Mordercze prawo serii

Mordercze prawo serii

Między Bugiem i Odrą grasowało w sumie około 30 seryjnych zabójców, a ich zbrodnie wywoływały społeczną histerię. ich ofiary liczono w dziesiątkach. Niektórzy stawali się bohaterami transmisji telewizyjnych, a nawet utworów poetyckich.

Władysława Mazurkiewicza lubiły kobiety. Mawiały o nim „piękny Władzio”. Był wyjątkowo dobrze ubrany, przystojny, czarujący. Nazywano go „eleganckim mordercą” lub „mordercą dżentelmenem”. Był też inteligentny. Chciał zostać prawnikiem. Zaczął nawet studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wciągnęły go jednak karty i kawiarniane życie przedwojennego Krakowa. W kampanii wrześniowej wziął udział w stopniu oficera. Po jej zakończeniu szybko się jednak zaprzyjaźnił z nową władzą. Nawiązał relacje z jednym z szefów krakowskiego gestapo i wpływową folksdojczką. Dzięki temu zdobył papiery uprawniające go do podróżowania po okupowanym kraju. Zaczął interesy: handel złotem, dewizami, kamieniami szlachetnymi. Zdobywał je, niekiedy zabijając kontrahentów. Zadawał śmierć elegancko – używał trucizny. Pierwszy atak był nieudany – ofiara przeżyła. Nie złożyła jednak doniesienia na Mazurkiewicza z lęku przed jego przyjaciółmi z gestapo. Kolejna miała mniej szczęścia. Po wojnie używał już broni palnej. Morderstwo i grabież były jego metodą na problemy finansowe. Zabijał, gdy potrzebował pieniędzy, gdy popadał w długi. Strzelał zwykle w tył głowy, a zwłoki zakopywał w należącym do niego garażu. Działał bezkarnie aż do 1955 r. Za PRL też świetnie układał sobie stosunki z władzami, był np. sędzią w kolegium ds. wykroczeń, dzięki czemu zapewne długo pozostawał bezkarny – ludzie bali się donosić na przedstawiciela rządzących. Był też zabójcą zorganizowanym. Zbrodnie precyzyjnie planował. Przy ostatniej jednak strzał nie był śmiertelny. Szpital, do którego trafiła ofiara z bólem głowy (jak się okazało, tkwiła w niej kula), zawiadomił milicję. Mazurkiewicza ujęto w kawiarni w Zakopanem. Dziesięć miesięcy później, 30 sierpnia 1956 r., ogłoszono wyrok. Uznano go za winnego sześciu zabójstw i dwóch usiłowań. Początkowo przyznawał się do winy, w procesie jednak wszystko odwołał. Skazano go na ośmiokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano w styczniu 1957 r. na Montelupich w Krakowie. Tuż przed egzekucją powiedział podobno tylko: „Do widzenia, panowie. Niedługo wszyscy się tam spotkamy”.

Przeżycie warte szubienicy

W Krakowie działał też inny słynny seryjny zabójca. Karol Kot. Cichy maturzysta z inteligenckiej rodziny, członek związku strzeleckiego, grzeczny, rozpieszczany przez matkę i babkę chłopiec o sadystycznych skłonnościach zabijać zaczął dziewięć lat po ujęciu Mazurkiewicza. Kot był kolejnym „wampirem” w historii kryminalnej Polski. Mordował najchętniej nożem – miał ich kolekcję. Parę razy podjął próbę masowego uśmiercenia mieszkańców Krakowa przez zatrucie piwa i octu podawanego do galarety w barze, ale tak naprawdę marzył o byciu sprawcą wielkich katastrof. Fantazjował na temat komór gazowych, totalnej zagłady: „wysadzić wiadukt kolejowy, zobaczyć z ukrycia spadające wagony i ludzi, dużo ludzi”. Fascynował go też ogień. Próbował podpaleń. Niespecjalnie skutecznie, bo ogień zawsze gaszono, zanim się rozprzestrzenił. Jego napaści nie miały tła seksualnego, choć na ofiary wybierał głównie kobiety i dziewczynki (tylko raz 11-letniego chłopca), więc głównie osoby słabe fizycznie, które nie mogły się bronić. Atakował zwykle w środku dnia w słabo uczęszczanych miejscach. Jedną z ofiar, staruszkę, dźgał nożem, gdy modliła się w kościele, dziewczynkę – na klatce schodowej. Na Kraków padł strach.

