Jak pić denaturat

Jak pić denaturat

Opowieść człowieka, który spędził w więzieniu 35 lat. I nie stracił poczucia humoru. Z Józefem Grzybem rozmawia Igor Zalewski.

Więzienia zasadniczo są samowystarczalne. Mają własne piekarnie, kuchnie, pralnie. Tak jest taniej, ale ponieważ w tych miejscach pracują więźniowie, otwiera się pole do rozmaitych interesów i nielegalnych działań. Na przykład pędziło się bimber z chleba albo warzyw. Bimber to może za dużo powiedziane, bo nie było destylacji, tylko fermentacja. W kuchni zalewało się rabarbar i co tam się tylko miało wodą, stawiało w garze i czekało. Potem lało się ten roztwór przez bandaż, żeby odcedzić. I szybko się wypijało, bo wyrób alkoholu był w PRL przestępstwem. W piekarniach było jeszcze lepiej, bo były drożdże. Część wyrobów rozlewało się do butelek i handlowano nimi po celach.

Piliśmy – jeśli tak można powiedzieć – pastę do zębów Lechia. Bo była robiona na spirytusie. Gotowaliśmy wodę i rozrabialiśmy w niej tę pastę. Ale najważniejszym fundamentem życia więziennego był czaj. Bez niego człowiek jest osowiały, smutny, bez energii. Jak wypiło się parę łyczków, to od razu chciało się żyć. Teraz to tylko wory – stare recedesy – to piją. Ale kiedyś to była podstawa. Czaj robiło się tak: 200 gramów herbaty (na przykład ulung) wsypywaliśmy do słoiczka i zalewaliśmy połową litra wrzącej wody. Wyglądało, że w tym słoiku były same fusy. Stężenie herbaty było niesamowite. Odlewaliśmy fusy i… po pierwszych łykach miałem nos z tyłu głowy. To było takie niedobre, że wykręcało. Ale jak to uzależnia! Kopa ma niesamowitego. To była taka więzienna amfetamina.

Czaj był zakazany i zwalczany. Ale herbatę można było łatwo kupić na terenie więzienia, oczywiście nielegalnie. Jedno opakowanie ulunga kosztowało normalnie 2,80. Za 100 zł można było dostać dziesięć, więc niezłe przebicie. Można było też płacić papierosami. Dwie ramki (paczki) sportów za opakowanie, czyli jeszcze większe przebicie. Wtedy były takie przepisy, że w więziennym sklepiku nie można było kupować artykułów spożywczych, tylko tak zwany fajans: długopisy, swetry, koce i takie tam. Ale już w kantynie ten fajans można było po cichu zamienić na herbatę, bo tam pracowali więźniowie. Handel herbatą to był kolosalny interes, na którym zarabiało się tyle, że spokojnie można było opłacić jednego czy drugiego klawisza, żeby przymknął oko. Oni zresztą bardzo chętnie dawali się korumpować.

W więzieniu nauczyłem się pić denaturat. Byłem świetlicowym i przyszli do mnie pijany fryzjer i równie pijany starszy kalifaktor. – A świetlicowy trzeźwy? Tak być nie może – stwierdzili. I wyciągnęli denaturat. Nie chciałem, ale naciskali. Fryzjer nalał mi szkopeczek, czyli taką szklaneczkę po musztardzie. Najpierw miałem wymiotny odruch, ale piję… i czuję całkiem przyjemny zapach oranżady! – I co? Jeszcze jednego, no nie? – pyta fryzjer. No, koniecznie. Potem pokazali mi, jak się robi takiego drinka z denaturatu. W więzieniach było sporo sztucznego miodu. Fryzjer dodawał go do taraku – czyli pozostałości po czaju. Gotował ten tarak, odcedzał i rozpuszczał w nim miód. Do tego wszystkiego dolewał denaturatu. Na fryzjerni to wszystko robił, bo tam zresztą mieszkał. Trzymał ten specyfik w dużych słojach po ogórkach. To stało tak z dobę i się przegryzało, a na koniec dodawał oranżadki w proszku. Drink był zresztą ciemny, po teinie, więc nawet kolor nie był obrzydliwy. Jak się piło, to człowiek w nosie miał oranżadę, w ustach miód. Ale rano szczało się na fioletowo. No i bekało się denaturatem.

