne miejsce na wyciszenie. Plus klub MarinGo!, który jest centrum życia nocnego w okolicy.

BOULEVARD USTRONIE MORSKIE

Kościuszki 3 A-U, Ustronie Morskie Dla spragnionych kameralnego wypoczynku. Położony na klifie, z dala od zgiełku morskiego kurortu. Każdy z 48 apartamentów wyposażono w aneks kuchenny. Dzięki przeszklonym frontowym ścianom morze staje się częścią wystroju tego niezwykłego miejsca.

HOTEL DIUNE

Sułkowskiego 4 A-C, Kołobrzeg Leży zaledwie o 20 m od kołobrzeskiej plaży. W modernistycznym wnętrzu z detalami w stylu art déco kryją się komfortowe pokoje z widokiem na morze. W restauracyjnym menu pełen zakres dań, również tych lokalnych.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2015
Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0