Organizatorzy protestu oceniają, że wzięło w nim udział 150 tysięcy ludzi; policja mówi o zaledwie 25 tysiącach.
Dziesięć tysięcy włoskich policjantów strzeże Busha i jego delegacji. Ambasada USA w Rzymie wezwała Amerykanów, by w Wiecznym Mieście unikali wszelkich zgromadzeń. Premier Włoch Silvio Berlusconi przyznał, że jest zaniepokojony groźbą zamieszek podczas wizyty amerykańskiego prezydenta.
Większość Włochów była przeciwna wojnie w Iraku, ale Berlusconi wysłał tam 3 tysiące żołnierzy z zadaniem pomagania w odbudowie po obaleniu reżimu Saddama Husajna.
Bush przybył do Rzymu z okazji 60. rocznicy wyzwolenia miasta przez Aliantów. W sobotę odlatuje do Paryża.
Oprócz wielkiego marszu, w Rzymie odbyło się w piątek wiele mniejszych protestów przeciwko wizycie Busha. Policja nie interweniowała.
ss, pap