Natomiast anonimowy urzędnik Departamentu Stanu, cytowany przez Associated Press, podał, iż sprawa sił ONZ w Iraku, a przede wszystkim pozostawienia ich pod dowództwem USA, była jednym z głównych przedmiotów rozmów, prowadzonych w ubiegły czwartek przez sekretarza stanu USA Colina Powella w nowojorskiej siedzibie ONZ. Powell zabiegał też o uchwalenie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji, na mocy której utworzone miałyby zostać siły pokojowe, działające pod egidą ONZ w Iraku.
Zdaniem amerykańskiej agencji prasowej, misja Powella zakończyła się niemal całkowitym fiaskiem, gdyż wśród członków Rady nadal nie zapomniano o tym, że USA zadecydowały o interwencji w Iraku wbrew stanowisku RB ONZ. Ambasador USA w ONZ John Negroponte przyznał w zeszły poniedziałek, że "w kwestii rezolucji w sprawie Iraku zabiegi USA doprowadziły donikąd".
Propozycje, o których mówił Armitage - pisze AP - faktycznie nie oznaczają wysłania sił ONZ do Iraku, lecz jedynie zaaprobowanie przez Radę Bezpieczeństwa dyslokacji w tym kraju sił wielonarodowych pod dowództwem USA. Podobne rozwiązanie zresztą zastosowano na wiosnę, gdy RB ONZ zgodziła się na wysłanie francuskich sił do objętego zamieszkami Konga.
sg, pap