Kot od dzieciństwa lubił się bawić nożami. Pasjonował się też strzelectwem. Trenował je w klubie i zdaniem trenera plasował się w pierwszej dziesiątce polskich juniorów. Karol z lubością torturował zwierzęta, np. dręczył koty swojej młodszej siostry. W śledztwie przyznał jednak, że płakał, gdy zabijano cielęta, prosiaki i drób: „Może dla złagodzenia ich bólu i ze współczucia lubiłem ich krew. To prawdziwy napój bogów” – wyznawał. Dokładnie też opowiadał o swej fascynacji ogniem. Przypominał sobie, że gdy był mały, ojciec nauczył go paru sztuczek z naftą. Rozpylał ją w powietrzu i podpalał.

Sadystyczne skłonności Karola Kota wyraźnie ujawniają się w jego pamiętniku. Jedną ze swych fantazji opisywał tak: „Zwabić w ustronne miejsce dziewczynkę, uciąć jej głowę, a ciało zakopać. Zrobić paczkę, głowę dziecka wysłać matce i obserwować jej rozpacz”. Przyznał też, że zbrodnie, widok krwi i cierpienia ofiar „dawały mu zadowolenie”. „Ale czy było to zadowolenie ze sfery seksualnej, tego nie wiem, bo nigdy nie doznałem zadowolenia z kobietą” – przyznawał. – „Mogę jedynie opisać, jak się czułem po mordzie. Momentalnie się uspokajałem, byłem jakiś swobodny, złe głosy odstępowały ode mnie […] byłem zadowolony, jak po otrzymaniu oczekiwanego prezentu”. Kot tej osobliwej autoanalizy dokonywał już po zatrzymaniu. Jednak ze zbrodni nie robił specjalnej tajemnicy. Zwierzał się koleżankom i kolegom ze swoich planów. Nikt nie traktował tego poważnie.

W poszukiwaniach „wampira z Krakowa” milicja długo była bezradna. Nie potrafiła znaleźć jakiegokolwiek wspólnego mianownika zbrodni. Wtedy po raz pierwszy skorzystała z pomocy psychologów, psychiatrów i seksuologów. Zbrodnie łączyły używane narzędzia, czas popełnienia (z jednym wyjątkiem był to środek dnia) i dzielnica. Terytorialnie morderca ograniczał się do krakowskiego Zwierzyńca. Milicja zatrzymała Kota wkrótce po jego maturze. Został oskarżony o podwójne zabójstwo i dziesięciokrotne usiłowanie zabójstwa. Sąd uznał go za zdrowego psychicznie i skazał na śmierć. W 1968 r. Kot został powieszony. Po przeprowadzeniu sekcji okazało się, że miał guza mózgu.

Kuba rozpruwacz dwa razy

Mniej więcej w tym samym czasie w Bydgoszczy Stefan Rachubiński, nigdy wcześniej nienotowany, spokojny mąż, ojciec czworga dzieci, podcinał gardła przygodnie spotkanym kobietom. Na co dzień niepijący, zbrodni dokonywał zawsze pod wpływem alkoholu. Był kimś w rodzaju polskiego Kuby Rozpruwacza: mordował wyłącznie prostytutki. Pierwszą ofiarą była 25-letnia „dworcówka”. 11 czerwca 1965 r. znaleziono ją w lesie z poderżniętym gardłem. Najpierw jednak została uduszona, a dopiero po jej śmierci Rachubiński zmasakrował ciało scyzorykiem. Drugiej, nieco starszej, bo 29-letniej prostytutce takim samym narzędziem poderżnął gardło. Kobieta była w ciąży. Wcześniej piła z Rachubińskim w barze. Dzięki temu na podstawie relacji świadków stworzono portret pamięciowy, który doprowadził do schwytania mordercy.

