Ukraina zrywa współpracę. Rosjanie wrócili na granicę

Ukraina zrywa współpracę. Rosjanie wrócili na granicę

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Petro Poroszenko, Liewig Christian / newspix.pl / Źródło: Newspix.pl
Jak podaje "Rzeczpospolita", na granicę z Ukrainą wróciła rosyjska armia. Ukraińska Rada Bezpieczeństwa rozpoczęła operację demarkacji, wyznaczając w terenie prawie 2 tys. km na granicy z Rosją. Zadaniem Rady jest wydłużenie pasu ochronnego po to, aby zapobiec przenikaniu zbrojonych na terenie Federacji bojowników.
Oba państwa umówiły się w 2003 r. co do wspólnej granicy. Kolejnym krokiem miała być delimitacja (dokładne wyrysowanie na mapach), a następnie - demarkacja. Przez 10 lat jednak Rosja przedłużała proces, dopiero w listopadzie 2013 r. wkopując słup graniczny.

We wtorek rosyjscy politycy zbojkotowali ustalenia ukraińskiej Rady, mówiąc, że "jednostronna demarkacja jest nieważna". Przypomnienia kijowskiego MSZ o tym, że dokładnie tak samo zachowała się Rosja w przypadku Gruzji, Estonii i Łotwy, na nic się nie zdały.

Można odnieść wrażenie, że Rosja sama wyznacza przebieg granicy z Ukrainą, rozmieszczając swoje oddziały. Według kpt. Aleksija Arestwycza, ukraińskiego analityka, najwięcej sił zgromadzono w rejonie obwody donieckiego.

– Dziś nie ma już szans na przeprowadzenie pokojowej operacji, takiej jak na Krymie.  Jeżeli będzie pomoc z Moskwy, to będzie to jawna operacja wojskowa – powiedział lider separatystów ze Słowiańska Igor Striełkow.

– Codziennie pojawiają się w rosyjskiej propagandzie kłamstwa, które mogą się stać powodem do bezpośredniego ataku. Putin cały czas trzyma tę kartę w grze – mówi „Rz" kijowski analityk Ołeksij Melnyk.

Na  terenie Doniecka i Ługańska wojskom Rosji może przeciwstawić się ok. 20 tys. żołnierzy i gwardzistów. Arestowycz szacuje, że do zakończenia „antyterrorystycznej operacji" i ochrony granicy na wschodzie potrzebnych jest 100–150 tys. żołnierzy.

– Brakuje nam zasobów materialnych i finansowych do przeprowadzenia powszechnej mobilizacji – mówi Melnyk. – Poza tym stabilizować sytuację należy nie tylko środkami wojskowymi, ale przede wszystkim politycznymi.

– Rosja ma jedynie dwa wyjścia: rozpocząć wojnę z Ukrainą, wkraczając z ciężkim sprzętem i lotnictwem, lub zostawić wszystko, jak jest, wtedy Noworosja wytrzyma najwyżej dwa–trzy tygodnie – mówił w poniedziałek Striełkow.

We wtorek głowa państwa Petro Poroszenko poinformował o zerwaniu współpracy wojskowo-technicznej z Rosją, zaś kremlowski wicepremier Dmitrij Rogozin oświadczył, że to bez znaczenia, gdyż już od 10 czerwca rząd „przyjął plan zamiany importowanych składników na ojczyste".

Rosjanin Aleksander Golc wyliczył, że Ukraina współpracowała z 859 rosyjskimi przedsiębiorstwami, a ok. 400 z nich było całkowicie uzależnionych od tych dostaw.

– Na Ukrainie zwiększy się bezrobocie na wschodzie kraju, około 30 tys. ludzi zostanie wyrzuconych na bruk – mówi „Rz" ekonomista dr Aleksander Ochrimienko. – Jest to cena za zbliżenie Ukrainy z NATO; prędzej czy później Kijów musiałby zamknąć te przedsiębiorstwa. Kraje zachodnie nie są nimi zainteresowane, ponieważ zorientowane są one przeważnie na rynek rosyjski i oparte na rosyjskich technologiach.

Rzeczpospolita
 2

Czytaj także