Kto nie był Don Corleone?

Kto nie był Don Corleone?

Musiałeś być charakterniakiem. Nie mogłeś być „pizdą karmiony”, czyli być alfonsem, nie mogłeś zarabiać na prostytucji, nie mogłeś brać narkotyków. Taki był świat grypsery, prawilniaków, złodziei, którzy byli prawdziwymi gitami – opowiada świadek koronny Jarosław S., ps. Masa. W rozmowie z Sylwestrem Latkowskim i Cezarym Bielakowskim.

Czy w Polsce jest mafia? Czy umarła wraz z zamknięciem „Pruszkowa”?

Mafia przybrała zupełnie inny charakter i wymiar. Ta mafia jest w głębokim podziemiu i zajmuje się szeroko pojętym biznesem.

Wspomniałeś, że wy byliście mafią…

…trzepakową, bo prawdziwa mafia to były Wojskowe Służby Informacyjne, stare SB, ludzie, którzy zostali źle zweryfikowani, nie kontynuowali służby i musieli się gdzieś podziać. I to była ta prawdziwa mafia. Lata 90. to było polskie eldorado.

Jest taka teoria, że ta mafia trzepakowa była inspirowana przez służby specjalne PRL. Czy grupa „Pruszkowa” była samodzielna?

Owszem, aczkolwiek nasze interesy się splatały. „Inspirowana” to zbyt wielkie słowo. Po prostu tym ludziom pasowało, żebyśmy robili dużo hałasu wkoło siebie, żebyśmy zwracali na siebie uwagę mediów i policji, a oni stali w cieniu i zarabiali grubą kasę.

O Pershingu się mówiło, że był agentem UOP. Ty go znałeś.

Znałem, ale nie na tyle, żebym ja mu powiedział o swojej współpracy z Urzędem Ochrony Państwa, a on mi o swojej.

A związki Pershinga ze Służbą Bezpieczeństwa? Wiadomo, że początki Pershinga, jego interesy, kasyna, sięgają dużo dalej, czasów PRL.

Każdy to wie, tylko że każdy w jakimś tam stopniu się tego wypierał. Cóż, temat nie był kontynuowany. Po prostu każdy wierzył w zapewnienia Pershinga. Był za duży, żeby mu zarzucać takie rzeczy. Za duży i za silny. To WSI były animatorem tych poczynań. Przyszli najpierw do nas, czyli do Kiełbachy i do mnie. Chcieli sprzedać helikoptery, wozy pancerne, różną broń. Mieli szeroki asortyment do zaoferowania. My nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić.

Który to był rok?

1993 albo ’94,… chyba ’93. Wtedy poszliśmy do Pershinga z Kiełbasą i daliśmy mu ten kontakt. On od razu się zorientował, że można na tym zarobić i poprzez B. i G. poszedł duży transport helikopterów i czołgów do Syrii.

Gruba sprawa za ciężkie pieniądze.

No, gruba i ciężkie pieniądze na tym zarobili.

Czyli Pershing współpracował z WSI?

Współpracował akurat przy tym dealu.

A w innych sprawach?

Nie mam wiedzy.

Jakim człowiekiem był Pershing?

Z pewnością był gangsterem. Natomiast był gangsterem bardzo pozytywnym. My byliśmy młodymi chłopcami – ja, Kiełbasa, Szarak i młodzież pruszkowska – patrzyliśmy na bandę Parasola, Barabasa i innych, starszych od nas gangsterów, z wielką miłością i zazdrością. Dążyliśmy do tego, żeby być podobni do nich. I dopiero później, kiedy widzieliśmy, jak oni się zachowują i łamią zasady, ten świat nam się rozwalił i legł w gruzach. Natomiast Pershing był takim charakterniakiem z krwi i kości.

O jakich zasadach mafii mówisz? Wymień je.

Na przykład charakterność. Jeden drugiemu pomaga, jeżeli ten pójdzie do więzienia – takie elementy grypsery. Nie możesz być „pizdą karmiony”, czyli być alfonsem, nie możesz czerpać korzyści z prostytucji, nie możesz brać narkotyków, nie mówię już o porwaniach dzieci dla okupu i innych rzeczach. Taki świat grypsery, taki prawdziwy świat grypsery, takich prawilniaków, złodziei, którzy odbywali wyroki i byli prawdziwymi gitami.

