To święta wojna o Islam z niewiernymi, mówią talibowie o amerykańskim ataku na Afganistan. Demokratyczny świat walczy z międzynarodowym terroryzmem, oświadcza George Bush.
Po ataku na Afganistan talibowie, którzy usiłują przedstawić go jako wojnę przeciwko islamowi grożą terrorystycznymi atakami i nawołują wszystkich muzułmanów do świętej wojny (dżihadu). Przedstawiciele dyplomatyczni Talibanu w Pakistanie oświadczyli, że są do niej gotowi.
Credo Osamy bin Ladena, oskarżanego o zorganizowanie zamachów terrorystycznych 11 września w USA i którego ochranianie przez talibów było bezpośrednim powodem ataku na Afganistan, zostało przedstawione w nadanym przez telewizję katarską Al-Dżazira nagraniu wideo z wystąpieniem terrorysty, niewątpliwie przygotowanym wcześniej na wypadek amerykańskiej akcji wojskowej przeciwko talibom.
Przekonywał on, że świat dzieli się na dwie części: wiernych i niewiernych. Zachęcał do walki z "niewiernymi": "Ameryka jest przepełniona strachem" - powiedział i zagroził: "Dostaną to, na co zasługują". Zapowiedział też, że on i jego organizacja Al-Ka'ida ("Baza") są gotowe do konfrontacji z USA.
Chociaż nie jest jasne, czy bin Laden rzeczywiście ma techniczne środki umożliwiające użycie broni masowego rażenia, eksperci ostrzegają, że finansowana przez niego "Baza" (powstała w 1988 roku jako związek grup terrorystycznych z całego świata, działających w zakonspirowanej sieci o ogólnoświatowym zasięgu) z łatwością może skonstruować bardzo niebezpieczną tzw. brudną bombę, która mogłaby rozproszyć np. materiał radioaktywny nad dużym obszarem.
Tymczasem George W. Bush, przemawiając z Białego Domu po rozpoczęciu ataku, podkreślił, że akcja wojskowa nie jest wymierzona w ludność Afganistanu, a jedynie w terrorystów. Samoloty USA i sojuszników mają zrzucać bomby na instalacje wojskowe talibów, ale i pomoc humanitarną dla ludności afgańskiej.
Celem operacji militarnej ma być "położenie kresu wykorzystywaniu terytorium Afganistanu jako bazy operacji terrorystycznych i unicestwienie potencjału wojskowego reżimu talibów", wspierajacego terrorystów. Terroryści to zagrożenie dla całego świata, mówił.
Osama bin Laden i talibowie cieszą się jednak poparciem niektórych środowisk muzułmańskich i ortodoksyjnych rządów islamskich. Ataki na Afganistan potępił najwyższy przywódca duchowy Iranu ajatollah Ali Chamenei, który oświadczył, że naloty i ataki rakietowe zabijają niewinnych cywilów i zmuszają tysiące ludzi do ucieczki. "Potępiamy atak na kraj i naród Afganistanu" - oświadczył ajatollah w swej rezydencji na spotkaniu z klerykami. "Śmierć Ameryce, śmierć Izraelowi" - skandowali zebrani.
Do niedawna reżim w Kabulu popierały też władze Pakistanu, które obecnie naciskane przez międzynarodową opinię publiczną wyraziły poparcie dla walki z międzynarodowym terroryzmem, nie zerwały jednak stosunków z władzami Talibanu. Prezydent Pakistanu starał się zapobiec atakowi na Afganistan, przekonując bezskutecznie talibów, by wydali bin Ladena. Obecnie radykalne kręgi pakistańskich muzułmanów, protestujące przeciwko amerykańskiemu atakowi, uważają, że rząd Pakistanu zdradził islam. W głównych miastach kraju od dłuższego czasu trwają demonstracje poparcia dla saudyjskiego terrorysty. W poniedziałek doszło do gwałtownych demonstracji w kilku miastach, m.in. w Kwecie, w Karaczi i w Peszawarze. W kilku przypadkach policja została zmuszona do użycia gazów łzawiących. Demonstranci palili barykady z opon samochodowych, autobusy, podłożyli też ogień pod budynek teatru w Kwecie, a w Peszawarze starli się z policją. Jak twierdzi Reuters, wśród demonstrantów w Peszawarze i Kwecie większość stanowili agresywnie zachowujący się uchodźcy z Afganistanu.
W Nigerii muzułmanie zaatakowali w sobotę chrześcijańskie świątynie i sklepy w Kadunie na przedmieściu Hayin-Banki, zamieszkałym głównie przez ludność chrześcijańską. Po podpaleniu kościołów, rozlepiono wielką liczbę plakatów z podobizną Osamy bin Ladena.
