Zdobyła medal olimpijski na antydepresantach. Polka po raz pierwszy o chorobie

Zdobyła medal olimpijski na antydepresantach. Polka po raz pierwszy o chorobie

Agnieszka Kobus-Zawojska
Agnieszka Kobus-Zawojska Źródło: Ewa Milun-Walczak
Myślę, że mój przykład będzie dobrą inspiracją dla sportowców, bo udało mi się udowodnić, że nawet na „top poziomie”, kiedy przygotowujesz się do igrzysk olimpijskich, możesz zachorować na depresję. Leki antydepresyjne, konsultacje z psychiatrą i psychologiem nie stoją na drodze do sukcesu i zdobycia nawet olimpijskiego medalu – wyznaje Agnieszka Kobus-Zawojska w rozmowie z Anną Morawską-Borowiec.
Agnieszka Kobus-Zawojska jest wioślarką, brązową medalistką olimpijską z Rio de Janeiro (2016) i wicemistrzynią olimpijską z Tokio (2020). Ten drugi medal zdobyła, chorując na depresję. Droga po sportowe trofea nauczyła ją, że potrafi wygrywać, kiedy nie boi się prosić o pomoc. Uświadomili jej to psychiatra i psychoterapeuta. Wywiad z Agnieszką Kobus-Zawojską ukazał się w najnowszym wydaniu magazynu „Twarze depresji”.

Anna Morawska-Borowiec: Wydawać by się mogło, że podczas walki z depresją nie można zdobywać medali na igrzyskach olimpijskich. Ty zdobyłaś w Tokio srebro i udowodniłaś, że jest to możliwe.

Agnieszka Kobus-Zawojska: Tak, kiedy minęłam linię mety pomyślałam sobie, że rzeczywiście jesteśmy silniejsi niż nam się wydaje. Srebrny medal olimpijski ma dla mnie ogromne znaczenie. Trzy miesiące wcześniej, na zgrupowaniu kadry Polski, płakałam każdego dnia. Nie mogłam jeść. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. To był dla mnie straszny czas. Tym bardziej doceniam fakt, że, biorąc leki antydepresyjne, udało mi się stanąć na podium i zdobyć srebrny medal. Wygrałam z sobą, a nie tylko z przeciwniczkami. Dla mnie to srebro jest jak złoto, bo ja naprawdę nie chciałam jechać na igrzyska. Cieszę się, że miałam w sobie taką mądrość, by zdecydować się na powiększenie mojej drużyny. Zaprosiłam do mojej łódki dwóch specjalistów: psychiatrę i psychoterapeutę. Bez nich nie dałabym rady.

Zrozumiałam, że w życiu nie wygram w pojedynkę, ale w drużynie jestem mocna. Potrafię wygrywać, kiedy nie boję się prosić o pomoc. Dziękuję psychiatrze i mojej psychoterapeutce, że mi to uświadomili.

Bardzo dziękuję, że zdecydowałaś się pierwszy raz publicznie opowiedzieć o swojej walce z depresją. Czy dla ciebie, jako wicemistrzyni olimpijskiej, była to trudna decyzja?

Najtrudniej było mi na początku, kiedy tak bardzo źle się czułam. Wtedy „wyrzucałam z siebie wszystko” na papier. Trzydziestoletnia dziewczyna pisząca pamiętnik. Tak było. Nie mówiłam o tym nikomu, chociaż moje dziewczyny z łódki widziały, że jest coś nie tak, ale nie komentowały tego. Nie chciałam obarczać ich niedyspozycją, bo one musiały skupić się na sobie, na swojej dyspozycji fizycznej i psychicznej. Obarczałam moim problemem męża i trochę też najbliższą rodzinę. Tak jak wspomniałam, szybko zaprosiłam do mojej drużyny panią psycholog i lekarza psychiatrę.

Później stwierdziłam, że mieć depresję, to coś zupełnie powszechnego i normalnego. Rozmawiałam z przyjaciółmi, których córka też ma depresję. Inni znajomi, którym zaufałam, też mówili mi, że to normalne, że można mieć depresję jak każdą inną chorobę.