I Pershing taki był?

Taki był, tak się zachowywał, był takim charakterniakiem.

Czyli miał dwie tożsamości – jedną na użytek gangu, gdzie był prawdziwym git-człowiekiem, a drugą na użytek mediów, spotkań biznesowych.

Ale ta druga tożsamość była wykreowana przez media, bo on nie miał dwóch twarzy. Zachowywał się zawsze tak samo. Jak wyszedł na wolność w 1998 r., wszyscy starzy polecieli do Pershinga i napsioczyli na mnie, że kiedy on siedział, a oni walczyli z Niewiadomskimi, czyli z Wariatem i z Dziadem, ja wtedy zarabiałem pieniądze, że pozabierałem mu interesy, narobili wielkiej poruty wokół tej całej sprawy. Chodziło o to, żeby mnie zgnoić, wypędzić i zabrać majątek, bo byłem już wtedy bardzo majętnym człowiekiem. Pershing w to nie uwierzył. Poprosił mnie o rozmowę. Ujął się za mną i stanął przeciwko całej grupie starego „Pruszkowa”. Ta sprzeczka doprowadziła do tego, że ja się pożegnałem z grupą pruszkowską i poszedłem do Pershinga.

Wtedy powiedziałeś swoim chłopakom: „Jesteśmy z Pershingiem, musimy się wykazać”.

Dokładnie.

Dlaczego się musiałeś wykazywać?

Chciałem mu swoimi czynami podziękować za to, że jest charakterny, za to, że jest uczciwość w grupie, za to, że mogłem istnieć dalej. Więc kazałem Frankowi, żeby zrobił coś ciekawego. Ciekawym tematem, który mi podsunął Korek z Mokotowa, było opodatkowanie wszystkich maszyn do gry wstawianych do lokali. To nam faktycznie przyniosło fortunę dużo większą niż narkotyki.

To był ten moment, w którym „Pruszków” wprost był związany ze światem polityki.

No tak, wtedy żeśmy nieświadomie wdepnęli właśnie w świat polityki. Rozmawiali ze starymi. Rozmowa okazała się na tyle konstruktywna, że oni przejęli sześć firm, które finansował SLD, i zabronili się nam do nich dotykać. To były firmy, które miały od paruset do paru tysięcy maszyn.

A nie czułeś, że organa ścigania nie chcą naprawdę dojść, kto stoi za tymi politykami?

W latach 90. policji jako takiej nie było. Wystarczyło dobrze zarabiać, żeby mieć poukładanych i polityków, i policjantów. Niejednokrotnie byliśmy na rautach, którym nasza obecność dodawała pikanterii. Oni się cieszyli znajomością z nami, że mogli się pokazać z nami, zarówno politycy, jak i biznesmeni.

Jakiś konkretny przykład?

Wolałbym o tych rautach nie rozmawiać. To są za silni ludzie, za mocni, którzy w tej chwili są w pierwszej setce ludzi „Wprost”.

Pierwsza setka to lista najbogatszych biznesmenów. Politycy też?

W latach 90. ten świat się nie rozłączał, więc biznes z polityką to było jedno. Każdy biznesmen miał jakiegoś polityka.

Te rauty były wyrazem zażyłości? Wiadomo, w świecie szemranego biznesu każdy kontrakt powinien się skończyć w agencji towarzyskiej.

Niejednokrotnie tak się kończyło, mieszanie świata biznesu, gangsterki i polityki pozwalało w wielu miejscach spinać pewne klamry, które były nie do spięcia w innych sytuacjach. To było nagminne. Spinając te klamerki, robiło się bardzo duży deal.

Czyli nie czułeś woli, że chcą dopaść polityków, prawdziwych mafiosów, tak jak się to robi we Włoszech, gdzie o udział w mafii oskarżyło się premiera.

Ja po prostu się bałem. Tylko ja wiem, jak było mi ciężko jako świadkowi koronnemu za czasów SLD.

To powiedz.