Na miejscu zbrodni milicja znajdowała jej narzędzia, ale na żadnym nie było odcisków palców. Nie dlatego jednak, że przemyślny morderca je usunął. Po zatrzymaniu Rachubińskiego okazało się, że efektem pracy w kuźni był tak zrogowaciały naskórek na jego dłoniach, że praktycznie nie było na nich linii papilarnych.

W śledztwie przyznał, że z chęcią „krojenia kobiet” borykał się już na parę lat przed pierwszym zabójstwem: „Ciągnęło mnie do tego, miałem ku temu wielką chęć” – zeznawał. Żony nie zabił tylko dlatego, że żal mu było dzieci. Sąd 13 listopada 1967 r. uznał go za zdrowego psychicznie i skazał na karę śmierci, którą wykonano. Niespełna dwa miesiące później zapadł identyczny wyrok w sprawie innego, działającego na Śląsku mordercy prostytutek Bogdana Arnolda.

8 czerwca 1967 r. na milicję trafił donos. Sąsiedzi informowali w nim, że zza drzwi mieszkania Arnolda, raczej spokojnego rozwodnika i ojca dzieciom, „wydobywa się trudny do wytrzymania fetor”. Szyby były oklejone papierem, a ich wewnętrzną stronę obsiadły roje much. Patrol udał się na miejsce. Wezwano też straż pożarną. Strażak rozbił szybę, ale nie wszedł do środka. Wkroczyła milicja. Odkryła rzeczy przerażające. Pod parapetem leżały zwłoki w stanie głęboko posuniętego rozkładu. W łazience stała murarska skrzynia obita blachą, a w jej wnętrzu były kolejne ciała, które toczyły larwy. Spod wanny wystawała owinięta w gazetę ludzka noga. W kuchni milicjanci znaleźli jeszcze wielki gar, a w nim rozgotowaną głowę. „Na stole tykał budzik. Obok leżał mokry pędzel do golenia”. Nie mieli wątpliwości, że tu ktoś mieszkał.

Arnold podczas rewizji stał w tłumie gapiów przed kamienicą. Uciekł i potem krótko się ukrywał. Kupił kilka win i, jak przyznał w śledztwie, usiłował popełnić samobójstwo, ale „zerwał się sznur”. Sam więc się zgłosił na milicję. Oskarżony o torturowanie, gwałcenie i zamordowanie pięciu kobiet został przebadany psychiatrycznie. Sąd nie znalazł okoliczności łagodzących i w styczniu 1968 r. skazał Arnolda na karę śmierci. Wykonano ją niespełna rok później.

Ulubieńcy mediów

Medialnie najbardziej nagłośnione zbrodnie niekoniecznie są tymi najgorszymi. W galerii najbardziej znanych seryjnych morderców polskich poczesne miejsce zajmują na przykład Zdzisław Marchwicki i Leszek Pękalski. W przypadku obu można mówić o porażce prokuratury. Przypuszczalnie obaj byli, choć z tej dwójki tylko Marchwicki dostał czapę i ją wykonano, przerażającymi zwyrodnialcami. Nie udowodniono im jednak z całą pewnością wszystkich zbrodni, o które byli oskarżani.