Oczywiście nie każdy z nas ma depresję, ale każdy ma gorsze dni, gorszy nastrój, chwile zwątpienia. Nie bójmy się prosić o pomoc i rozmawiać o tym. Ja postanowiłam podzielić się doświadczeniem. Świat nie jest instagramowy, nie jest tylko kolorowy i usłany różami. Jest w nim też miejsce na smutek, gorszy nastrój, łzy i zwątpienie. Zawsze starałam się prawdziwie pokazywać moje życie, mówić publicznie również o moich gorszych wynikach na zawodach. Niczego nie ukrywam, nie zamiatam pod dywan. Cieszę się, że zmobilizowałam dużo osób, żeby nie bały się sięgnąć po pomoc profesjonalistów. Taki jest mój cel. Cieszę się, że znani sportowcy mówią o swojej walce z depresją, np. Naomi Osaka. Nie jestem tak popularna jak ona, ale w środowisku wioślarskim dobrze mnie znają i od tego zaczęłam, żeby młodzi zawodnicy nie wstydzili się sięgać po pomoc psychologiczną, jeśli tylko poczują, że jest im potrzebna. Myślę, że mój przykład będzie dobrą inspiracją dla sportowców, bo udało mi się udowodnić, że nawet na „top poziomie”, kiedy przygotowujesz się do igrzysk olimpijskich, możesz zachorować na depresję. Leki antydepresyjne, konsultacje z psychiatrą i psychologiem nie stoją na drodze do sukcesu i zdobycia nawet olimpijskiego medalu.

Czytaj też:
Marcin Bosak pierwszy raz o depresji: Były takie chwile, gdy myślałem, że łatwiej byłoby mi nie być

W każdej edycji kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”. przypominamy, że połączenie farmakoterapii i psychoterapii jest najskuteczniejszą drogą walki z depresją. Zastanawiam się, czy ty – jako sportowiec, w tak ważnym momencie, czyli tuż przed igrzyskami, bałaś się wziąć pierwszą tabletkę na depresję?

To było dla mnie coś strasznego. Podczas zgrupowania kadry Polski, przed igrzyskami, podjęłam decyzję, że zapiszę się na konsultację online do psychiatry. Podjęłam tę decyzję sama. Nikomu o tym nie mówiłam, bo się wstydziłam. Miałam jednak głębokie przekonanie, że to jest jedyne wyjście. Podczas wizyty online lekarz zapisał mi antydepresanty. To było wyzwaniem również dla niego. Musiał tak dobrać dla mnie leki, żeby z jednej strony pomóc mi uporać się z depresją i lękami, a z drugiej wiadomo, że jako sportowiec potrzebuję emocji, potrzebuję adrenaliny i potrzebuję być pobudzoną przed startem.

Zanim wzięłam pierwszą tabletkę minęło kilka dni, bo bałam się jej skutku.

Miałam w głowie taki stereotyp, że to jest coś strasznego, że na pewno coś się ze mną stanie, że się zmienię, przestanę być sobą. Kiedy wzięłam pierwszą tabletkę, nie mogłam spać pół nocy. Bałam się, że coś mi się stanie, chociaż nie wiedziałam co. Zadzwoniłam wtedy do lekarza i on mi na spokojnie wytłumaczył, jak te leki działają, że poprawa nastroju nastąpi po około dwóch, trzech tygodniach. Przekonał mnie i zaczęłam brać antydepresanty. I rzeczywiście po dwóch tygodniach poczułam się lepiej. Leczenie pomogło mi również na problemy ze snem. Wcześniej w nocy bardzo się pociłam. Zmieniałam po trzy razy koszulkę. Na zgrupowaniu kadry Polski przez dwie noce spałam u pani psycholog kadrowej, ponieważ bałam się sama spać i bałam się wziąć lek antydepresyjny. Wzięłam go pod jej okiem i tak się zaczęło moje leczenie, i sytuacja zaczęła się poprawiać.