Nie mogę na ten temat rozmawiać, bo to wchodzi w pakiet rzeczy tajnych, który podpisałem. Musicie wierzyć mi na słowo, że nie było mi łatwo istnieć w tym programie przez to, co zeznałem.

Ty, pierwszy skruszony gangster, który doprowadził do rozbicia jednej z większych grup mafijnych, czułeś się w tamtym okresie zagrożony?

Oczywiście, że tak się czułem. Grupa policjantów, która mnie pilnowała, dostała dosłownie rozkaz z góry, żeby mnie odwieźć do Pruszkowa i zostawić w Nadarzynie przy trasie. Ja w akcie desperacji dzwonię po prokuratora, który natychmiast idzie do ministra sprawiedliwości, wtedy Lecha Kaczyńskiego, i jakoś się uratowałem.

Myślisz, że chcieli cię sprzątnąć? Wystawić, żeby ktoś sprzątnął?

Jestem tego pewny. Po co mieliby mnie wieźć pod Pruszków?

Tu jest telewizor. Często widzisz w telewizji polityków, o których wiedziałeś w tamtym czasie, że są połączeni z mafią?

Idziemy trochę za głęboko.

Ale ogólnie powiedz. Widujesz takich ludzi czy nie?

Ogólnie powiem, że widuję ludzi, którzy kiedyś mieli bliski kontakt z nami.

I są na świeczniku polityki?

Są.

To powiedz o tej mafii. Czym był „Pruszków”, że stał się synonimem mafii w Polsce?

To była zbieranina młodych, ambitnych ludzi, którzy mieli ciąg do pieniądza, do zrobienia jakiejkolwiek kariery. Na nich czekało biedne miasto i biedna egzystencja.

Takich miast jest w Polsce od cholery.

Są miasta, w których jest rozwinięta patologia, ale nie tak jak w Pruszkowie. W latach 70. czy 80. człowiek z Pruszkowa skazany za złodziejstwo dostawał dwa lata więcej za pochodzenie. Więc ten Pruszków był ością w gardle wymiaru sprawiedliwości dużo wcześniej, niż powstawała mafia, zanim my dołączyliśmy. Pamiętam, że w latach 70. już powstała grupa Barabasa, a w latach 80. czytałem już o niej książkę.

Jak ty zaczynałeś w Pruszkowie?

Żeby przeżyć w tym mieście, trzeba było mieć twardy charakter i się dobrze bić. Jak się wracało wieczorem z miasta i miało się za sobą dwie, trzy solówki, to był spokojny dzień. To było naprawdę niebezpieczne środowisko.

A jak wstąpiłeś do mafii?

Do mafii się nie wstępuje. To po prostu pasowało. Z Kiełbasą byliśmy znanymi osobami, pasowaliśmy do całokształtu i weszliśmy w struktury. Dlaczego zostałem gangsterem? Bo nie miałem innej perspektywy, nie miałem możliwości kształcenia się. Mogłem zostać albo bramkarzem, albo kierowcą tira, bo tylko te dwa zawody dawały duże zyski. Więc wybrałem bramkę, a później to tak się potoczyło. Poszedłem w tę ciemną stronę i zostałem gangsterem.

Pamiętasz swoje pierwsze przestępstwo?

Tyle ich popełniłem, że nie pamiętam. Moje życie od 17.-18. roku życia to było pasmo przestępstw. Najpierw były pobicia. Jako 17-latek stałem na bramce w Pruszkowie, więc o czymś to świadczy. Niejednokrotnie zabrałem portfel po pobiciu, więc takie typowe 210 kk. Robiło się wszystko, żeby zdobyć pieniądze.

A gdzie była wtedy policja?

Policji nie było. Wtedy każdy się z niej śmiał.

Byliście de facto władzą na swoim terenie?

Oczywiście. Dlatego jeżeli komuś zginął samochód, to nie leciał na policję, tylko do nas, i robiło się wykupki. Byliśmy bezczelni. Jak chcieliśmy się napić z Bysiem, to piliśmy na środku Kraszewskiego, koło komendy, a radiowozy, które wyjeżdżały na patrole, przejeżdżały przez klomb i pas zieleni, wymijając nas i łamiąc sobie felgi. Tak działaliśmy na policjantów. Po prostu się nas bali. Wiedzieli, że wiemy, gdzie mieszkają, i w każdej chwili możemy ich dojechać. Sialiśmy strach. W latach 90. było tak, że jak się upiłem, wchodziłem na komendę, kopałem w dyżurkę i oni mnie na sygnale wieźli tam, gdzie mafia pruszkowska się spotykała, czyli do Polonii. A jak w Polonii widzieli radiowóz na sygnale, wiedzieli już, że wiozą Masę i że zaraz będzie chlanie.

