W przesłanym do prezesa Izby piśmie przewodnicząca KRRiT Danuta Waniek, podkreśliła, że zarzuty Izby są bezpodstawne, bo NIK nie oceniła stanu prawnego, w jakim Rada działała.
Waniek zaznaczyła, że kształtowanie przez Radę programów dotyczyło "zaledwie niewielkiej części dobowego czasu nadawania" i nie dotyczyło treści programów, a jedynie form i tematyki.
Sekuła przywołał art. 213 konstytucji, ust. 1, który mówi, że KRRiT stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. "Te ustalenia kontroli raczej sytuują tę instytucję jako organ, który ogranicza wolność słowa i prawo do informacji" - oświadczył.
NIK zarzuciła Radzie, że decydując o przyznaniu koncesji, wymagała od nadawców, aby zobowiązywali się do nadawania programów np. społeczno-religijnych, publicystycznych itp.
Wiceprezes NIK Zbigniew Wesołowski pytany o to, czy KRRiT nie powinna dbać o to, aby nadawcy nie nadawali na przykład zbyt wielu reklam i muzyki zagranicznej - a więc rzeczywiście wtrącać się w program nadawców - odparł, że Izba może zgodzić się z KRRiT co do intencji, ale niestety Rada nie ma do tego podstaw prawnych.
PAP pisała o raporcie NIK kilka dni temu. KRRiT przesłała wtedy oświadczenie, w którym nie zgodziła się na zarzuty Izby. Według Rady "określanie szczegółowej zawartości programowej ma na celu zapewnienie różnorodności programu radiowego czy telewizyjnego na określonym terenie".
"Brak zdecydowanego działania KRRiT mógłby zagrozić otwartemu i pluralistycznemu charakterowi radiofonii i telewizji, a w konsekwencji doprowadzić do ograniczenia pozyskiwania i rozpowszechniania informacji" - czytamy w oświadczeniu.
Na zarzuty NIK, że Krajowa Rada wtrąca się bezprawnie w kwestie właścicielskie nadawców, Rada odpowiada, że ma do tego prawo - gwarantuje jej to ustawa o rtv, która daje jej prawo do cofania koncesji "w przypadku, gdy wpływ na jej wykonywanie zdobędzie inna osoba niż nadawca i jest niezbywalna".
NIK podkreśliła, że zdecydowana część zarzutów odnosi się do okresu, kiedy przewodniczącym Rady był Juliusz Braun (75 proc. badanego okresu). Z tego okresu pochodzi m.in. przykład głosowania na odległość członków Rady w sprawach przyznawania koncesji. Jak mówił Wesołowski było to swoiste kuriozum, a polegało na tym, że niektórzy członkowie Rady w trakcie głosowania nad koncesją byli nieobecni na posiedzeniu Rady, ale ich głos był ważny. Takie "głosy na odległość" zdecydowały o przyznaniu bądź nieprzyznaniu koncesji w 5 na 30 zbadanych przez Izbę przypadkach.
Wesołowski przedstawiając informację, podkreślił, że negatywną ocenę Izby może potwierdzać fakt, że działania KRRiT były kwestionowane przez sądy administracyjne, które kilkakrotnie kwestionowały decyzje Rady.
Wiceprezes Izby podkreślił jednak, że Rada z czasem "pozytywnie ewaluowała", jeśli chodzi o jej działania.
Przewodnicząca Rady Danuta Waniek nie podpisała protokołu kontroli Izby.
em, pap