Czytaj też:
Polskie wioślarki pozdrowiły partnerów i partnerki. Zillmann wsparła środowisko LGBT

Dla mnie, sportowca, to było wyzwaniem, żeby przekonać się do brania leków antydepresyjnych, żeby zrozumieć, że to jest tak samo normalne jak wzięcie tabletki na ból brzucha. Teraz już zupełnie normalnie do tego podchodzę. Idę rano do łazienki, biorę tabletkę i to jest taka moja rutyna. Mam nadzieję, że uda mi się niebawem odstawić leki, ale oczywiście będę to konsultować z lekarzem.

Raz wydawało mi się, że jestem supersilna i wesoła, więc sama odstawiłam leki, co skończyło się dla mnie bardzo niedobrze. Fatalny stan szybko wrócił. Obecnie biorę leki antydepresyjne i ufam lekarzowi, który w tych sprawach jest ode mnie mądrzejszy.

A czy jesteś też zadowolona z pracy z psychoterapeutą?

Po rozmowach z psycholog kadry Polski zrozumiałam, że potrzebuję indywidualnej psychoterapii. Znajomi polecili mi psychoterapeutkę, z którą łączyłam się online podczas zgrupowania kadry i która zapewniała mi wsparcie niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nawet w Tokio przed startem pisałam do niej i ona od razu mi odpowiadała. Spotykałyśmy się codziennie i to było dla mnie ogromnym wsparciem. Ona nauczyła mnie odczytywać emocje – nie tylko poznawać je, ale też akceptować. Do tej pory psychoterapia mi dużo daje. Myślę, że już dużo lepiej panuję nad emocjami. Zawsze byłam bardzo wybuchowa. Nauczyłam się też doceniać to, co mam i patrzeć z dystansem na życie. Staram się nie oceniać ludzi, bo ich emocje są zależne od ich przeżyć, których często nie znamy. Ja też miałam w sobie wielkie emocje i to właśnie były moje przeżycia. Depresja, choć była dla mnie trudnym doświadczeniem, to też w pewnym sensie pozytywnym, bo dużo mnie nauczyła.

Czytaj też:
Psychiatra: odradzam stawianie samemu sobie diagnozy

Które czynniki w twoim przypadku mogły mieć związek z depresją: genetyczne, osobowościowe, wychowanie, stres, trauma, czy jeszcze inne?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ale mam wrażenie, że na moją depresję złożyło się dużo czynników. W sporcie zawodowym jestem od 2010 roku, czyli dwanaście lat. Jestem osobą, która wywiera na siebie ogromną presję w życiu. Z jednej strony czasem chcę odpocząć, a z drugiej strony, gdy za długo odpoczywam, to się denerwuję, że nic nie robię. Na każdym treningu chciałam być lepsza. Nigdy nie miałam specjalnego talentu. Wszystko, do czego doszłam, to dzięki ciężkiej pracy. Sama siebie nakręcałam do coraz cięższej pracy. Nie pozwalałam sobie na odpoczynek. Nie mogłam się pogodzić z tym, że mam prawo mieć gorszy dzień, czy być chora, bo od razu pojawiała się myśl: „Jak to? Przecież ja muszę jechać na igrzyska. Muszę zdobywać medale. Nie mogę być chora!”. Takie „nakręcanie się” przez tyle lat w końcu spowodowało moje wyczerpanie.

Dodatkowo, przed Tokio, w kwietniu zachorowałam na COVID-19, co – jak już dziś wiemy, sprzyjało depresji. Igrzyska były w lipcu i od razu zaczęłam się bać, że nie zdążę się przygotować. Szybko wróciłam do treningów, a moje ciało nie było na to gotowe. Nakręcałam się, że nie zdążę, że muszę ciągle trenować. Moje ciało nie wytrzymywało takiego obciążenia, ale głowa chciała tego obciążenia i chciała jeszcze więcej. Dodatkowo nie układały mi się relacje na linii zawodnik-trener. Trener chciał mnie z jakiegoś powodu wymienić, a ja uważałam, że nie zasługuję na to, że wszystko sobie wypracowałam. Wtedy zaczęłam się denerwować.