Marchwicki jest niewątpliwie pierwszym w Polsce medialnym „wampirem”. Działał na Śląsku i w Zagłębiu przez kilkanaście lat. Pierwszego zabójstwa z roku 1953 nie potraktowano poważnie. Stało się. Ale później, gdy co kilka miesięcy znajdowano kolejne okradzione, obnażone i martwe kobiety, a wśród nich bratanicę ówczesnego pierwszego sekretarza PZPR Edwarda Gierka, na Śląsku zapanował strach. Za ujęcie zbrodniarza wyznaczono wysoką nagrodę – milion złotych. I prawdopodobnie to ta kwota stała się przyczyną ujęcia Marchwickiego. Ostatecznie ujęto go dzięki donosowi jego byłej żony (wcześniej – żony jego brata). Nie udowodniono mu wszystkich zbrodni, ale skazano na karę śmierci za zabójstwo Janiny K., ostatniej z ofiar. Karę wykonano. Także na jego bracie Janie.

Śmierć z jego rąk w latach 1953-1970 poniosło prawdopodobnie w sumie 18 kobiet. Do dziś nie znikły jednak wątpliwości, czy wszystkim zbrodniom był winny. Czy jedynie on zabijał? Czy to nie również jego brat Jan, homoseksualista, bardziej odpowiadał stworzonemu przez słynnego profilera Jamesa Brussela profilowi zabójcy? W kilku przypadkach seksualne tło zbrodni było jedynie pozorowane przez sprawcę. Marchwicki miał wkrótce, jak się okazało, naśladowcę – Joachima Knychałę.

Z nienawiści do kobiet

Joachim Knychała, jak większość seryjnych zabójców, miał koszmarne dzieciństwo. Z ojca Polaka (który porzucił rodzinę niedługo po narodzinach Joachima), matki Niemki, wychowywany głównie przez babkę, która widziała w nim znienawidzonego „polskiego bękarta”. Knychała pisał o niej: „Babki nienawidziłem. […] uraz do babki przekształcił się później w nienawiść do kobiet w ogóle”. Gdy miał 19 lat, został oskarżony o usiłowanie gwałtu. Przesiedział 16 miesięcy. Później się ożenił i miał dwoje dzieci. Napadać na kobiety zaczął w jakiś miesiąc po ślubie w 1974 r. Podłoże seksualne nie miało w przypadku popełnianych przez niego zbrodni większego znaczenia. Knychała, zabijając, „karcił kobiety”. Został aresztowany za zabójstwo szwagierki, Bogusławy L. W trakcie przesłuchań przyznał się do pozostałych 11 mordów. Został skazany na śmierć za ich popełnienie. Wyrok wykonano 21 maja 1985 r. w Katowicach.

Leszek Pękalski, psychicznie upośledzony i skrzywdzony przez najbliższych, przyznał się wprawdzie do popełnienia ok. 90 zabójstw kobiet z lubieżności, ale skazany został tylko za jedno. Choć w pamiętnikach opisał, jak pozbawiał życia kilkanaście ofiar. Przypisuje mu się 20 kolejnych. Jednak niepodważalnych dowodów śledczy nie potrafili zebrać na więcej niż jedną zbrodnię. Sam oskarżony po mniej lub bardziej precyzyjnym poinformowaniu milicji o ofiarach, sposobie ich uśmiercenia i miejscu ukrycia zwłok, wyparł się złożonych w śledztwie zeznań. Twierdził, że zostały wymuszone. Ostatecznie dostał 25 lat więzienia za zabójstwo 17-letniej Sylwii R. Po zamknięciu pisał pamiętnik. Opisał w nim 53 morderstwa. Cała Polska mogła zobaczyć relacje z wizji lokalnych z jego udziałem. Na wolność może wyjść w 2019 r.

Mielonka z człowieka

Niejaki Józef Cyppek interesował się „sztukami lekarskimi” i kobietami. Połączywszy te dwie pasje, odcinał głowy odwiedzających go pań, a resztę ich ciał równie umiejętnie ćwiartował i, już mniej profesjonalnie, przerabiał na mielonkę. Wzbogacał nią bigos, którym handlował na pobliskim bazarze.