O "politykę międzynarodowego terroryzmu" oskarżyła Stany Zjednoczone po ataku na cele w Afganistanie znana z licznych aktów terroru palestyńska organizacja Hamas.
Od bin Ladena i jego organizacji odcięły się jednak władze Autonomii Palestyńskiej. Nie życzą one sobie, by łączyć sprawę niepodległości Palestyny, w imię, której - jak to przedstawił bin Laden - przygotowano ataki terrorystyczne w USA i spowodowano śmierć tysięcy niewinnych ludzi. Jak twierdzi agencja AFP, policja palestyńska rozpędziła w poniedziałek w Gazie dużą manifestację studentów szkół islamskich, którzy protestowali przeciw amerykańskim atakom na Afganistan.
USA w wojnie z terroryzmem ma natomiast poparcie większości państw świata. Nie tylko sojuszników z NATO, ale i Rosji, państw poradzieckich, Chin, a nawet krajów muzułmańskich. Poparcie to ma różne natężenie: Brytyjczycy uczestniczyli w ataku na Afganistan, w operacji uczestniczyć mają także Niemcy, Francja, Australia i Kanada. NATO popiera USA bezwarunkowo, Rosja i republiki poradzieckie udzielają pomocy, wsparcia logistycznego i wywiadowczego, Chiny - choć popierają walkę z terroryzmem - nie godzą się na bezpośredni udział w akcji sojuszników USA. Szef dyplomacji irańskiej Kamal Charrazi oświadczył, że ataki na Afganistan są "niedopuszczalne", ale powstrzymał się od ich jednoznacznego potępienia.
Jak podkreśla Bush, przestrzeń powietrzną dla działań przeciw talibom otworzyło 40 państw. Polska ze swej strony udostępniła przestrzeń powietrzną i odciążyła amerykańskie siły stacjonujące w Macedonii, wysyłając tam stacjonujące już na Bałkanach jednostki.
W specjalnych orędziach pełnego poparcia Amerykanom udzielali kolejno przywódcy państw NATO, a także państw spoza sojuszu: jednym z pierwszych był prezydent Rosji, Władimir Putin. Ostrożnego poparcia dla amerykańsko-brytyjskiej akcji w Afganistanie udzieliły także Chiny, które w swoim oświadczeniu potępiły "każdą formą" terroryzmu i wezwały do wymierzania dokładnych uderzeń w celu uniknięcia ofiar wśród ludności cywilnej.
Wydaje się, że mimo hałaśliwego poparcia środowisk islamskich ortodoksów, topnieją szeregi zdeklarowanych sojuszników talibów i Osamy bin Ladena w ich walce z resztą świata.
em, pap
Czytaj też: Pomoc Rzeczypospolitej ; Wojna afgańska
Credo Osamy bin Ladena, oskarżanego o zorganizowanie zamachów terrorystycznych 11 września w USA i którego ochranianie przez talibów było bezpośrednim powodem ataku na Afganistan, zostało przedstawione w nadanym przez telewizję katarską Al-Dżazira nagraniu wideo z wystąpieniem terrorysty, niewątpliwie przygotowanym wcześniej na wypadek amerykańskiej akcji wojskowej przeciwko talibom.
Przekonywał on, że świat dzieli się na dwie części: wiernych i niewiernych. Zachęcał do walki z "niewiernymi": "Ameryka jest przepełniona strachem" - powiedział i zagroził: "Dostaną to, na co zasługują". Zapowiedział też, że on i jego organizacja Al-Ka'ida ("Baza") są gotowe do konfrontacji z USA.
Chociaż nie jest jasne, czy bin Laden rzeczywiście ma techniczne środki umożliwiające użycie broni masowego rażenia, eksperci ostrzegają, że finansowana przez niego "Baza" (powstała w 1988 roku jako związek grup terrorystycznych z całego świata, działających w zakonspirowanej sieci o ogólnoświatowym zasięgu) z łatwością może skonstruować bardzo niebezpieczną tzw. brudną bombę, która mogłaby rozproszyć np. materiał radioaktywny nad dużym obszarem.
Tymczasem George W. Bush, przemawiając z Białego Domu po rozpoczęciu ataku, podkreślił, że akcja wojskowa nie jest wymierzona w ludność Afganistanu, a jedynie w terrorystów. Samoloty USA i sojuszników mają zrzucać bomby na instalacje wojskowe talibów, ale i pomoc humanitarną dla ludności afgańskiej.
Celem operacji militarnej ma być "położenie kresu wykorzystywaniu terytorium Afganistanu jako bazy operacji terrorystycznych i unicestwienie potencjału wojskowego reżimu talibów", wspierajacego terrorystów. Terroryści to zagrożenie dla całego świata, mówił.