Jak zdobyliście Polskę?

Trochę dzięki mediom, bo to one nas wykreowały. Zaczęło się pisać, już po Dżordżu, że jesteśmy regularną mafią. Każdemu to imponowało. Pamiętam, jak pojechaliśmy z Bysiem do Leszna, bo tam było zagłębie samochodowe i ludzie, którzy ściągali auta z Niemiec. Wymyślili sobie, że jak będą współpracowali z nami, to będą bezkarni. Dobrze kombinowali. Pojechaliśmy tam. Pamiętam, że była biesiada w lokalnym pubie. Pełno ludzi. I ten właściciel, jak już sobie popił, wziął od Chińczyka dowód i po pyskach ich wszystkich: „Zobacz, chuju, z Pruszkowa przyjechali”. Dla nich to było coś niespotykanego, że gangsterzy przyjechali i są w Lesznie i że oni mogą napić się z nami wódki. To się skończyło potworną balangą, zakończoną oczywiście kurestwem.

Do jakich kwot doszedł „Pruszków”?

Na początku to nie były duże pieniądze. To były dziesiątki tysięcy dolarów, natomiast później to już były bardzo grube pieniądze.

Miliony, miliardy?

Ja sam zarabiałem z maszyn 3-4 mln dolarów miesięcznie. To pokazuje skalę.

Gdzie ty trzymałeś te 3 mln dolarów?

Dzieliłem się nimi z Pershingiem, czyli mieliśmy już po półtora.

W co mafia inwestowała pieniądze?

W grunty, w firmy, we wszystko, w co się dało. Trzeba brać pod uwagę, że byliśmy bardzo nowobogaccy. Tam, gdzie jechaliśmy, zostawialiśmy walizki pieniędzy. Głośny był przypadek Mikołajek, gdzie pojechaliśmy na trzy dni, byliśmy tydzień i nie starczyła nam walizka banknotów, i trzeba było przywieźć drugą.

Mówi się, że część nowych osiedli i apartamentowców jest budowana przez mafię albo na terenach mafii – na jej gruntach, przez jej firmy deweloperskie, to prawda?

Był taki czas, kiedy ci z wyżyn struktury grupy pruszkowskiej zarobili naprawdę duże pieniądze i szli w legal. Tak jak ja – wiedziałem, że muszę przestać, ale nigdy się do tego nie zabrałem na poważnie. Przecież ja zarabiałem 100 tys. zł tygodniowo legalnie w Planecie, więc to było 400 tys. zł miesięcznie, tylko w Planecie. A gdzie jest Dr Witt, na którego wyłożyłem pieniądze? Gdzie inne duże firmy, które były naszymi firmami?

Podliczyłeś kiedyś, ile mafia pruszkowska zabiła ludzi?

Nie. To nie było aż tak. Nie byli takimi wilkami. Tu chodziło tylko o walkę z Dziadem, który ciągle im przeszkadzał – mówię o Wieśku Niewiadomskim.

A śmierć Pershinga?

Do tego się przyczynili Słowik i Malizna.

Pershing nie miał ochrony, nie czuł zagrożenia?

Tu bardzo zawinił jasnowidz Jackowski, któremu Pershing bardzo wierzył, a który powiedział, że Pershing na pewno umrze w łóżku, mając 102 lata. I on to traktował śmiertelnie poważnie. W ogóle śmiertelnie poważnie traktował Jackowskiego. Jak coś się działo, to latali do niego jak do wróżki.

Po śmierci Pershinga musiałeś zdać sobie sprawę, że będziesz następny?

