Kadafi nie przekonuje dziennikarzy

Kadafi nie przekonuje dziennikarzy

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Od początku rewolucji w Libii reżim Muammara Kadafiego zapraszał dziennikarzy, zwłaszcza zagranicznych, aby zobaczyli demonstracje poparcia dla pułkownika. Odkąd zaś rozpoczęła się w Libii misja NATO, reżim postanowił rozszerzyć swoją taktykę.
Niemal po każdym nalocie sił Sojuszu specjaliści Kadafiego sporządzają bilans rannych i ofiar śmiertelnych. I choć nikt nie uwierzy, że w atakach NATO nie giną cywile, statystyki zwolenników Kadafiego są co najmniej podejrzane.

Niedawno brytyjski "Guardian" donosił o wizycie dziennikarzy w szpitalu w Trypolisie. Mieli tam zobaczyć ośmiomiesięczną dziewczynkę, która została ranna w podczas nalotu NATO. W trakcie wizyty jeden z lekarzy wcisnął dziennikarzom ukradkiem kartkę z napisem po angielsku: „To był wypadek drogowy. Taka jest prawda".

W szpitalu Xan Rice z Guardiana spotkał człowieka, który przedstawił się jako Emad i który twierdził, że został ranny w ataku. Dziennikarz był bardzo zdziwiony, gdy jeszcze tego samego dnia spotkał Emada w ogrodzie domu na przedmieściach, zbombardowanym podczas innego ataku NATO. Dom był drugim punktem na planie wycieczki dziennikarzy. Gdy rozmawiali, do ogrodu spadł pocisk artyleryjski, jednak nie wybuchł.   – Wyglądał mi na relikt zimnej wojny – pisze Xan Rice. – I rzeczywiście, były na nim napisy po rosyjsku.
Co więcej, taka broń nadal znajduje się w arsenale Kadafiego. Emad, który początkowo twierdził, że zaatakowało ich NATO, po odkryciu Rice’a zmienił zdanie i uznał, że siły Sojuszu musiały uderzyć w znajdującą się nieopodal bazę wojskową i że to siła wybuchu przerzuciła pocisk nad ich dom. Mężczyzna przyznał w końcu, że pracuje dla tajnych służb Kadafiego.

Nikt z przedstawicieli reżimu nie wyjaśnił ani wypadku dziewczynki, ani tajemnicy pocisku artyleryjskiego. Dziennikarze nie byli tym zdziwieni - od kilku tygodni na konferencjach prasowych władze skupiają się wyłącznie na szkodach, jakie wojna wyrządziła gospodarce Libii.

Ab

 1

Czytaj także