Waszyngton w imigracyjnym potrzasku

Waszyngton w imigracyjnym potrzasku

Ameryka podobnie jak Europa przegrywa wojnę z nielegalną emigracją z południa. Ale pierwszy raz Latynosi mogą zdecydować, kto wygra wybory.

Na początku lipca Francisco Sanchez bez powodu zastrzelił 32-letnią Kathryn Steinle spacerującą z ojcem zatłoczonym wybrzeżem w San Francisco. Szaleńców w Ameryce nie brak, ale Sanchez był także nielegalnym imigrantem, i to już pięciokrotnie deportowanym z USA. Miał na swoim koncie siedem wyroków skazujących, w tym dwa związane z narkotykami. Z dnia na dzień Sanchez stał się symbolem wielkiej batalii o politykę imigracyjną.

Antyimigracyjne nastroje

Morderstwo w San Francisco obudziło antyimigracyjne demony. Republikański kandydat na prezydenta, miliarder i magnat rynku nieruchomości Donald Trump, oświadczył, że imigranci przekraczający granicę to zbrodniarze i handlarze narkotykami. Jego wypowiedzi na wiecach wzbudzały aplauz konserwatywnego elektoratu. W Las Vegas pokazał się w towarzystwie Jamiela Shawa, którego syn został zamordowany w 2008 r. przez nielegalnego imigranta. Pojawił się tam też kontrowersyjny szeryf powiatu Maricopa w Arizonie Joe Arpaio, znany z urządzania obław na nielegalnych przybyszy.

STRASZENIE IMIGRANTEM

Próba stygmatyzowania całej grupy społecznej musiała wzbudzić sprzeciw. – Bogaci i potężni próbują zasiać strach przed imigrantami, ale ci, którzy z nimi pracują, wiedzą, że są to ludzie, którzy przede wszystkim są gotowi tu ciężko pracować – mówi „Wprost” pastor Mark Hallinan z organizacji NYS Interfaith Coalition for Immigration Reform. Po morderstwie w San Francisco krytycznie o polityce imigracyjnej administracji, choć w bardziej stonowany sposób, wypowiedzieli się inni kandydaci do Białego Domu. Nawet Hillary Clinton, zwolenniczka legalizacji pobytu większości z 11 mln nielegalnych imigrantów mieszkających w USA, pytała, co Sanchez robił w San Francisco po pięciu deportacjach.

W centrum krytyki znalazły się tzw. miasta azylowe, gdzie lokalna policja nie wydaje uchodźców służbom imigracyjnym, a w zamian może liczyć na pomoc „nieudokumentowanych” w ściganiu mafii narkotykowych. Zwolennicy ostrej kontroli imigracji powołali się na raport waszyngtońskiego antyimigracyjnego think tanku Center for Immigration Studies, z którego wynika, że w ciągu ośmiu miesięcy lokalne władze w 276 miastach wypuściły na wolność ponad 8 tys. nielegalnych imigrantów z przeszłością kryminalną. Większość z tych osób została ponownie aresztowana i oskarżona o ponad 7 tys. kolejnych przestępstw. Autorka raportu Jessica M. Vaughan odpowiedzialnością za tę sytuację obarcza administrację Baracka Obamy. „Jedynym efektywnym rozwiązaniem jest uchwalenie przez Kongres prawa nakazującego lokalnym organom ścigania ścisłą współpracę ze służbami imigracyjnymi” – twierdzi Vaughan.

Mimo uszczelnienia granic imigranci nadal napływają z południa do USA – alarmują zwolennicy kontroli imigracji, którzy każdą próbę zalegalizowania statusu milionów nielegalnych przybyszów atakują jako amnestię. W rzeczywistości napływ imigrantów do USA zmalał od czasów recesji. Zmieniła się natomiast struktura emigracji. Południową granicę tysiącami przekraczają dzieci. W czerwcu dzień w dzień zatrzymywano na granicy ponad 120 nieletnich z państw latynoskich, a w całym roku 2015 – ponad 25 tys. Wędrują samotnie, ale na ślepo. Ponieważ amerykańskie prawo zakazuje natychmiastowej deportacji dzieci niepochodzących z Kanady bądź Meksyku, zatrzymani przechodzą pod opiekę Departamentu Zdrowia. W praktyce oznacza to przekazanie ich pod opiekę krewnych w USA do czasu rozpoczęcia sądowych procedur deportacyjnych. Około 95 proc. nieletnich nie pojawia się w sądzie i zaczyna nowe życie w USA.

Mit złego imigranta

Wszystko to nie oznacza jednak, że imigranci w swojej przeważającej większości są w USA elementem kryminogennym. Według Bureau of Justice Statistics w amerykańskich zakładach karnych – federalnych i stanowych – przebywa obecnie 73,7 tys. osób niebędących obywatelami amerykańskimi. To około 5 proc. wszystkich uwięzionych. Tymczasem odsetek osób urodzonych za granicą i mieszkających w USA – legalnie lub nielegalnie – wynosi 13,1 proc. Według proimigracyjnego Immigration Policy Center trzykrotnemu wzrostowi populacji nielegalnych imigrantów w latach 1990-2013 towarzyszył spadek o połowę liczby przestępstw z użyciem przemocy, a o 41 proc. – kradzieży. Przyczyna jest prosta – imigranci, obawiając się kłopotów i deportacji, rzadziej wchodzą w konflikt z prawem.

Jesienią 2014 r. Barack Obama, rozdrażniony bezczynnością Kongresu w sprawie imigracji, postanowił działać na własną rękę. Biały Dom ogłosił dwa programy (DACA i DAPA) otwierające drogę do zawieszenia deportacji nawet 5 mln osób. Chodziło o dzieci nielegalnych imigrantów, które przywieziono do USA bez ich woli, oraz o rodziców wychowujących dzieci urodzone w USA. Rozporządzenia Obamy nigdy jednak nie weszły w życie. 26 stanów rządzonych przez republikańskich gubernatorów zakwestionowało ich konstytucyjność w sądzie federalnym. Pozew wniesiono w Teksasie, gdzie sędziowie są bardziej konserwatywni niż w liberalnych miastach Północy. Sąd wstrzymał wejście prawa w życie do czasu rozpoznania wniosku.

Wyborcy Latynosi

Na rozpowszechnianie stereotypów zareagował nawet konserwatywny „Wall Street Journal”: „Trump chce przestraszyć wyborców, a z nowo przybyłych uczynić przestępców”. Niemniej Ameryka wciąż stoi przed pytaniem, co zrobić z 11 mln nielegalnych imigrantów. Kolejna amnestia oznaczałaby jeszcze większe dysproporcje demograficzne w USA. Latynosi są już najliczniejszą mniejszością etniczną w Stanach. Bez ich poparcia niemożliwe jest wygranie wyborów prezydenckich. W poprzednich wyborach latynoskie głosy zadecydowały o wynikach w 14 stanach. W tym roku przesądzą o wyniku w 16 stanach. Republikanie też potrafią liczyć i nie ukrywają irytacji z powodu wypowiedzi Donalda Trumpa. Wiedzą, że od humoru Latynosów może zależeć to, jaka partia będzie kontrolowała Biały Dom. ■

©℗ Wszelkie PRAWA ZASTRZeżone

Okładka tygodnika WPROST: 30/2015
Więcej możesz przeczytać w 30/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0