Szkoda dobrych sąsiadów: o zwyczajnej parze prezydenckiej

Szkoda dobrych sąsiadów: o zwyczajnej parze prezydenckiej

Dodano:   /  Zmieniono: 
"To byli tacy zwyczajni ludzie" - wspominają sąsiedzi pary prezydenckiej z domu na Powiślu. "Pani Maria uwielbiała zakupy w osiedlowych sklepach, a prezydent pomagał innym nosić baniaki z wodą oligoceńską" - mówią "Życiu Warszawy".
W czteropiętrowym domu na Powiślu Lech i Maria Kaczyńscy mieszkali prawie cztery lata. Stąd przeprowadzili się do Pałacu Prezydenckiego. Jeszcze w sobotę na budynku lokatorzy wywiesili flagi z kirami, a przy bramie palili znicze. Pojawiły się także zdjęcia prezydenckiej pary. Ale najbardziej wzruszające były rysunki dzieci. Sześcioletni Teoś, który mieszkał na pierwszym piętrze na tej samej klatce co Maria i Lech Kaczyńscy, niebieskim flamastrem namalował samolot spadający w las. Patrząc na to, łzy cisną się do oczu.

Co chwila przed kamienicą zatrzymują się przechodnie, modlą się, palą znicze. Nikt nie próbuje powstrzymywać łez. Rośnie stos kwiatów - róż i tulipanów. Znicze zapalili też pracownicy ze Szpitala Śródmiejskiego na Solcu. "Trudno to sobie wszystko wyobrazić, wciąż nie wierzę, że już ich nie ma" - wyznaje "Życiu Warszawy" dawna sąsiadka prezydenckiej pary, pani Katarzyna.