Ogień szalał w odległości zaledwie kilku kilometrów od budynku parlamentu federalnego, ale żaden z rządowych budynków nie był zagrożony.
"To, czego dziś doświadczyliśmy, wydarza się raz na 100 lub 200 lat" - powiedział w sobotę główny minister Terytorium Stołecznego John Stanhope.
Spowite dymem miasto pozbawione jest prądu. Do stolicy przybył, przerywając urlop premier John Howard. Powiedział, że pożar Canberry "jest najgorszą rzeczą, jaką widział w życiu".
Wzrost temperatury oraz silny zachodni wiatr spowodowały, że ogień przeniósł się w sobotę rano z płonącego nieopodal parku narodowego na przedmieścia, okalające Canberrę od północy, południa i zachodu.
Według strażaków, choć w sobotę wieczorem spadła temperatura i osłabł wiatr, kryzysowa sytuacja jeszcze nie minęła. Trwająca w tej części kraju niespotykana od stu lat susza, sprzyja rozprzestrzenianiu się ognia.
em, pap