Moda na wyciąganie ręki do państwa

Moda na wyciąganie ręki do państwa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przy ulicy Foksal w Warszawie stoi kamienica Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego. Została zbudowana w 1897 r. w stylu neogotyckim. Dwa piętra, bogata fasada z klinkierowej cegły. Budynek zbudowano na działce podarowanej towarzystwu przez hrabiego Ksawerego Branickiego. Sam budynek sfinansowali członkowie towarzystwa. Ze składek. Dziś nie mieści się w głowie, by jakaś organizacja pozarządowa zbudowała ze składek swoją siedzibę w środku miasta. Wynajmują raczej lokale, szukając okazji do uzyskania preferencyjnych warunków od miasta. Organizacje pozarządowe, np. stowarzyszenia czy fundacje, wyszukują granty, które mogłyby wykorzystać. Zdarza się, że specjalnie zmieniają swoje statuty, by łatwiej móc się ubiegać o pieniądze rozdawane czasem przez ministerstwa lub inne publiczne instytucje. Ten, kto daje pieniądze, uzależnia od siebie tego, kto pieniądze bierze. Organizacje żyjące z grantów instytucji publicznych są więc raczej częścią państwowej machiny redystrybucji pieniędzy. Trudno je zaliczyć do  instytucji społeczeństwa obywatelskiego. Są organizacje, które w miastach mają niejedną siedzibę. Spotykają się z  członkami co tydzień, co tydzień zbierają od nich składki. Dysponują budynkami, w których może się zgromadzić kilkaset osób. Niektóre bogato wyposażone. Kościoły. Nie chodzi mi o to, by roztrząsać teraz relacje państwo – Kościół, a o to, że organizacje pozarządowe nie potrafią czerpać z dostępnych i rozwijanych przez stulecia przykładów finansowania społecznościowego. Co tydzień na kilku mszach krąży taca i  członkowie wspólnoty wrzucają tam tyle, ile mogą. Wyobraźmy sobie teraz stowarzyszenie, które wyznacza składkę członkowską na poziomie 40 zł miesięcznie. Musiałoby zaoferować swoim członkom coś równie ważnego jak nadzieja życia wiecznego. Izby gospodarcze finansowane są ze składek firm członkowskich. Zarabiają dodatkowe pieniądze na organizowaniu imprez i też chętnie „przytulą” jakieś dodatkowe pieniądze, ale przede wszystkim oferują członkom możliwość wspólnej reprezentacji wobec władzy publicznej. Składka to opłata za lobbing. Jeśli pozarządowa organizacja strażnicza brałaby udział w grantozie pieniędzy publicznych, to efekty jej działań nie byłyby wiarygodne. Może też dochodzić do konfliktów interesów, które prowadzą do blamażu. Ciężko bowiem kontrolować kogoś, od kogo dostaje się pieniądze. O ile w  systemach, które dewastują samodzielne myślenie i przedsiębiorczość obywateli, chętniej wyciąga się rękę po „publiczne” pieniądze, o tyle w  społeczeństwie obywatelskim obywatele są aktywni, znają swoje prawa i są przedsiębiorczy. To zaś znaczy, że tam, gdzie jednostka sama nie da rady, może się zrzeszyć z innymi we wspólnym celu. I to ona, nie zaś urzędnik przyznający grant, decyduje o tym, na co przeznaczyć jej pieniądze. Prawo zrzeszania się jest jednym z fundamentalnych praw człowieka. Gdy obywatele zaczną chętniej samodzielnie finansować działania na rzecz respektowania praw obywatelskich, to będę wiedział, że w Polsce pojawiło się społeczeństwo obywatelskie. Zbierając pieniądze na moją kampanię wyborczą, przekroczyliśmy wynikającą z ustawy kwotę limitu wydatków komitetu wyborczego. Jestem więc dobrej myśli.
Więcej możesz przeczytać w 46/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także