Józef Cyppek to jedyny kanibal w galerii polskich seryjnych morderców. „Rzeźnik z Niebuszewa”, jak go nazwali śledczy, mierzył zaledwie 158 cm, ale był bardzo silny. Miał też duże dłonie, co w jego morderczym fachu nie było bez znaczenia. Lubił kobiety i często zapraszał je na ostro zakrapiane imprezy. Część uczestniczek tych libacji znikała. Działał w Szczecinie w latach 50. ubiegłego wieku. Zatrzymany w 1952 r. po kilkudniowym, utajnionym, by nie wywołać niepokojów społecznych, procesie został skazany na śmierć. Udowodniono mu tylko zabójstwo młodej sąsiadki, chociaż prawdopodobnie zamordował też kilkadziesiąt innych osób. Również dzieci. Ich głowy topił w pobliskim stawie. Najprawdopodobniej, bo milicja nie była w stanie ustalić, czy wszystkie wydobyte czaszki należały do ofiar Cyppka, nie była też w stanie udowodnić mu popełnienia innych zbrodni niż zabójstwo młodziutkiej sąsiadki, Ireny J.

Diagnoza: ucięta głowa

Milicjanci, którzy weszli do szczecińskiego mieszkania Józefa Cyppka, zapisali: „W pokoju na kanapie leżały zwłoki z odciętą głową, rękami, nogami i wyciągniętymi wnętrznościami. Ręce i jedno udo przy szafie. Wnętrzności – w wiadrze pod oknem. W kuchni na zlewie, krzesłach i drzwiach czerwone plamy – część nieudolnie pościerana. Na półce przy kaflowej kuchni miska do połowy wypełniona czerwoną cieczą. Obok maszynka do mielenia mięsa ze śladami mielenia. Na talerzach serce i wątroba ludzka. Na stole na patelni niedojedzona jajecznica z jakimś tłuszczem. Obok chleb ze smalcem, sałatka z pomidorów i kawałek surowego mięsa, chyba wołowego. Po mieszkaniu walały się butelki po piwie i wódce”.

Na właściciela mieszkania zszokowani milicjanci musieli zaczekać, bo poszedł do kina, zostawiwszy częściowo tylko „sprawione” ciało 20-letniej Ireny. Lekarz patolog miał problem z podaniem przyczyny zgonu Ireny J. W dokumentach napisał, że „brak głowy – nie wiadomo więc, co było bezpośrednią przyczyną śmierci”. Głowę Ireny J. znaleziono nieco później we wspomnianym już stawie. Podobnie jak, po spuszczeniu z niego wody, głowy kilkudziesięciu innych prawdopodobnych ofiar„rzeźnika z Niebuszewa”. Cyppek nie działał sam. Miał też prawdopodobnie pomocnicę – kasjerkę z pobliskiego kina, która przekonywała dzieci, że jak pójdą do „tego pana, to dostaną pieniądze na bilet”. Nie wiadomo, ile z nich nigdy nie wróciło.

Okładka tygodnika WPROST: 18/2013
Więcej możesz przeczytać w 18/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 18/2013 (1575)

