Doula od umierania: „Nie potrafię przejąć czyjegoś bólu. Ale możemy znaleźć sposób, jak go znieść”

Doula od umierania: „Nie potrafię przejąć czyjegoś bólu. Ale możemy znaleźć sposób, jak go znieść”

Anja Franczak
Anja Franczak Źródło: Szymon Rogiński
Pierwsza była pani w wielkiej rozpaczy, której mama zmarła w szpitalu. Problem polegał na tym, że nikt nie uznał jej bólu, bo wszyscy pytali: „A ile mama miała lat?”. I wtedy ona powiadała: „96”. „Pani powinna się cieszyć, taki piękny wiek!”, słyszała w odpowiedzi na swoje słowa. Wszyscy próbowali jej udowodnić, że nie powinna być smutna – mówi Anja Franczak, doula umierania.

Wiktor Krajewski: Jaka jest reakcja ludzi, gdy słyszą, że jesteś towarzyszką żałoby lub doulą umierania?

Anja Franczak: Reakcje są bardzo różne i zależą od tego, kto dowiaduje się na temat mojej profesji. Ludzie, z którymi mam do czynienia, to przede wszystkim osoby z otwartymi umysłami. W takiej bańce trochę się poruszam, więc większość reakcji jest na zasadzie: Wow, ale ciekawe, powiedz mi coś więcej. Czasami spotykam się ze zdziwieniem i od czasu do czasu, szczególnie wśród starszej generacji, z brakiem zrozumienia, kim jest doula i dlaczego to, czym się zajmuję, jest ważne.

Bo doula kojarzy się bardziej z ciążą i dzieckiem, nie z procesem odchodzenia.

Wiedza na temat douli śmierci jest bardzo mało rozpowszechniona w Polsce. Nie ma żadnych szkół, które kształcą w tym zakresie, nikt nie przyznaje certyfikatów zawodowych. W każdym kraju wygląda to inaczej. W Niemczech są liczne instytuty, akademie, które szkolą towarzyszy w żałobie. Instytut, w którym szkoliłam się, nie znajduje się w stolicy, tylko w małym mieście, w Heidelbergu.

Kto do ciebie przychodzi i korzysta z twojej wiedzy i usług? Jest to klient? Pacjent?

Na pewno nie pacjent, bo osoba, która straciła kogoś, nie jest chora. Żałoba nie jest zaburzeniem. Tu nie stawia się diagnozy i nie leczy, więc na pewno nie jest to pacjent. A skoro to jest relacja, która ma wymiar ekonomiczny, takie osoby nazywam „klientem”.

Klient przychodzi do ciebie i...

...Wszystko zależy do momentu, w którym dana osoba zgłasza się do mnie. Czasami przychodzi do mnie człowiek i mówi: „Moja mama właśnie umiera, potrzebuję wsparcia”, czasami słyszę: „Moja mama właśnie umarła wczoraj, za chwilę będzie pogrzeb, potrzebuję wsparcia”, następnym razem padają słowa: „Moja mama zmarła piętnaście lat temu, kompletnie to wyparłam, nigdy nie odwiedziłam grobu i teraz czuję, że jestem gotowa, żeby wrócić do tego tematu”.

Artykuł został opublikowany w 27/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Ponadto w magazynie