Tak, zdawałem sobie sprawę, ale byliśmy ciągle za mocni. Zawsze było jakieś zagrożenie. Przypominam, że na moje życie było kilka ataków. Kilka się nie udało, jak chociażby ta bomba pod samochodem, gdzie akurat miałem, nie wiem, farta. Bysio się zatrzymał nie przy tym samochodzie, przy którymi miał, za co dostał duży opierdziel ode mnie, bo szedłem z dużymi torbami z delikatesów. Gdybym przechodził tam, gdzie zawsze, toby mnie po prostu ścięło do połowy. A tak, to mi tylko zostały uszy od toreb w ręku. Bomba zrobiła spustoszenie w moich zakupach.

Dlaczego postanowiłeś rzucić żywot gangstera?

Zacząłem współpracować z Piotrem Wróblem od 1994 r., kiedy doszliśmy do wniosku z Kiełbasą, że już faktycznie wszystkie zasady zostały połamane. Zaczęły się zabójstwa, narkotyki, porwania dla okupów, i to właśnie dzieciaków – przypominam, że to były czasy, kiedy porwali dzieciaka. Miał 14 czy 15 lat i wyglądał na dużego chłopca, ale to było jeszcze dziecko. Postanowiliśmy z Kiełbasą, że będziemy działać destrukcyjnie w stosunku do grupy pruszkowskiej. I tak się działo. Przez całe sześć lat byłem informatorem policji, starałem się osłabić mafię poprzez opowieści i informacje, które przekazywałem Wróblowi. Zaowocowało to wykrywaniem wielu spraw, które nie miały szansy zostać wykryte, jak np. pacyfikacja grupy Rympałka. Opowiedziałem Wróblowi również o napadzie stulecia, o innych napadach, których dokonywała grupa Rympałka, o Gammie. Oni krzyczeli „hurra!”, bo ja im dosłownie dałem skład personalny tego komanda, które wpadło do Gammy, łącznie ze zdjęciami. Tylko po prostu taka była policja, że nie potrafili tego dopiąć i dokończyć.

Z drugiej strony dalej prowadziłeś sobie spokojnie żywot gangstera, a współpraca z policją dawała ci dodatkową gwarancję.

Dawała mi gwarancję, że nikt mnie kałasznikowem w nocy nie obudzi.

W Wadowicach podjąłeś decyzję zostania świadkiem koronnym. Jak podchodzono do ciebie, żebyś stał się koronnym?

Decyzja o zostaniu świadkiem koronnym była dla mnie bardzo ciężka i spadła jak grom z jasnego nieba, bo nigdy nie chciałem w ten sposób kończyć z przestępczością. Chciałem w taki stonowany sposób odejść. Ale w więzieniu w Wadowicach dowiedziałem się od żony, że mafia pruszkowska powiedziała mojemu synowi, że będzie leżał koło ojca, będzie zlikwidowany, że jeździli za moją żoną, próbowali ją staranować, wielokrotnie w nocy krzyczeli: „Szykuj, kurwo, drewniany garnitur dla męża”, czyli trumnę. No to co miałem zrobić?

Ile czasu jesteś świadkiem koronnym?

12 lat.

Nie korci cię, żeby pójść na grób Pershinga, swojego dawnego kumpla? Pewnie nie możesz, bo to zbyt ryzykowne. Może jednak byłeś?

To nie jest ryzykowne, absolutnie, ale po prostu nie mam takiej potrzeby, bo gdybym miał potrzebę pójścia na groby swoich kolegów, to musiałbym spędzić tam jakiś tydzień. Po co się wpędzać w jakieś złe nastroje? Czy to nie jest istotne, że myślę dobrze o Pershingu, że był taki człowiek? Co ja zrobię na tym grobie? Pomodlę się? I gdzie to pójdzie?

Nie boisz się, że ktoś może się zemścić?

W jaki sposób?

Zabić cię, zlecić zabójstwo.

Próbowali już. Muszę brać pod uwagę, że jakiś wariat po narkotykach i wódzie może sobie coś takiego wymyślić. Przecież jaki to byłby zaszczyt dla niego i jaka renoma w pudle, że zastrzelił Masę. Ale zagrożenie jest teraz z pewnością dziesięć razy mniejsze, niż kiedy zaczynałem ten program. Poza tym wierzę w ten system ochrony świadków w Polsce, bo on doskonale działa.