A jakie cyrki były, żeby przenieść denaturat do więzienia. W Sztumie pracowało się w takim zakładzie zaopatrującym kopalnie. Tam więźniowie spotykali cywilów, którzy zaopatrywali ich w denaturat. Ale jak go wnieść do więzienia? Kombinowaliśmy. Mieliśmy tam kilku opłaconych klawiszy, którzy przeprowadzali nas przez bramkę z butelkami ukrytymi w papierze ściernym. Pieniędzy w więzieniu nie brakowało, nawet dolary były. Raz, że odchodził handel, dwa – szły z zewnątrz od rodziny i znajomych. Na przykład podczas widzeń podawano banknoty w woreczkach foliowych, które więźniowie od razu połykali. Potem trzeba było kasę wysrać.

Porozmawiajmy o personelu więzień. Oprócz klawiszy w twoich opowieściach pojawiają się wychowawcy

Zeks – tak na nich mówiliśmy. W zakładach dla młodzieży było wielu degeneratów. Sadystów. Lubili napuszczać dzieciaki na siebie i patrzeć, jak się tłuką. No i nierzadko wykorzystywali podopiecznych seksualnie.

W więzieniu wychowawcy nie byli zbokami. Ale za to nie byli przygotowani do swej pracy w sensie pedagogicznym czy psychologicznym. W każdym razie większość z nich. Mieli więcej ogłady niż klawisze, bo musieli mieć średnie wykształcenie. Ale nie byli w stanie pomóc, bo też nie taka była ich rola. Oni przede wszystkim byli swego rodzaju agentami wywiadu – mieli przewidzieć ruchy swych podopiecznych i zawczasu zwracać uwagę na jakieś zagrożenia. Pomagali nie więźniom, tylko administracji utrzymać porządek. Władze zakładów karnych panicznie boją się buntu – jedynej broni więźniów. I zawczasu starają się rozbrajać zapalne sytuacje. Bunt oznaczał też z reguły dymisję naczelnika. Zresztą przy takiej liczbie skazanych jakakolwiek pomoc pedagogiczna była mrzonką. Zdarzało się zresztą, że złodziej kradł na zewnątrz – w pracy – jakieś materiały, żeby wychowawcy pokój wyremontować albo odmalować. Sam tak robiłem.

Ale spotkałem i świetnych wychowawców. Takich, którzy bardzo starali mi się pomóc. Byłem jednak zafiksowany i nie chciałem zejść z drogi charakternego. Dzisiaj w Sztumie jest dyrektorem były wychowawca, który o mnie w tym samym więzieniu dbał. On był świeżo po studiach, chyba po psychologii, co się rzadko w latach 70. zdarzało. Ja też jeszcze młody, pełniłem wtedy funkcję kalifaktora. Ten wychowawca dopytywał, przekonywał, żebym zmienił sposób życia. Ale ja go bajerowałem, bo on był jeszcze niedoświadczony i nie bardzo rozpoznawał, kiedy grałem. Mimo wszystko bardzo mnie polubił, może dlatego, że go tak dosyć elokwentnie wprowadzałem w tajniki więziennego życia. Pod jego wpływem trochę złagodniałem. (...)

Klawisze

Jak to ludzie, byli różni, ale… Z założenia byli hodowani na brutali. Z reguły mieli jedynie wykształcenie podstawowe, a czasem i tego nie. Ważne, że w więzieniach pracowały całe familie klawiszy. Po kilka pokoleń. Żony, synowie… Tyle że dzieci zazwyczaj szły do liceów albo i na studia i zostawali oficerami. A nawet dyrektorami więzień. Przeważały jednak proste chłopy, wyciągnięte z PGR-ów. Zaprawieni w szlachtowaniu świń, przyzwyczajeni do widoku krwi, twardzi. Było także wielu frontowych żołnierzy, którzy pamiętali drugą wojnę światową. W Nowogardzie był nawet Francuz komunista, nazywany Łapą, bo rękę miał jak bochen chleba i lubił ściskać. Akurat porządny gość. Zwykły klawisz nie myślał ani nie miał takiej potrzeby. Od myślenia byli wyżej i w dziale ochrony, czyli takim więziennym kontrwywiadzie.