  • Pani Katarzyna z Amber Gold 30 kwi 2013, 19:00 Niedawno z trudem wiązała koniec z końcem. Potem było złoto-bursztynowe życie. Teraz są zarzuty oszukania 10 tysięcy osób na gigantyczną sumę 668 mln złotych. Katarzyna P. musiała się przenieść z ekskluzywnego apartamentu do celi aresztu. 6
  • Kto nie był Don Corleone? 30 kwi 2013, 19:00 Musiałeś być charakterniakiem. Nie mogłeś być „pizdą karmiony”, czyli być alfonsem, nie mogłeś zarabiać na prostytucji, nie mogłeś brać narkotyków. Taki był świat grypsery, prawilniaków, złodziei, którzy byli prawdziwymi gitami – opowiada świadek koronny... 10
  • Wymyślony świat Katarzyny 30 kwi 2013, 19:00 W czerwcu na wokandę wraca proces matki Madzi. Czy sąd skaże ją za zabójstwo na podstawie poszlak i opinii biegłych? Do tej pory Katarzyna zręcznie prowadzi grę ze śledczymi. I teoretycznie ma szanse się wybronić. 16
  • Bezkarność w sieci 30 kwi 2013, 19:00 Tarno, trzydziestokilkulatek, Holender o azjatyckich korzeniach, od 11 lat żyje luksusowo. Dzięki tysiącom kart kredytowych ludzi z całego świata. Policji w całej Europie to nie przeszkadza. 20
  • Parada zabójców Papały 30 kwi 2013, 19:00 Zabójstwo szefa policji generała Marka Papały. Po 15 latach śledztwa nadal nie wiadomo, kto strzelał i dlaczego. Sąd wznowił zawieszony proces, ale prokuratorzy stanowisk nie pogodzili. 24
  • Piętno czerwonej pajęczyny 30 kwi 2013, 19:00 Dziesięć lat temu afery Rywina i starachowicka zmiotły lewicowych notabli z polityki. Rywinowcy po latach wracają do łask. Bohaterowie „starachowickiej” zniknęli na dobre. Ale też by chcieli wrócić. 28
  • Najważniejszy szpieg Ameryki 30 kwi 2013, 19:00 Pierwsze spotkanie, współpraca, ewakuacja, życie w Stanach Zjednoczonych. O pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim opowiada David Fordon, emerytowany oficer CIA, który nadzorował jego działalność wywiadowczą. 34
  • Są sympatyczni esbecy 30 kwi 2013, 19:00 Cezary Pazura przeszedł do historii grą w kultowych filmach lat 90. Teraz czuje się uwięziony w dziurawej demokracji i obrażany przez Nergala i Wojewódzkiego. 40
  • Łowcy umysłów 30 kwi 2013, 19:00 Żeby wykonywać tę pracę, trzeba mieć mocną psychikę. Większość znanych mi profilerów ma poukładane życie osobiste. Żadnych poważniejszych traum, śpią dobrze. Zbrodnie nie śnią im się po nocach – mówi Jan Gołębiowski,... 46
  • Ślad zabójcy 30 kwi 2013, 19:00 Jak ustalać czas zgonu, jak określić sprawcę po znalezionej soczewce kontaktowej i co mogą nam powiedzieć owady znalezione na zwłokach – opowiada Monika Całkiewicz, profesor Akademii Leona Koźmińskiego, kryminalistyk i była prokurator. 50
  • Cztery morderstwa bez ciał 30 kwi 2013, 19:00 To jedna z najdziwniejszych spraw kryminalnych III RP. Dwóch oskarżonych, cztery brutalne morderstwa, dziesiątki poszlak. I ani jednego ciała. 54
  • Człowiek z wyrokiem 30 kwi 2013, 19:00 Ludzi „Pruszkowa” uważał za głupich. Ich przywódcę – Pershinga – za sprzedającego się policji frajera. Sam nie przyznawał się do tego, że kieruje gangiem. – Szanują mnie, bo jestem bogaty i nikogo nie oszukałem – mówił w 1995 r. w rozmowie z... 58
  • „Artur”, czyli Sekuła 30 kwi 2013, 19:00 Były wicepremier Ireneusz Sekuła był najwyżej ulokowanym politykiem, który miał kontakty z mafią. Zaczynał jako harcerz, został wojskowym wywiadowcą. Jego znakiem rozpoznawczym była gazeta w lewej ręce. Hasło: „Jestem kolegą Żychonia”. 62
