3,5, 2 i 1,5 roku więzienia za przeciek starachowicki (aktl.)

3,5, 2 i 1,5 roku więzienia za przeciek starachowicki (aktl.)

Na 3,5 roku więzienia bez zawieszenia skazał sąd b. wiceszefa MSWiA posła Zbigniewa Sobotkę w sprawie tzw. przecieku starachowickiego. Karę 2 lata więzienia otrzymał Henryk Długosz, a 1,5 roku Andrzej Jagiełło.
Prokuratorzy żądali kary półtora roku więzienia dla Jagiełły, dwóch lat dla Długosza oraz dwóch i pół roku dla Sobotki. Wnieśli również o orzeczenie wobec Sobotki środka karnego w postaci 5-letniego zakazu zajmowania stanowisk w administracji publicznej związanych z dostępem do informacji niejawnej.

Obrońcy wnieśli natomiast o uniewinnienie posłów. Zarzucali, że  prokuratura była ręcznie sterowana, proces nierzetelny i medialny, a żądane kary zbyt surowe. Oskarżeni powtórzyli, że są niewinni.

W stosunku do wniosku prokuratury sąd podwyższył wymiar kary dla Zbigniewa Sobotki. Świadczy to o wadze sprawy i o tym, które elementy postępowania zostały przez sąd uwypuklone i docenione w stopniu wyższym, niż zrobiła to prokuratura - skomentował prokurator Mariusz Krasoń. Wyroki są jednak nieprawomocne i do czasu ich uprawomocnienia posłowie nie trafią za kraty.

"Kary te będą dla oskarżonych wystarczającą nauczką na  przyszłość, dadzą im wiele do myślenia i skłonią do poprawy, a  przede wszystkim sprawią, że każda następna osoba piastująca tak odpowiedzialną funkcję publiczną będzie miała świadomość, że za  podobny czyn zabroniony zostanie surowo ukarana" - powiedział w  uzasadnieniu wyroku przewodniczący składu orzekającego Paweł Anczykowski.

Jak wynika z uzasadnienia, Jagiełłę i Długosza sąd uznał winnymi tego, że co najmniej godzili się na utrudnianie postępowania karnego oraz na uniknięcie odpowiedzialności przez starachowickich samorządowców. Z kolei Sobotkę sąd uznał winnym tego, że jako sekretarz stanu w MSWiA przekazał tajne informacje o akcji Centralnego Biura Śledczego nieuprawnionemu Długoszowi, przez co, co najmniej godził się na utrudnianie postępowania i na narażenie działających pod przykryciem policjantów na niebezpieczeństwo.

Sąd nie miał wątpliwości co do winy oskarżonych. Zwrócił uwagę na stopień winy i społecznej szkodliwości czynu, który w przypadku Jagiełły i Długosza jest wysoki, a w przypadku Sobotki - bardzo wysoki.

Sobotka będąc sekretarzem stanu w MSWiA i dysponując poświadczeniem bezpieczeństwa i certyfikatem bezpieczeństwa NATO był zobowiązany do zachowania tajemnicy państwowej i służbowej. Ponadto zdawał sobie sprawę z konsekwencji swojego czynu dla  pracujących pod przykryciem policjantów, którzy wniknęli w  struktury przestępcze. Sad uznał, że Sobotka działał z niskich pobudek, "w imię ochrony partyjnych kolegów, a także w imię źle rozumianego ratowania dobrego wizerunku partii".

"Sąd chce, aby działający ze szczególnym narażeniem swojego życia funkcjonariusze policji mieli świadomość, że ich trud, wysiłek i poświęcenie w imię walki ze zorganizowaną przestępczością nie pójdzie na marne, zaś ich bezpieczeństwo będzie pod szczególną ochroną - powiedział sędzia Anczykowski.

Dla sądu istotne znaczenia miało też postępowanie Sobotki po tym, jak szef policji poinformował go o przecieku. Zdaniem sądu, Sobotka realizował już wtedy taktykę obrończą i wpływał na postawę komendanta głównego policji, co do dalszego postępowania w tej sprawie.

W ustnym uzasadnieniu wyroku przeanalizowane zostały szczegółowo zgromadzone dowody, które potwierdzają, założenia aktu oskarżenia. Fundamentalnym dowodem - zdaniem składu orzekającego - są nagrane rozmowy Jagiełły ze starachowickimi samorządowcami - Mieczysławem Sławkiem i Markiem Basiakiem. Nie ma wątpliwości, że rozmowy te miały dostarczyć samorządowcom istotnych informacji o zaplanowanych działaniach policji oraz sugerowały, jak się mają zachować, by uniknąć odpowiedzialności - brzmiało uzasadnienie.

Sąd ustalił, że Sobotka uzyskał informacje o akcji od komendanta głównego policji, gen. Antoniego Kowalczyka prawdopodobnie 25 marca 2003 roku. Cały dzień szukał Długosza, i spotkał się z nim wieczorem na Forum Dyskusyjnym SLD na Rozbrat w Warszawie, gdzie powiedział mu o akcji policji, zaś Długosz przekazał to Jagielle, który następnego dnia rano ostrzegł starachowickich samorządowców.

Zgodnie z ustaleniami, informacja o akcji policji dotarła do osoby podejrzewanej o kierowanie grupą przestępczą w Starachowicach (Leszka S.), która była celem działania. Sąd nie zgodził się jednak z zarzutem prokuratury, że posłowieujawnili tajne plany operacyjne CBŚ, by pomóc tej grupie. Oskarżoni - zdaniem sądu - chcieli jedynie pomóc dwóm starachowickim działaczom samorządowym SLD, by mogli oni uniknąć odpowiedzialności karnej za popełnione przestępstwo.

Obrońcy trzech posłów zapowiedzieli apelację. "W najgorszym wypadku jest Strasburg" - powiedział Sobotka. Komentując wyrok b. wiceminister ironizował, że jest to scenariusz do  pięknego filmu kryminalnego, w którym wszystko pasuje, tylko nie  można napisać, że jest oparty na faktach. Powtórzył, że jest niewinny. "Wydaje mi się, że stałem się ofiarą największego błędu, jaki sąd mógł popełnić" - powiedział.

Poseł Henryk Długosz powiedział, że poważnie rozważy zrezygnowanie z mandatu poselskiego. Oznajmił, że niezależnie od tego, że będzie bronił swojej opinii, to uważa, że w polityce powinien obowiązywać honor. Dodał, że jest załamany. Jagiełło nie skomentował wyroku.

ss, em, pap

Czytaj też: Zabiję cię, glino! ; Trąd; Honor rodziny

Czytaj także

 0