Czytaj też:
Stres w pandemii, czyli o psychicznych kosztach koronawirusa

Życie sportowca to jest ciągły stres. Potrafiłam się stresować każdym najmniejszym treningiem. Po tylu latach walki o wyniki i życia w napięciu coś we mnie pękło. Wtedy pojawił się gorszy nastrój, a następnie depresja. Miałam bóle w klatce piersiowej i nie chciałam rozmawiać z ludźmi. Siedziałam sama w pokoju i po prostu płakałam. Ratował mnie trening. Wtedy skupiałam się tylko na ruchu wioślarskim i nie myślałam, co będzie, jak będzie, kiedy będzie. Po treningu wracałam do pokoju i znów płakałam. Nie potrafiłam nikomu wyjaśnić, dlaczego płaczę. Bałam się każdej nocy. Bałam się, że znów będę spocona i że znów będę czuć ból w klatce piersiowej. Nie mogłam wtedy spać. Myślałam, że mam złamane żebra, co jest popularnym problemem wśród sportowców wyczynowych. Jednak na treningu, kiedy skupiałam myśli tylko na bieżącej robocie – na wiosłowaniu – to przestawało mnie boleć w klatce. Wtedy zorientowałam się, że to nie jest problem z moim ciałem tylko z moją głową. Dotarło do mnie, że moje lęki i bóle są wytworem mojej głowy i dlatego podjęłam decyzję o konsultacji z psychiatrą. Dziś to już wiem, że moja depresja była efektem nie tylko ciężkiej pracy sportowca, ale też mojej własnej presji, osobowości perfekcjonistycznej, presji na siebie i na wyniki.

Odważyłaś się powiedzieć o leczeniu depresji koleżankom. Jak zareagowały?

W Pucharze Świata – pierwszych zawodach w sezonie olimpijskim po moim zachorowaniu na COVID-19 – nie poszło nam najlepiej. Zobaczyłam wtedy Marię Sajdak, siedzącą na brzegu i wpatrującą się w wodę. Podeszłam do niej, bo była bardzo smutna. Powiedziałam jej: „Maria, nie przejmuj się! Trudno. My już mamy medal z igrzysk olimpijskich w Rio”. Odpowiedziała mi: „Nie wiem, czy to wszystko ma sens. Tak nam źle poszło”. Dodałam: „Nie przejmuj się. Ja startuję na lekach antydepresyjnych i też mi nie jest łatwo, też nie do końca mogę dać sobie radę sama ze sobą, ale wiem, że razem damy radę!”. I ona mi wtedy powiedziała: „Aga, jaka ty jesteś dzielna. Na pewno damy radę razem! Kiedy masz zły nastrój, przychodź do mnie, to zawsze pogadamy. Dlaczego od razu do mnie nie przyszłaś porozmawiać?”.

Maria bardzo podniosła mnie na duchu. Sama nie wiem, dlaczego od razu do niej nie poszłam, żeby porozmawiać. Miałyśmy pokój w pokój i podobny sposób myślenia. Ona dodawała mi otuchy i uświadamiała, że rzeczywiście jestem bardzo silna, skoro w takiej sytuacji startuję w zawodach. Poczułam, że naprawdę razem zdobędziemy medal, że damy radę, że jesteśmy silne i co by się nie działo, to będziemy siebie wspierać.

Czytaj też:
Pacjenci wstydza się tej choroby. Większość wycofuje się z życia społecznego

A mąż wspiera cię w tej walce?