  • Zawód detektyw 30 kwi 2013, 19:00 Śledzą niewiernych małżonków, sprawdzają, jak się prowadzą nastoletnie dzieci, szukają ludzi, a ostatnio coraz częściej tropią przestępców gospodarczych. Jak wygląda praca polskich prywatnych detektywów? 66
  • Mordercze prawo serii 30 kwi 2013, 19:00 Między Bugiem i Odrą grasowało w sumie około 30 seryjnych zabójców, a ich zbrodnie wywoływały społeczną histerię. ich ofiary liczono w dziesiątkach. Niektórzy stawali się bohaterami transmisji telewizyjnych, a nawet utworów poetyckich. 70
  • Jak pić denaturat 30 kwi 2013, 19:00 Opowieść człowieka, który spędził w więzieniu 35 lat. I nie stracił poczucia humoru. Z Józefem Grzybem rozmawia Igor Zalewski. 76
  • Bezkarni sławni 30 kwi 2013, 19:00 To miał być surowy wyrok. Zanim wydał go sąd, zrobiła to opinia publiczna, bo zbrodnia, której dopuścił się Oscar Pistorius, jest wyjątkowo brutalna. Miało być sprawiedliwie, skończyło się jak zawsze, wedle starej zasady, że znanym wolno więcej. 79
  • Wet za VAT 30 kwi 2013, 19:00 Im większa dziura budżetowa, tym bardziej zbójeckie metody działania podatkowych służb specjalnych. W Polsce pałują i zakuwają w kajdany, a w Niemczech współpracują z hakerami. 84
  • Glina, ksiądz, pitbull i pies 30 kwi 2013, 19:00 Czy policjanci lubią oglądać seriale o sobie? Średnio. Dlaczego? Sprawdziliśmy. Z badań wynika, że wyraźnie dzielą je na te bliższe realu i te, które można zaliczyć do kategorii kryminalnych bajek. 90
  • Trudna okolica 30 kwi 2013, 19:00 Jestem stróżem prawa. Nie zawsze się z nim zgadzam, ale zawsze go bronię – mówi w pierwszej scenie „Bogów ulicy” policjant. Właśnie on i jego zawodowy partner są bohaterami filmu. Oraz dzielnica, w której przyszło im... 94
  • Kto kogo zabija? 30 kwi 2013, 19:00 Quentin Tarantino w swojej twórczości czerpie pełnymi garściami z tandetnych filmów lat 70. A czym będzie się żywić jego następca za trzy dekady? Takimi propozycjami jak „Zabij dla mnie”. Właściwie w filmie Michaela... 94
  • Pożegnanie z kinem 30 kwi 2013, 19:00 Steven Soderbergh obraził się na kino. Ale przed odejściem do telewizji postanowił zrealizować „Panaceum”. Film z Jude’em Lawem i Rooney Marą zaczyna się jak dramat o moralnych dylematach psychoterapeuty. Padają tu... 94
  • Arne Dahl gra jak Metallica 30 kwi 2013, 19:00 Twórczość Arne Dahla (pod tym pseudonimem kryje się szwedzki krytyk i literaturoznawca Jan Arnald) dotarła do nas późno, w momencie gdy rynek mocno się już nasycił skandynawską prozą kryminalną. Być może dlatego właśnie książki... 95
  • Na pohybel FBI 30 kwi 2013, 19:00 John Grisham nie zawodzi. Nie licząc Stephena Kinga, to chyba mój ulubiony pisarz z czołówek list bestsellerów. „Więzienny prawnik”, jego najnowsza powieść, w niewielkim stopniu wikła się w zawiłości amerykańskiego wymiaru... 95
  • Miłość w piekle 30 kwi 2013, 19:00 Groźne pomruki Korei Północnej rządzonej przez młodego Kim Dzong Una sprawiły, że świat przypomniał sobie o tym egzotycznym skansenie totalitaryzmu. Niewielkie wszelako mamy pojęcie, jak tam wygląda – i czy w ogóle jest możliwe... 95
  • Melancholia i zmęczenie 30 kwi 2013, 19:00 Jeśli się uczyć, to od lepszych od siebie. Oto krótkie wprowadzenie do świata skandynawskich kryminałów. 96

ZKDP - Nakład kontrolowany