Komisja Europejska przedstawi w środę propozycję rozporządzenia w sprawie statutu urzędnika służby dyplomatycznej. Jedna trzecia ma pochodzić z krajów UE, a reszta ma być przeniesiona do ESDZ z Dyrekcji ds. Stosunków Zewnętrznych KE i Sekretariatu Rady. Ashton planuje, że w służbie zostanie zatrudnionych 1150 pracowników na stanowiskach administracyjnych do 2013 roku. Docelowo w ESDZ ma pracować ok. 6 tysięcy osób. Biorąc pod uwagę, że Dyrekcji ds. Stosunków Zewnętrznych KE i Sekretariacie Rady UE już pracuje 800 osób na stanowiskach administracyjnych, to dla dyplomatów z państw UE pozostaje na razie 350 stanowisk. Mają być zatrudniani na cztery lata z możliwością przedłużenia na kolejne cztery, o ile zgodzi się kraj członkowski, z którego pochodzą. Jeśli chodzi o zarobki, usprawnienia socjalne czy przywileje, status wszystkich dyplomatów - niezależnie, czy pochodzą z KE, krajów członkowskich czy Rady - będzie równy.
Dotychczas głównym zastrzeżeniem Parlamentu Europejskiego do zaproponowanej przez Ashton struktury ESDZ, była zbyt silna rola sekretarza generalnego, który ma kierować ESDZ. Od wielu miesięcy sprawozdawcy PE domagali się, by Ashton miała politycznych zastępców, którzy mogliby zastępować ją w debatach z PE i na świecie, krytykując dotychczasowy pomysł ustanowienia "silnego urzędnika", sekretarza generalnego ESDZ. Aby odpowiedzieć na postulaty PE, Ashton zdecydowała się na osłabienie roli sekretarza generalnego ESDZ, co przejawia się już w nazwie tego stanowiska - ma to być sekretarz wykonawczy. Przede wszystkim jednak z propozycji decyzji w sprawie utworzenia ESDZ "wypadło zdanie, że będzie reprezentował Ashton na zewnątrz", ujawniły źródła.
Powierzenie tej roli ministrom spraw zagranicznych kraju przewodniczącego UE lub tzw. tria prezydencji, czyli trzech krajów sprawujących po sobie półroczną prezydencję, wydaje się logiczną propozycją, biorąc pod uwagę, że w Traktacie z Lizbony dyplomatyczna rola kraju sprawującego prezydencję została ograniczona do minimum. Skarżyli się na to szefowie dyplomacji "27". Od czasu wejścia w życie Lizbony przestali być nawet zapraszani na szczyty UE, a ich regularnymi posiedzeniami ministerialnymi kieruje Ashton, a nie jak za czasów Traktatu z Nicei, szef dyplomacji kraju przewodniczącego.
PAP, arb