Projekt Narodowego Planu Rozwoju (NPR) na lata 2007-2013 został przyjęty przez rząd w ubiegłym tygodniu. Jego celem jest uruchomienie przedsięwzięć, dzięki którym da się utrzymać wysoki wzrost gospodarczy, wzmocnić konkurencję regionów i przedsiębiorstw, doprowadzić do wzrostu zatrudnienia. Podstawą rozwoju byłyby inwestycje modernizacyjne, gospodarka oparta na wiedzy, tempo nakładów na badania naukowe i rozwój przekraczające tempo wzrostu gospodarczego, zapewnienie Polakom warunków podnoszenia wiedzy i kwalifikacji. Rząd zakłada w nim także decentralizację zarządzania i "przyjęcie zasady, że centrum ustala reguły, a nie dyryguje". Według planu, na rozwój infrastruktury, kapitału ludzkiego, na zmniejszenie dysproporcji w rozwoju regionów i rozwiązywanie problemów restrukturyzacji obszarów wiejskich można będzie przeznaczyć 142 mld euro.
"To kwoty zupełnie nieporównywalne ze środkami, którymi dysponowaliśmy w ostatnich kilkunastu latach, pozwalające kilkakrotnie zwiększyć wydatki modernizacyjne i inwestycje publiczne" i w konsekwencji odmienić wizerunek naszego kraju - powiedział prezydent prezydent Aleksander Kwaśniewski podczas konferencji.
"Instytucje publiczne wszystkich szczebli, zwłaszcza samorządy wojewódzkie, którym przypadnie rola dobrego wydatkowania 1/3 kwot zapisanych w NPR, muszą ulec wzmocnieniu. Zadaniem tych władz jest stworzenie mechanizmów planowania i efektywnego wykorzystania pieniędzy tym bardziej, że trzeba się liczyć z potencjalnymi zagrożeniami, np. ryzykiem korupcji czy brakiem ludzi o odpowiednich kwalifikacjach" - powiedział prezydent.
Zdaniem prezydenta, Polska musi obecnie wybrać swoją drogę. "Wybór, który stoi w Polsce w roku 2005 w sprawach UE, w sprawach modernizacji naszego kraju, w sprawach miejsca jakie zajmiemy we współczesnej Europie, to jest wybór, który zupełnie przypadkowo można nieco zrymować: jest to albo droga wskazana przez NPR albo droga wskazana przez LPR" - powiedział.
"Musimy wybrać drogę wskazana przez NPR, a nie program marginalizacji europejskiej, ksenofobii, populizmu, nieodpowiedzialności itd." - zaapelował prezydent. "Albo będziemy budować silna Polskę w silnej Europie, albo będziemy tracić czas. Albo będziemy budować swoją pozycję w strukturach europejskich i odgrywać należną nam rolę, albo będziemy prowadzić wewnętrzne wojny i ulegać tym, którzy w istocie nigdy Polski we wspólnocie europejskiej nie chcieli, a dzisiaj będą od niej nas odrywać" - dodał.
Chodzi o to, aby zwolennicy Polski w UE "nie dali się zakrzyczeć, zepchnąć na margines" i mieli pełne przekonanie, że racje są po ich stronie i że jest ich więcej, aniżeli tych, którzy "mówią głupstwa i proponują nam całkowicie niedorzeczne koncepcje".
Przez ostatnich 15 lat Polska jest państwem, które w naszym regionie dokonało największego postępu w każdej dziedzinie życia. "Na ten sukces pracowała i to ciężko zarówno lewica, jak i prawica, które w minionym 15-leciu dzieliły się obowiązkami rządzenia" - zaznaczył prezydent, choć dzisiaj niektórzy próbują zdezawuować dorobek III RP. Według prezydenta, polska dziejowa szansa jest dorobkiem pokoleń, efektem odwagi, odpowiedzialnego działania tych, którzy budowali III RP, którzy zainicjowali ruch "Solidarności", którzy usiedli przy Okrągłym Stole, którzy podjęli ryzyko reform gospodarczych i tych, którzy potrafili rozwijać demokrację i państwo prawa.
Jego zdaniem, w Polsce nie ma miejsca na "nieodpowiedzialne, ryzykowne eksperymenty", które mogłyby zniweczyć szansę stojącą obecnie przed naszym krajem. "Mówię zdecydowane +nie+ dla Polski, która będzie chciała dzisiaj dla swoich ideologicznych racji wrócić do historii, wrócić do podziałów, wrócić do sądów, do lustracji, do wszystkiego, co niewątpliwie gdzieś na marginesie życia powinno mieć miejsce, ale nie powinno stać się głównym nurtem polskiego życia politycznego i publicznego przez najbliższe lata" - oświadczył prezydent.
"Tego państwu, tego sobie, tego Rzeczpospolitej życzę z całego serca" - zakończył prezydent.
em, pap