Ekspertka o procesie Heard kontra Depp: „Prawdziwe ofiary będą nadal cierpieć”

Ekspertka o procesie Heard kontra Depp: „Prawdziwe ofiary będą nadal cierpieć”

Johny Depp
Johny Depp / Źródło: Newspix.pl
Ten proces każdy odczyta, jak będzie chciał. Zwolennicy nazywania bitych kobiet „histeryczkami” wezmą Amber Heard za przykład bezwzględnej manipulatorki. Ci, którzy są skłonni uważać wszystkich mężczyzn za przemocowców, chętnie „skanselują” Deppa. A prawdziwe ofiary przemocy domowej i cancel culture będą nadal cierpieć – mówi dr Magdalena Grzyb, kryminolożka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Krystyna Romanowska: Nie będziemy wyrokować, kto w tym procesie jest ofiarą, a kto katem. Chcemy się raczej przyjrzeć impaktowi społecznemu tego, co się dzieje na sali sądowej. W książce amerykańskiego psychologa ewolucyjnego Davida Bussa „Kiedy mężczyźni źle się zachowują” (niedługo w księgarniach) czytamy, że kobiety rzadko zgłaszają przemoc w intymnych związkach. W tym przypadku widzimy, że Amber zaprzecza statystykom…

Dr Magdalena Grzyb, kryminolożka: To prawda. Co jednak wydaje mi się bardzo ciekawe w kontekście tego związku, to tzw. sytuacyjna przemoc wzajemna. Badania kryminologiczne pokazują, że proporcja zdarzeń, w których dochodzi do przemocy wzajemnej w związku, jest dosyć duża, że statystycznie tego typu incydenty są częstsze niż tzw. terroryzm intymny. To w zasadzie dobra wiadomość, bo oznacza relatywną symetrię sił w związku i to, że kobiety się nie boją partnerów, są gotowe wchodzić w konfrontację, by walczyć o swoje, zamiast biernie ulegać. Co ciekawe, w przypadkach przemocy wzajemnej trudno jest odróżnić, kto jest sprawcą, a kto ofiarą. Kobieta może być inicjatorką, oczywiście później takie incydenty mogą eskalować mając poważniejsze konsekwencje dla kobiety, bo mężczyzna jest silniejszy.

Czyli mamy parę, która nie jest jakimś wyjątkiem.

Wręcz odwrotnie. Jako kryminolożka dodam, że jest to dla mnie „zwykły” patologiczny związek dwojga ludzi, który nie różni się zbytnio od wielu im podobnych z Zabrza, Słupska czy Lublina wszczynających codzienne awantury pod wpływem alkoholu. Jedyna różnica, to prywatne odrzutowce i wyspy na Pacyfiku zamiast kamienic czynszowych, bloków z wielkiej płyty i rent socjalnych.

Źródło: Wprost
 0

Ponadto w magazynie