W środę dziennikarka tygodnika „Wprost” Eliza Olczyk informowała, że eurodeputowani w obawie przed koronawirusem protestowali przed wyjazdem na sesję Parlamentu Europejskiego do Strasburga. Parlamentarzyści narzekali, że do Strasburga, w którym odbywają się posiedzenia plenarne, trzeba lecieć z przesiadką albo dwiema, co zwiększa prawdopodobieństwo zetknięcia się z wirusem, który rozprzestrzenia się po Europie.
Początkowo na konferencji przewodniczących PE zapadła decyzja, że posiedzenie odbędzie się zgodnie z harmonogramem we Francji. Cześć eurodeputowanych zaczęła jednak głośno domagać się zmiany decyzji. Ostatecznie przewodniczący PE David Sassoli zmienił decyzję pod wpływem informacji od służb medycznych i postanowił, że sesja odbędzie się w Brukseli.
„Przypomnijmy, że od 1992 roku raz w miesiącu z Brukseli do Strasburga jadą karawany autokarów przewożące dokumentację niezbędną do obrad plenarnych, a potem odbywają drogę powrotną. Tę samą drogę odbywa kilkuset deputowanych, z których większość ma tego serdecznie dosyć. Te przejazdy kosztują Unię Europejską krocie – przeniesienie całej działalności ze Strasburga do Brukseli pozwoliłoby zaoszczędzić Wspólnocie 103 mln euro rocznie – ale była to cena, którą zdecydowano się zapłacić za zgodę Francji na to, że stolica Belgii stanie się stolicą całej Unii Europejskiej” – pisała Eliza Olczyk.
Czytaj też:
Minister zdrowia spodziewa się kolejnych 2-3 przypadków koronawirusa w Polsce
