Takich słów w państwowej telewizji nikt się nie spodziewał. „Rosja powinna zakończyć wojnę”

Takich słów w państwowej telewizji nikt się nie spodziewał. „Rosja powinna zakończyć wojnę”

Władimir Putin i Władimir Sołowiow
Władimir Putin i Władimir Sołowiow Źródło:Wikimedia Commons
Nieoczekiwane słowa padły w programie jednego z czołowych kremlowskich propagandzistów. Jeden z gości Władimira Sołowiowa zaapelował o zakończenie działań wojennych na Ukrainie.

Władimir Sołowiow jest jedynym z czołowych propagandzistów Kremla. Tym razem w swoim programie, który jest emitowany w państwowym kanale Rossija 1, dość nieoczekiwanie stwierdził, że operacja specjalna na Ukrainie (Rosja tak określa swoją na sąsiedni kraj – red.) nie idzie zgodnie z planem.

– Zostawmy denazyfikację Ukrainy Ukraińcom. My nie możemy tego za nich robić. Czy musimy pakować się w drugi Afganistan albo nawet gorzej? – powiedział w programie Sołowiowa jeden z zaproszonych gości.

– Na Ukrainie jest jeszcze więcej ludzi, którzy potrafią jeszcze lepiej posługiwać się bronią. Nie potrzebujemy tego. Dość tego. Armia wykonała swoje zadanie. Dajmy dyplomatom albo jakiś organizacjom rozwiązać te problemy. Armia nie może być organem decyzyjnym w tych sprawach – dodawał.

Wojna na Ukrainie. Zmiana tonu rosyjskiej propagandy

Nie po raz pierwszy na antenie państwowego kanału Rossija 1 pojawiły się krytyczne głosy dotyczące wojny na Ukrainie. – Wojna na Ukrainie ma bardzo opresyjny wpływ na nasze społeczeństwo. To jak Afganistan, tylko że gorzej. Cierpienie jednej grupy niewinnych nie rekompensuje cierpienia innych niewinnych ludzi – stwierdził w połowie marca reżyser Karien Szachnazarow. – Najważniejszą rzeczą w tym wszystkim jest zaprzestanie działań militarnych – dodawał.

W podobnym tonie wypowiedział się Siemiona Bagdasarow. – Czy musimy wkraczać w kolejny Afganistan, tyle że jeszcze gorszy? Nie potrzebujemy tego. Jeśli chodzi o sankcje, świat nigdy nie widział tak ogromnych sankcji – zaznaczył.

Czytaj też:
Kreml ujawnił majątek Putina. Skromny stan posiadania skonfrontowaliśmy z „Panama Papers”