Referendum, które rozpoczęło się 9 stycznia, jest wynikiem ustaleń pokojowych z 2005 r. podpisanych przez rząd Sudanu i SPLM, partię rządzącą na południu kraju. - Jestem bardzo szczęśliwa, nieoficjalnie wiemy, że głosowało już ponad 80 proc. uprawnionych - potwierdziła przewodnicząca parlamentarnej komisji ds. referendum Beatrice Aber. - Spodziewaliśmy się takich wyników, ponieważ większość obywateli południa chciała oddać swój głos jak najszybciej. Głosowanie jest dla wszystkich bardzo ważnym i symbolicznym momentem w historii Sudanu. Mam nadzieję, że frekwencja będzie stuprocentowa - dodała.
Dżuba, główne miasto południa Sudanu, obklejone jest plakatami z napisem secesja i rysunkiem jednej dłoni, co oznacza poparcie dla oderwania się południa od północy. - Podczas referendum interes idzie kiepsko. Ludzie nie myślą nawet o jedzeniu - narzekała Ugandyjka Akelo Rasida, która sprzedaje pomidory i ananasy na Konyo Konyo, największym targu w centrum miasta. - Wszyscy rozmawiają tylko o referendum i stoją w kolejkach do urn wyborczych - dodała.
- Oczywiście, że głosowałem za niepodległością - powiedział student prawa na uniwersytecie w Chartumie, Akera Patrick. - Nie mogę się już doczekać oficjalnych wyników. Wiem, że nigdy już nie wrócę na uczelnię w Chartumie. Byłem tam dyskryminowany przez Arabów ze względu na to, że jestem z południa. W kwietniu zacznę semestr letni na Uniwersytecie w Dżubie. W końcu będę mógł studiować w swojej ojczyźnie - powiedział.
Jeśli większość spośród 3,9 mln głosujących wybierze kartę z rysunkiem jednej dłoni, południowy Sudan będzie najmłodszym państwem na mapach świata. Mieszkańcy południa mogą oddawać głosy w 3 tys. punktów wyborczych do 15 stycznia. Oficjalne wyniki referendum zostaną ogłoszone w połowie lutego w Chartumie. W wojnie domowej między arabską północą a afrykańskim południem, która trwała 22 lat, zginęło ponad 1,5 mln ludzi.
pap, ps