Czarzasty grozi Nałęczowi

Czarzasty grozi Nałęczowi

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Włodzimierz Czarzasty zamierza oskarżyć szefa komisji śledczej badającej aferę Rywina Tomasza Nałęcza (SdPl) o zniesławienie.
"Gróźb pana Czarzastego się nie ulęknę" - powiedział Nałęcz, odnosząc się do tej zapowiedzi.

Według członka KRRiT, Nałęcz zniesławił go mówiąc w środę w Radiu Zet m.in., że była dyrektor biura prawnego KRRiT Janina S. (której prokuratura apelacyjna w Białymstoku postawiła we wtorek zarzut sfałszowania projektu ustawy o rtv przez usunięcie z niej słów "lub czasopisma") "tylko wykorzystywała polecenia pana Włodzimierza Czarzastego".

Czarzasty odnosi się też do innego fragmentu wypowiedzi Nałęcza.

"W całej debacie o ustawie, w tym zakazie łączenia stacji telewizyjnej z dziennikiem lub czasopismem, słowo +lub czasopisma+ pojawiło się jak diabeł z pudełka. W połowie marca, 14 marca dokładnie, zostało zapisane w komputerze KRRiTV... Przecież nie  sekretarka obsługiwała ten komputer, to wymyślała, tylko minister Czarzasty. To zostało przekazane do ministerstwa i minister Jakubowska wpisała to do ustawy. Minister Czarzasty jest autorem tego słowa w oczywisty sposób. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego minister Czarzasty wpisał to do ustawy i dlaczego to później wykreślono. Niestety nie nadążam za biegiem myśli pana ministra Czarzastego. Na pewno jednak miał określony interes, bo słowa te  zostały wpisane dla jakiegoś interesu i z tego powodu zostały też wykreślone z ustawy" - mówił Nałęcz w radiu Zet.

Czarzasty napisał w oświadczeniu, że  rozważa skierowanie do sądu karnego aktu oskarżenia przeciwko Nałęczowi oraz zamierza dochodzić satysfakcji na gruncie prawa cywilnego w związku z naruszeniem jego dóbr osobistych przez zniesławienie go przez wicemarszałka Sejmu.

"Tomasz Nałęcz przypisuje mi działania, których nie podejmowałem i intencje, których nie miałem. Ubolewam nad takim zachowaniem wicemarszałka Sejmu" - czytamy w oświadczeniu Czarzastego.

"W tej sprawie nie mam sobie nic do zarzucenia. Publicznie zaprezentowałem tylko to, co zawarłem w swojej propozycji sprawozdania w oparciu o zgromadzony przez komisję materiał dowodowy" - powiedział Nałęcz.

Nałęcz zawarł w swoim sprawozdaniu tezę, że Rywin nie działał we  własnym imieniu, ale wykonywał zadanie powierzone mu przez "ludzi zajmujących się z ramienia SLD" ustawą o rtv. Według sprawozdania "za wprowadzenie, a następnie zmodyfikowanie przepisów dekoncentracyjnych odpowiedzialni są Czarzasty i b. wiceminister kultury Aleksandra Jakubowska, działający we wzajemnym porozumieniu, skrzętnie ukrywanym przed opinią publiczną oraz  badającą sprawę komisją".

Nałęcz napisał też, że "komisja ustaliła, że Rywin udał się z  korupcyjną propozycją do Agory, działając w porozumieniu z  Robertem Kwiatkowskim, który współdziałał z Jakubowską i  Czarzastym i razem z nimi pracował nad projektem ustawy o rtv".

"Rozumiem, że ta prawda może boleć pana Czarzastego, ale ja z  racji pełnionego mandatu jestem zobowiązany do prezentowania tej prawdy" - powiedział Nałęcz. "Będę tę prawdę głosił, gdyż uważam, że wymierzanie sprawiedliwości nie powinno w Polsce sprowadzać się do karania drobnych urzędników wykonujących polecenia swoich zwierzchników, którzy niestety sprzeniewierzyli się swojemu stanowisku i swojej misji. Uważam, że trzeba zmierzać do ukarania nie palców, ale całej ręki" - oświadczył.

Janina S. brała udział w pracach nad projektem ustawy o rtv z  ramienia KRRiT. Sprzeczne zeznania Jakubowskiej, Czarzastego, przedstawicieli kancelarii premiera oraz prawników z KRRiT i  resortu kultury na temat zniknięcia słów "lub czasopisma" z  projektu ustawy już po posiedzeniu rządu sprawiły, że komisja musiała w lipcu 2003 roku przeprowadzić konfrontacje pomiędzy osobami redagującymi ustawę. Brak tych słów oznaczał, że wydawcy czasopism mogliby kupić ogólnopolską telewizję, a wydawcy dzienników - nie.

ss, pap

 1

Czytaj także