Gosia Baczyńska: Na komentarze w stylu „tłuszcz sobie odessij”, mogłabym odpowiedzieć „mózg sobie pokarbuj”

Gosia Baczyńska: Na komentarze w stylu „tłuszcz sobie odessij”, mogłabym odpowiedzieć „mózg sobie pokarbuj”

Gosia Baczyńska
Gosia Baczyńska Źródło:Viaplay
Nawet wtedy, kiedy nie byłam gruba, czy przy kości, bo różne były fazy, zawsze myślałam o sobie w kategoriach „gruba”. To jest w głowie. Za późno ta ciałopozytywność przyszła, żałuję, że się na nią nie załapałam – mówi Gosia Baczyńska, projektantka mody, jedna z bohaterek polskiej odsłony serialu dokumentalnego „Powerwomen”, który jesienią pokaże Viaplay.

Myśli pani o sobie „kobieta sukcesu”?

Nie wiem. Zapewne odniosłam sukces, nawet duży. Ale zależy jak się na to spojrzy, w jakich kategoriach mierzymy sukces. Pewnych marzeń, założeń, czy raczej wyobrażeń o tym, gdzie powinnam teraz być, lub jak powinna teraz moja firma wyglądać – nie zrealizowałam. Ale za dużo sobie pewnie wyobrażałam.

Ja się po prostu nie nadaję do pewnego rodzaju pracy, czy działań.

Do czego się pani nie nadaje?

Do zarządzania biznesem większym niż ten, który mam teraz. Co prawda moja firma jest widoczna na świecie, ale to marka niszowa. Aspirowałam, żeby być globalną marką, to mi nie wyszło. Zapewne, gdybym 10 lat wcześniej skorzystała z zaproszenia na Paryski Tydzień Mody, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Ale nie zrobiłam tego, bo nie umiałam. Ktoś, kto miał zorganizować pieniądze, żebym wtedy mogła pokazać tam kolekcję, nie zrobił tego, poległ… A właśnie wtedy było jeszcze miejsce na to, co i jak robię, bo to było jeszcze przed gigantyczną komercjalizacją branży fashion, przed firmami typu Zara i H&M. Gdyby to się wtedy udało, teraz pewnie siedziałabym w jakimś chateau i piła szampana.

W jednym z wywiadów mówiła pani, że szuka inwestora, który byłby w stanie markę pchnąć w świat.

Ale to było dawno temu. Zaczynałam tworzyć na początku transformacji, gdy każda dziedzina życia, gospodarki, budowała się na nowo. Oczywiście nie dyskredytuję tego, co robili ludzie przed transformacją, kiedy prywatny „sektor” opierał się na tym, że szyto ubrania, by potem sprzedawać je na stadionie. Ale gdy startowałam, w Polsce niewiele osób wiedziało, jak wygląda branża modowa jako biznes.

Ja, pomimo tego, że na początku lat 90-tych przywiozłam jakąś teoretyczną wiedzę z Londynu, błądziłam. Wszyscy uczyliśmy się..

Potem, po latach przyszedł moment, że byłam gotowa na konfrontację ze światem. Po raz drugi dostałam zaproszenie od francuskiej federacji mody, zrobiłam w Paryżu cztery sezony w oficjalnym, głównym kalendarzu pokazów, ale żeby iść dalej potrzebne było wsparcie inwestorów, którego ostatecznie nie pozyskałam. Nie znalazłam pieniędzy, ale też – powtórzę to raz jeszcze – nie umiałam tego zrobić. Namordowałam się strasznie, byłam jak pijane dziecko we mgle. Poza tym ludzie, którzy stawali na mojej drodze, stawali raczej w poprzek.

Źródło: Wprost

Ponadto w magazynie