"Jest faktem, że na kilku zdjęciach znalazły się wibratory, które ja miałem w domu. Nie pamiętam, które z tych dzieci je dopadło, wyciągnęło, zachowują się dziwnie. Posługiwałem się m.in. metodą regresji. To polega na cofnięciu się danej osoby do wcześniejszej fazy rozwoju. Podejrzewałem, że u dzieci autystycznych może być ona zaburzona" - mówi Andrzej S.
"Zachęcałem moich pacjentów do wchodzenia w rolę młodszych dzieci. Podsuwałem im akcesoria niemowlęctwa - butelki, pieluszki. Niektóre dzieci chętnie w taką regresje wchodziły: mocząc się, zachowując jak niemowlęta. I wtedy były w lepszym kontakcie ze światem niż w swoim wieku metrykalnym" - dodaje.
Psychoterapeuta zaprzecza, że - jak podawały media - krążył wokół śmietnika, w którym znaleziono zdjęcia pornograficzne. "W ogóle nic takiego nie miało miejsca. Powtarzam: poszedłem po lody" - mówi i podkreśla, że dzieci nigdy nie były przedmiotem jego fascynacji seksualnych, a całą sprawę nagłośniły media.
Wersję Andrzeja Samsona skomentowała dla gazety prokurator rejonowa Anna Marcinkowska: "Całokształt okoliczności świadczy o tym, że nie była to forma terapii" - mówi Marcinkowska. "Uznaliśmy, że Andrzej S. popełnił przestępstwo, i w naszej ocenie to nie była praca naukowa zmierzająca do wypracowania metod terapeutycznych, które mają dzieciom pomagać" - dodaje.
Czy Samson krzywdził dzieci? - pyta "Gazeta Wyborcza" panią prokurator. "Tak, w mojej ocenie tak" - odpowiada Marcinkowska.
ss, pap