A jak wyjdzie Słowik, Parasol już wyszedł, nie boisz się tego?

Wyszedł trochę groźniejszy niż Słowik, czyli Raźniak. Rozmawiałem z nim. Powiedział wręcz, że dobrze zrobiłem, bo przynajmniej teraz będzie można w tym kraju wychowywać dzieci.

A jak patrzysz na tych młodych wilczków aspirujących do bycia gangsterami, jak słyszysz o nich, to co myślisz?

Jak patrzę trzeźwy, ogarnia mnie śmiech, a jak pijany, to podszedłbym do nich i chlasnął w japę. Po prostu. Takie proste odczucia.

Masz rodzinę. Czujesz, że jesteś już kimś innym?

Ewoluuję. Zmieniam się. To nie była gwałtowna transformacja. Na początku była szczera chęć zmiany. W tej chwili to tylko procentuje. Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że już jestem innym człowiekiem i odkupiłem wszystkie winy. Będę je odkupywał do końca życia, bo wiem, że napsociłem mnóstwo.

Zadowolony jesteś ze swoich dzieci?

Bardzo.

A one są dumne z ciebie?

W tej chwili tak.

Nie stawiają pytań?

To są dzieci, które mają już pod trzydziestkę. Syn skończył studia prawnicze, a córka finansowe.

Zawsze jest tak, że dzieci buntują się przeciwko rodzicom, próbują weryfikować ich życie. Nie miałeś sytuacji, że dzieci coś ci wytykały?

Nigdy nie zauważyłem u dzieci jakiegokolwiek buntu. Może dlatego, że bardzo starannie zostały przygotowane do tego życia przez moją małżonkę, bo to ona głównie zajmowała się wychowywaniem dzieci przez długi czas. Nawet policjanci, którzy są kryształowymi ludźmi, z którymi współpracowałem, mieli problemy i pytali się mnie: jak to robimy, że tak wychowaliśmy dzieci, że one nie mają w sobie żadnego buntu, że mają taką pokorę wobec rzeczywistości, są tak inteligentne, dobrze ułożone? Dlatego jestem z nich dumny.

Dlatego warto było przestać być gangsterem?

Zdecydowanie tak. Aczkolwiek nie powiem, że nie mam z gangsterki satysfakcji. Zresztą kto nie oglądał „Ojca chrzestnego” i nie był don Corleone? Jakąś złotą literą w historii polskiej gangsterki się zapisałem, z czego jestem dumny. Ale dumny jestem też z tego, że to zakończyłem i że w tej chwili żyję życiem normalnego człowieka.

Rozmowa z Masą została przeprowadzona do serialu dokumentalnego Polsat Play „Tajemnice polskiej mafii”, który można zobaczyć w środy o godz. 21.30.

Masa

Jarosław S., z zawodu mechanik samochodowy, do świata przestępczego został wprowadzony przez Wojciecha Kiełbińskiego (Kiełbasę), przyjaciela z dzieciństwa. Jego przestępcza „kariera” nabrała tempa, kiedy poznał Andrzeja Kolikowskiego ps. Pershing – bossa grupy pruszkowskiej, która szybko przekształciła się w mafię. Swoją ksywkę zawdzięcza sporej nadwadze. Został złapany i aresztowany w 1999 r. pod zarzutem wymuszenia rozbójniczego – już pięć miesięcy później – w połowie czerwca 2000 r. uzyskał status świadka koronnego, a niedługo potem miano grabarza „Pruszkowa”. Bo to właśnie dzięki jego zeznaniom policji udało się rozbić jedną z największych grup przestępczych w Polsce, a jej „zarząd” skazać i wsadzić do więzienia. Za jego głowę mafiosi wyznaczyli nagrodę.