Bardzo mnie wspiera. Gdyby nie mój mąż, to na pewno wyjechałabym ze zgrupowania kardy, zrezygnowałabym ze startu w igrzyskach olimpijskich. Kiedy czułam się tak strasznie źle, to zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że jeśli teraz nie przyjedzie do mnie na zgrupowanie, to ja wyjadę i wrócę do domu. Mąż wziął urlop w pracy i z samego rana przyjechał. To była dla mnie wielka ulga. Był ze mną przez pięć dni i to były kluczowe dni. Bałam się, że jak wyjedzie, zły nastrój znów mnie przytłoczy. Ale i z nim tak miałam, że choć byłam szczęśliwa, że jesteśmy razem, to nagle zaczynałam płakać bez żadnego powodu. To trudno opisać, co się dzieje z człowiekiem w depresji. Z jednej strony bardzo chciałam zdobyć drugi olimpijski medal, a z drugiej strony nie miałam na to ochoty, to mnie przytłaczało. Ta droga przestała mi sprawiać przyjemność. Po przekroczeniu linii mety w Tokio poczułam wielką ulgę, że dałam radę mimo tak trudnego przeciwnika na karku, jakim jest depresja. Dziś wiem, jak ważne są dobre relacje międzyludzkie. Musimy o nie dbać, o męża, rodzinę, przyjaciół, znajomych. To jest nasza życiowa drużyna. Życie w życzliwej drużynie, pełnej dobrych relacji, jest bardzo ważne.

Z wielką radością możemy poinformować, że zgodziłaś się zostać ambasadorką 15. jubileuszowej edycji kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”, którą w całości poświęcimy depresji wśród dzieci i młodzieży. Wielu rodziców wciąż bagatelizuje ten problem, mówiąc, że to tylko bunt młodzieńczy, nic poważnego. Co chciałabyś powiedzieć zarówno rodzicom, jak i dzieciakom, które mierzą się – tak jak ty – z depresją?

Drodzy rodzice, to nie jest koniec świata, gdy dziecko choruje na depresję. W dzisiejszych czasach, pełnych stresu, napięć, niepewności to zupełnie normalne, że mamy problemy psychiczne. Kiedy mamy złamaną nogę, idziemy do ortopedy i nie biegamy od razu z gipsem na nodze. Tak samo jest z depresją. Trzeba iść po pomoc do specjalisty. Bardzo się cieszę, że mogę dołączyć do grona ambasadorów kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”. To ważne, że przełamujemy stereotypy związane z psychiatrą i psychologiem.

Ja dopiero w wieku trzydziestu lat zrozumiałam, że to nie jest nic złego skorzystać z pomocy tych specjalistów, że to żaden powód do wstydu.

Mam nadzieję, że dzięki 15. edycji kampanii dzieci i młodzież zrozumieją to wcześniej niż ja. Im wcześniej damy szansę sobie pomóc, tym szybciej będziemy dobrze funkcjonować. Specjaliści wiedzą, jak pracować z naszymi emocjami. Mam też nadzieję, że mój przykład będzie inspiracją dla dzieci i młodzieży. Wiadomo, że sportowcy kojarzą się z wojownikami, że są supersilni, ale my też mamy gorsze chwile. My też płaczemy, denerwujemy się i mierzymy się z problemami psychicznymi. Wrócę do Naomi Osaki, która jest wybitnym sportowcem. Ma wielką karierę, pieniądze, które pozwalają jej na podróże po świecie i spełnianie marzeń. Ma fanów na całym świecie, a mimo to choruje na depresję. Ona zainspirowała mnie do większej otwartości, a ja mam nadzieję, że zainspiruję kolejne osoby w Polsce, abyśmy otwarcie mówili o swoim zdrowiu psychicznym. Ważne też, abyśmy uczyli szczególnie dzieci, żeby nie śmiały się ze swoich koleżanek i kolegów, gdy te mają gorszy nastrój. Od najmłodszych lat uczmy wrażliwości na drugiego człowieka. Powtórzę: depresja to nie koniec świata. Nawet mistrzowie się z nią mierzą się i wygrywają, korzystając z pomocy psychiatry i psychologa. Dzięki współpracy z tymi specjalistami udało mi się zdobyć olimpijskie srebro w Tokio, ale w życiu to zwycięstwo nad samą sobą uznaję za olimpijskie złoto.

Czytaj też:
Objawy depresji u nastolatków są inne niż u dorosłych. Sprawdź, czy nie występują u twojego dziecka

Wywiad ukazał się w najnowszym wydaniu bezpłatnego magazynu „Twarze depresji”.

Źródło: Wprost

Ponadto w magazynie