Osama bin Laden i talibowie cieszą się jednak poparciem niektórych środowisk muzułmańskich i ortodoksyjnych rządów islamskich. Ataki na Afganistan potępił najwyższy przywódca duchowy Iranu ajatollah Ali Chamenei, który oświadczył, że naloty i ataki rakietowe zabijają niewinnych cywilów i zmuszają tysiące ludzi do ucieczki. "Potępiamy atak na kraj i naród Afganistanu" - oświadczył ajatollah w swej rezydencji na spotkaniu z klerykami. "Śmierć Ameryce, śmierć Izraelowi" - skandowali zebrani.
Do niedawna reżim w Kabulu popierały też władze Pakistanu, które obecnie naciskane przez międzynarodową opinię publiczną wyraziły poparcie dla walki z międzynarodowym terroryzmem, nie zerwały jednak stosunków z władzami Talibanu. Prezydent Pakistanu starał się zapobiec atakowi na Afganistan, przekonując bezskutecznie talibów, by wydali bin Ladena. Obecnie radykalne kręgi pakistańskich muzułmanów, protestujące przeciwko amerykańskiemu atakowi, uważają, że rząd Pakistanu zdradził islam. W głównych miastach kraju od dłuższego czasu trwają demonstracje poparcia dla saudyjskiego terrorysty. W poniedziałek doszło do gwałtownych demonstracji w kilku miastach, m.in. w Kwecie, w Karaczi i w Peszawarze. W kilku przypadkach policja została zmuszona do użycia gazów łzawiących. Demonstranci palili barykady z opon samochodowych, autobusy, podłożyli też ogień pod budynek teatru w Kwecie, a w Peszawarze starli się z policją. Jak twierdzi Reuters, wśród demonstrantów w Peszawarze i Kwecie większość stanowili agresywnie zachowujący się uchodźcy z Afganistanu.
W Nigerii muzułmanie zaatakowali w sobotę chrześcijańskie świątynie i sklepy w Kadunie na przedmieściu Hayin-Banki, zamieszkałym głównie przez ludność chrześcijańską. Po podpaleniu kościołów, rozlepiono wielką liczbę plakatów z podobizną Osamy bin Ladena.
O "politykę międzynarodowego terroryzmu" oskarżyła Stany Zjednoczone po ataku na cele w Afganistanie znana z licznych aktów terroru palestyńska organizacja Hamas.
Od bin Ladena i jego organizacji odcięły się jednak władze Autonomii Palestyńskiej. Nie życzą one sobie, by łączyć sprawę niepodległości Palestyny, w imię, której - jak to przedstawił bin Laden - przygotowano ataki terrorystyczne w USA i spowodowano śmierć tysięcy niewinnych ludzi. Jak twierdzi agencja AFP, policja palestyńska rozpędziła w poniedziałek w Gazie dużą manifestację studentów szkół islamskich, którzy protestowali przeciw amerykańskim atakom na Afganistan.
USA w wojnie z terroryzmem ma natomiast poparcie większości państw świata. Nie tylko sojuszników z NATO, ale i Rosji, państw poradzieckich, Chin, a nawet krajów muzułmańskich. Poparcie to ma różne natężenie: Brytyjczycy uczestniczyli w ataku na Afganistan, w operacji uczestniczyć mają także Niemcy, Francja, Australia i Kanada. NATO popiera USA bezwarunkowo, Rosja i republiki poradzieckie udzielają pomocy, wsparcia logistycznego i wywiadowczego, Chiny - choć popierają walkę z terroryzmem - nie godzą się na bezpośredni udział w akcji sojuszników USA. Szef dyplomacji irańskiej Kamal Charrazi oświadczył, że ataki na Afganistan są "niedopuszczalne", ale powstrzymał się od ich jednoznacznego potępienia.
Jak podkreśla Bush, przestrzeń powietrzną dla działań przeciw talibom otworzyło 40 państw. Polska ze swej strony udostępniła przestrzeń powietrzną i odciążyła amerykańskie siły stacjonujące w Macedonii, wysyłając tam stacjonujące już na Bałkanach jednostki.
W specjalnych orędziach pełnego poparcia Amerykanom udzielali kolejno przywódcy państw NATO, a także państw spoza sojuszu: jednym z pierwszych był prezydent Rosji, Władimir Putin. Ostrożnego poparcia dla amerykańsko-brytyjskiej akcji w Afganistanie udzieliły także Chiny, które w swoim oświadczeniu potępiły "każdą formą" terroryzmu i wezwały do wymierzania dokładnych uderzeń w celu uniknięcia ofiar wśród ludności cywilnej.
Wydaje się, że mimo hałaśliwego poparcia środowisk islamskich ortodoksów, topnieją szeregi zdeklarowanych sojuszników talibów i Osamy bin Ladena w ich walce z resztą świata.
em, pap
Czytaj też: Pomoc Rzeczypospolitej ; Wojna afgańska