Okładka tygodnika WPROST: 18/2013
Więcej możesz przeczytać w 18/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 18/2013 (1575)

  • Pani Katarzyna z Amber Gold 30 kwi 2013, 19:00 Niedawno z trudem wiązała koniec z końcem. Potem było złoto-bursztynowe życie. Teraz są zarzuty oszukania 10 tysięcy osób na gigantyczną sumę 668 mln złotych. Katarzyna P. musiała się przenieść z ekskluzywnego apartamentu do celi aresztu. 6
  • Kto nie był Don Corleone? 30 kwi 2013, 19:00 Musiałeś być charakterniakiem. Nie mogłeś być „pizdą karmiony”, czyli być alfonsem, nie mogłeś zarabiać na prostytucji, nie mogłeś brać narkotyków. Taki był świat grypsery, prawilniaków, złodziei, którzy byli prawdziwymi gitami – opowiada świadek koronny... 10
  • Wymyślony świat Katarzyny 30 kwi 2013, 19:00 W czerwcu na wokandę wraca proces matki Madzi. Czy sąd skaże ją za zabójstwo na podstawie poszlak i opinii biegłych? Do tej pory Katarzyna zręcznie prowadzi grę ze śledczymi. I teoretycznie ma szanse się wybronić. 16
  • Bezkarność w sieci 30 kwi 2013, 19:00 Tarno, trzydziestokilkulatek, Holender o azjatyckich korzeniach, od 11 lat żyje luksusowo. Dzięki tysiącom kart kredytowych ludzi z całego świata. Policji w całej Europie to nie przeszkadza. 20
  • Parada zabójców Papały 30 kwi 2013, 19:00 Zabójstwo szefa policji generała Marka Papały. Po 15 latach śledztwa nadal nie wiadomo, kto strzelał i dlaczego. Sąd wznowił zawieszony proces, ale prokuratorzy stanowisk nie pogodzili. 24
  • Piętno czerwonej pajęczyny 30 kwi 2013, 19:00 Dziesięć lat temu afery Rywina i starachowicka zmiotły lewicowych notabli z polityki. Rywinowcy po latach wracają do łask. Bohaterowie „starachowickiej” zniknęli na dobre. Ale też by chcieli wrócić. 28
  • Najważniejszy szpieg Ameryki 30 kwi 2013, 19:00 Pierwsze spotkanie, współpraca, ewakuacja, życie w Stanach Zjednoczonych. O pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim opowiada David Fordon, emerytowany oficer CIA, który nadzorował jego działalność wywiadowczą. 34
  • Są sympatyczni esbecy 30 kwi 2013, 19:00 Cezary Pazura przeszedł do historii grą w kultowych filmach lat 90. Teraz czuje się uwięziony w dziurawej demokracji i obrażany przez Nergala i Wojewódzkiego. 40
  • Łowcy umysłów 30 kwi 2013, 19:00 Żeby wykonywać tę pracę, trzeba mieć mocną psychikę. Większość znanych mi profilerów ma poukładane życie osobiste. Żadnych poważniejszych traum, śpią dobrze. Zbrodnie nie śnią im się po nocach – mówi Jan Gołębiowski,... 46
  • Ślad zabójcy 30 kwi 2013, 19:00 Jak ustalać czas zgonu, jak określić sprawcę po znalezionej soczewce kontaktowej i co mogą nam powiedzieć owady znalezione na zwłokach – opowiada Monika Całkiewicz, profesor Akademii Leona Koźmińskiego, kryminalistyk i była prokurator. 50
  • Cztery morderstwa bez ciał 30 kwi 2013, 19:00 To jedna z najdziwniejszych spraw kryminalnych III RP. Dwóch oskarżonych, cztery brutalne morderstwa, dziesiątki poszlak. I ani jednego ciała. 54
  • Człowiek z wyrokiem 30 kwi 2013, 19:00 Ludzi „Pruszkowa” uważał za głupich. Ich przywódcę – Pershinga – za sprzedającego się policji frajera. Sam nie przyznawał się do tego, że kieruje gangiem. – Szanują mnie, bo jestem bogaty i nikogo nie oszukałem – mówił w 1995 r. w rozmowie z... 58
  • „Artur”, czyli Sekuła 30 kwi 2013, 19:00 Były wicepremier Ireneusz Sekuła był najwyżej ulokowanym politykiem, który miał kontakty z mafią. Zaczynał jako harcerz, został wojskowym wywiadowcą. Jego znakiem rozpoznawczym była gazeta w lewej ręce. Hasło: „Jestem kolegą Żychonia”. 62
