Kuśnierze doleją chromu, a pensjonat wyleje szambo. Tak na Podhalu truje się rzeki

Kuśnierze doleją chromu, a pensjonat wyleje szambo. Tak na Podhalu truje się rzeki

Elektrownia wodna w Waksmundzie
Elektrownia wodna w Waksmundzie Źródło: WPROST.pl / Piotr Barejka
Górskie potoki ściekami spływają regularnie. Trują pensjonaty we wsiach bez kanalizacji, oczyszczalnie, które nie wyrabiają pod napływem turystów, kuśnierze, którzy do rzek wylewają toksyczne ścieki. Wodą płyną plastikowe butelki, opony, nawet lodówki. Truciciele zwykle pozostają bezkarni, bo nawet nie udaje się ich znaleźć.

Zielona struga płynie jednym z potoków, który w Nowym Targu wpada do Dunajca. Taki widok nikogo nie dziwi. Kilka tygodni wcześniej miejskie służby dostały wezwanie do czarnej mazi, która wypływała w okolicach firm garbarskich. Latem cuchnące kożuchy zatrzymały się na jazach okolicznych elektrowni wodnych. Kilkadziesiąt kilometrów dalej, tuż obok wejścia do Gorczańskiego Parku Narodowego, ośrodek wylewa ścieki wprost do górskiego potoku.

– My nie mamy czystych rzek. Nawet jedna się nie znajdzie – słyszę od mieszkańców.

Magda, mieszkanka jednego z podhalańskich miast, opowiada historię z lat 90., gdy w parafii posługę zaczął nowy ksiądz. Z czasem dowiedział się, że parafianie wylewają szamba. Nocami zakładali rurki, jeden koniec wtykali w szambo, a drugi do potoku. Ksiądz uznał, że proceder jest niedopuszczalny. Zdejmował więc koloratkę, wyciągał rurki z potoku, a parafianie budzili się zalani ściekami. Jeszcze szli do księdza z pretensjami, że ktoś zalał im posesję.

Po 30 latach ksiądz też miałby pełne ręce roboty.

Żadnych ryb w górskim potoku

– Przecież tutaj nie ma żadnych ryb – denerwuje się Marek Zapała. – Tylko jak mają być przy takim zatruciu? Najgorsze, że jak służby przyjadą, to ścieki są już na dole.

Marek mieszka obok potoku Konika, który płynie doliną przez Gorce aż do drogi, którą przechodzą zmierzający na Turbacz turyści. Tutaj, w Porębie Wielkiej, zaczyna się Gorczański Park Narodowy i stoi pensjonat, z którego ścieki spływają do potoku. Bywa, że zamiast lasu czuć szambo. – To się dzieje od lat – oznajmia Marek. – Kiedyś niżej łowiliśmy ryby. Z czasem było ich coraz mniej, ale nikt nie wiedział, dlaczego. I w końcu się okazało.

Wyciąga też stertę pism. Marek uważa, że napisał wszędzie, gdzie się da. Do Wód Polskich, Gorczańskiego Parku Narodowego i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ). Sprawa trafiła do Ministerstwa Infrastruktury, urzędu gminy i jeszcze na policję. Marek alarmował, że woda raz jest czysta, a innym razem mętna i cuchnąca. – Komendant powiedział, że to wykroczenie i zbierają dowody, które przecież im daliśmy. Ostatnia kontrola była w czerwcu, od sierpnia nie ma żadnej reakcji – denerwuje się.

Cały artykuł dostępny jest w 45/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 3

Ponadto w magazynie