Szykuje się wojna między księgarzami, wydawcami i Ministerstwem Edukacji - zapowiada "Rzeczpospolita" w artykule "Nie ma porozumienia, nie będzie tańszych podręczników". W marcu Ministerstwo Edukacji i Nauki podpisało z wydawcami porozumienie o handlu podręcznikami, z którego wynikało, że książki stanieją o 25 procent. Zakładało ono m.in., że szkoły będą kupować podręczniki hurtowo od wydawców albo od księgarzy i organizować kiermasze używanych książek. Pod porozumieniem podpisali się także księgarze, jednak obecnie są mu przeciwni. "Przerzucono na nas jego skutki finansowe. To my mielibyśmy ponosić koszty wynikające z porozumienia, mimo skromnych marż" - mówi Waldemar Janaszkiewicz ze Stowarzyszenia Księgarzy Polskich, które skupia kilkaset księgarń w kraju. Księgarzy najbardziej niepokoi fakt, że warunki porozumienia sprzyjają omijaniu ich w łańcuszku zakupów - szkoły nabywałyby książki bezpośrednio od wydawców. Chcą temu zapobiec.
Firma należąca do senatora Jacka Bachalskiego (PO) zajmuje w Poznaniu bezprawnie część działki bezrobotnej kobiety. Polityk nie chce zapłacić za ziemię - pisze "Super Express" w tekście "Senator PO okradł rencistkę". Senator jest właścicielem i udziałowcem kilkunastu firm. Do najlepiej prosperujących należy ogólnopolska sieć szkół językowych z siedzibą w Poznaniu. Firma kupiła dwa lata temu nieruchomość w sąsiedztwie poznańskiej Cytadeli. Działki w tym rejonie należą do najdroższych w Poznaniu. Sęk w tym, że frontowa część nieruchomości polityka zajmuje ziemię należącą do bezrobotnej Elżbiety G. Kobieta żeby przeżyć, pożycza pieniądze. Kiedy odziedziczyła ziemię po matce, była przekonana, że działka nie jest na sprzedaż. W kwietniu br. dostała wypis z księgi wieczystej wraz z mapą. Wtedy okazało się, że część jej ziemi została zagarnięta przez właścicieli sąsiednich posesji. Jednym z nich jest firma senatora Bachalskiego, która zajmuje ponad 69 m2 ziemi Elżbiety G. Kobieta zwróciła się do właścicieli działek zajmujących jej ziemie. Jeden z nich zobowiązał się zapłacić. W firmie senatora spotkała ją przykra niespodzianka. "Na odczepnego zaproponowano mi 5 tys. zł. Dziesięć razy mniej, niż ta ziemia jest warta" - żali się bezrobotna.
Jeżeli firma zachwala zdrowotne właściwości produktu, to będzie musiała je udowodnić - pisze "Dziennik" w tekście "Reklama już nas nie okłamie". Nad nowym prawem pracuje Parlament Europejski. Koniec z obietnicami bez pokrycia typu: "Jogurt wzmacnia siły obronne organizmu już po spożyciu jednej butelki" czy "Najzdrowsza ze wszystkich kaw". Prawdopodobnie już od jesieni każdy producent żywności, który zapewnia, że jego produkt jest korzystny dla zdrowia, będzie musiał to udowodnić. I to poprzez badania naukowe w specjalistycznych laboratoriach. Dla klientów oznacza to rewolucję. Obecnie producenci żywności mogą bezkarnie przechwalać się zmyślonymi właściwościami swoich produktów. "Teraz panuje wolnoamerykanka" - przyznaje Przemysław Pohrybieniuk z Danone. "Niektórzy producenci reklamują towar bez podania podstawowych informacji potwierdzających jego działanie" - dodaje.
Urzędnicy ZUS-u rozdali sobie 20 mln zł nagród - informuje "Fakt" w tekście "A w ZUS-ie nagrody". Warto być jednym z 45 tysięcy pracowników ZUS-u. Ta armia właśnie dostała po kilkaset zł nagród. I to teraz, gdy tysiące polskich emerytów nie ma na chleb. Nagrodę dostali niemal wszyscy pracownicy ZUS-u. Średnio po 438 zł. Były to nagrody za pierwszy kwartał, więc wkrótce będą następne. "To oburzające. My przymieramy głodem, musimy decydować, czy kupimy leki, buty czy chleb, a oni przyznają sobie tyle pieniędzy" - mówi emerytka Renata Słomińska z Lublina, która musi się utrzymać za 640 zł miesięcznie. "Za prawie 500 zł mogłabym pojechać nad morze. Lekarz zalecił mi tamtejszy klimat na moje schorowane stawy. Ale cóż, mnie nie stać" - dodaje emerytka. Jak dowiedziała się gazeta ZUS na nagrody dla swoich pracowników co roku przeznacza 5 proc. z całego funduszu wynagrodzeń (1,5 mld zł).
Krzysztof Cugowski najprawdopodobniej odejdzie dziś z klubu parlamentarnego PiS i zostanie senatorem niezrzeszonym - zapowiada "Życie Warszawy" w artykule "Samoobrona w rządzie - Cugowski żegna się z PiS". Powód odejścia Cugowskiego z PiS? Obecność lidera Samoobrony i innych polityków tej partii w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. "Nie chcę się oficjalnie wypowiadać o moich planach, zanim nie porozmawiam z kolegami z PiS" - mówi dyplomatycznie muzyk. "Mogę tylko powiedzieć, że ja zdania o Andrzeju Lepperze i koalicji z Samoobroną nie zmieniłem" - dodaje. Sprawa - według dziennika - wydaje się zatem przesądzona - wokalista Budki Suflera wielokrotnie publicznie podkreślał, iż ewentualny sojusz z "formacją kompletnie niewiarygodnych harcowników" uznałby za skandal i zaprzepaszczenie idei, z którymi Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów. Już w styczniu, gdy Jarosław Kaczyński prowadził rozmowy zakończone podpisaniem paktu stabilizacyjnego, Cugowski przyznał, że polityka go rozczarowała i więcej nie będzie się ubiegał o miejsce w parlamencie. W rozmowie z gazetą Cugowski powiedział, że nie złoży mandatu tylko dlatego, że nie chce, by z jego powodu trzeba było rozpisywać wybory uzupełniające.
Przegląd prasy przygotował
Sergiusz Sachno
Przegląd prasy
Od poniedziałku, 13 lutego 2006, publikujemy codzienny przegląd prasy. Możesz go zamówić w formie newslettera, odwiedzając stronę: http://www.wprost.pl/newsletter/