  • Zawód detektyw 30 kwi 2013, 19:00 Śledzą niewiernych małżonków, sprawdzają, jak się prowadzą nastoletnie dzieci, szukają ludzi, a ostatnio coraz częściej tropią przestępców gospodarczych. Jak wygląda praca polskich prywatnych detektywów? 66
  • Mordercze prawo serii 30 kwi 2013, 19:00 Między Bugiem i Odrą grasowało w sumie około 30 seryjnych zabójców, a ich zbrodnie wywoływały społeczną histerię. ich ofiary liczono w dziesiątkach. Niektórzy stawali się bohaterami transmisji telewizyjnych, a nawet utworów poetyckich. 70
  • Jak pić denaturat 30 kwi 2013, 19:00 Opowieść człowieka, który spędził w więzieniu 35 lat. I nie stracił poczucia humoru. Z Józefem Grzybem rozmawia Igor Zalewski. 76
  • Bezkarni sławni 30 kwi 2013, 19:00 To miał być surowy wyrok. Zanim wydał go sąd, zrobiła to opinia publiczna, bo zbrodnia, której dopuścił się Oscar Pistorius, jest wyjątkowo brutalna. Miało być sprawiedliwie, skończyło się jak zawsze, wedle starej zasady, że znanym wolno więcej. 79
  • Wet za VAT 30 kwi 2013, 19:00 Im większa dziura budżetowa, tym bardziej zbójeckie metody działania podatkowych służb specjalnych. W Polsce pałują i zakuwają w kajdany, a w Niemczech współpracują z hakerami. 84
  • Glina, ksiądz, pitbull i pies 30 kwi 2013, 19:00 Czy policjanci lubią oglądać seriale o sobie? Średnio. Dlaczego? Sprawdziliśmy. Z badań wynika, że wyraźnie dzielą je na te bliższe realu i te, które można zaliczyć do kategorii kryminalnych bajek. 90
  • Trudna okolica 30 kwi 2013, 19:00 Jestem stróżem prawa. Nie zawsze się z nim zgadzam, ale zawsze go bronię – mówi w pierwszej scenie „Bogów ulicy” policjant. Właśnie on i jego zawodowy partner są bohaterami filmu. Oraz dzielnica, w której przyszło im... 94
  • Kto kogo zabija? 30 kwi 2013, 19:00 Quentin Tarantino w swojej twórczości czerpie pełnymi garściami z tandetnych filmów lat 70. A czym będzie się żywić jego następca za trzy dekady? Takimi propozycjami jak „Zabij dla mnie”. Właściwie w filmie Michaela... 94
  • Pożegnanie z kinem 30 kwi 2013, 19:00 Steven Soderbergh obraził się na kino. Ale przed odejściem do telewizji postanowił zrealizować „Panaceum”. Film z Jude’em Lawem i Rooney Marą zaczyna się jak dramat o moralnych dylematach psychoterapeuty. Padają tu... 94
  • Arne Dahl gra jak Metallica 30 kwi 2013, 19:00 Twórczość Arne Dahla (pod tym pseudonimem kryje się szwedzki krytyk i literaturoznawca Jan Arnald) dotarła do nas późno, w momencie gdy rynek mocno się już nasycił skandynawską prozą kryminalną. Być może dlatego właśnie książki... 95
  • Na pohybel FBI 30 kwi 2013, 19:00 John Grisham nie zawodzi. Nie licząc Stephena Kinga, to chyba mój ulubiony pisarz z czołówek list bestsellerów. „Więzienny prawnik”, jego najnowsza powieść, w niewielkim stopniu wikła się w zawiłości amerykańskiego wymiaru... 95
  • Miłość w piekle 30 kwi 2013, 19:00 Groźne pomruki Korei Północnej rządzonej przez młodego Kim Dzong Una sprawiły, że świat przypomniał sobie o tym egzotycznym skansenie totalitaryzmu. Niewielkie wszelako mamy pojęcie, jak tam wygląda – i czy w ogóle jest możliwe... 95
  • Melancholia i zmęczenie 30 kwi 2013, 19:00 Jeśli się uczyć, to od lepszych od siebie. Oto krótkie wprowadzenie do świata skandynawskich kryminałów. 96

ZKDP - Nakład kontrolowany