Jerzy Haszczyński z "Rzeczpospolitej" przypomniał, że Rosja już dwa razy dokonała ataku podczas igrzysk lub po nich. Stało się tak w roku 2008 – gdy po igrzyskach w Pekinie doszło do rosyjskiej inwazji na Gruzję, a także w 2014 – po igrzyskach w Soczi Rosja przeprowadziła atak na Krym. – Teraz to byłoby chyba już aż nazbyt przewidywalne – stwierdził Haszczyński.
Z kolei Wojciech Mucha z "Gazety Polskiej" wskazywał na to, że ta wzmożona aktywność wojsk rosyjskich ma miejsce na trzech odcinkach: Donbas, Krym i Naddniestrze. – Te ruchy wojsk nasiliły się bardzo mocno w ostatnim tygodniu, przypadkowo lub nieprzypadkowo po tym, jak tydzień temu z Władimirem Putinem spotkał się premier Turcji Erdogan – mówił Mucha.
Kolejne rosyjskie manewry. Tym razem na Bałtyku
Ćwiczenia pilotów awiacji morskiej Floty Bałtyckiej odbędą się w Obwodzie Kaliningradzkim. Mają na celu m.in. przećwiczenie naprowadzania torped na cele przeciwnika oraz strzelanie z nakierowanych lotniczych pocisków i działek pokładowych. Piloci mają ponadto szkolić się z prowadzenia maszyn w warunkach bojowych i wspierania okrętów Floty Bałtyckiej.
Wojska naziemne mają z kolei ćwiczyć utrzymywanie łączności ze śmigłowcami, tankowanie ich i maskowanie sprzętu wojskowego. Rosyjskie Ministerstwo Obrony podało, że szkolenie potrwa kilka dni.
Na Morzu Kaspijskim trwają obecnie manewry okrętów Flotylli Kaspijskiej, wśród których pływają jednostki wyposażone w pociski dalekiego zasięgu typu Kalibr.
Czytaj też:
"Rosjanie mają bardzo złe zamiary". Odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Krymu