Ta bezmyślność miała i dobre strony. Służbiści przestrzegali reguł i przy nich na przykład kalifaktor nie mógł oszukać więźnia. Należała mu się chochla zupy, to strażnik pilnował, żeby to była pełna chochla. Problemem wśród klawiszy – podobnie jak u przestępców – jest alkohol. W Nowogardzie pracowaliśmy poza więzieniem w betoniarni. Szliśmy tam zawsze w konwoju, eskortowani przez klawisza z peemem. Praca była ciężka, ale czasem można się tam było napić wódki. Byle do powrotu wytrzeźwieć, bo mogli zabronić wyjść. Z rana, po kilku setach, lepiej nam się pracowało. No i kiedyś myśmy wyhamowali, a klawisz nie. Film mu się urwał, nie kontaktuje, a tu trzeba wracać do więzienia. To grupowy wziął ten jego karabin, dwaj inni go prowadzą, dochodzimy do bramy. Strażnicy widzą, że koleś jest zalany w trupa, ale solidarność zawodowa obowiązywała i wtedy, więc nic mu się nie stało.

Z kolei w Sztumie – w którym siedziałem wielokrotnie – przy bramie więziennej jest restauracja, w której klawisze urządzali wesela i chrzciny. Ja tam robiłem jako palacz. A kiedy były przyjęcia, to stałem też w szatni, a po wszystkim sprzątałem. Więc często zostawałem na całą noc, do rana. Kiedyś przychodzi do mnie teść pana młodego i częstuje wódką. I co chwila donosi i donosi. Potem przyszedł jeszcze ojciec pana młodego i mówi: „Słuchaj, ja ci dam wódkę, tylko już od niego nie bierz, bo on ją ze stołów ściąga”. A ja już w kotłowni miałem ze 20 butelek. Z kokardkami.

Rano wziąłem pięć butelek, jakąś kiełbasę i idę na bramę. Otwierają mi, a ja mówię, że jakiś klawisz przez całą noc donosił mi wódkę i że to pewnie prowokacja. Więc im zostawiłem wszystko. I tak sobie kupiłem dwie zmiany, dzięki czemu wnosiłem do zakładu spirytus salicylowy, na którym przebitka była 300 proc. Dzięki tej wódce mogłem hurtowe transporty organizować. Potem zresztą z bramy przychodzili do mnie w nocy do tej knajpy. „Józek, masz tam coś?”. „Mam”.

W tej restauracji klawisze popijali wieczorami. Praca klawisza jest ciężka, niewdzięczna, no i niebezpieczna. Mnóstwo pojebców, psychopatów, świrów. Morderców. Nie wspominając o zwykłych recedesach, takich jak ja. Więc nic dziwnego, że zapijali stresy. Widziałem, jak często się kłócili, bili. Wielu klawiszy degradowano za picie. Jeden na przykład po pijaku zatrzymał pociąg, bo wsiadł do niewłaściwego. Z sierżanta spadł na plutonowego, to była głośna i zabawna sprawa. Ale ze służby nie wyrzucano, co najwyżej przenoszono z zakładu do zakładu. Wiem też, że w rodzinach klawiszowskich dochodziło do przemocy. Agresja była potrzebną cechą dobrego klawisza, z którą nie potrafił sobie radzić w domu. Brutalności nie da się po prostu wyłączyć, zwłaszcza gdy wychodziło się z roboty nabuzowanym i podnieconym po jakichś zajściach. Zresztą w tym zawodzie nie ma wrażliwych ludzi. Nie wytrzymują.

Spotkałeś przychylnych ci klawiszy?

To była kwestia wyczucia: czy możemy sobie nawzajem pomóc? Wspólne kombinacje i interesy zbliżały. Miałem takiego znajomka, który zawsze mnie rewidował, kiedy wracaliśmy z pracy. Nigdy nic nie znalazł, a ja przenosiłem po kilka opakowań herbaty. Rozprowadzałem te herbatę po więzieniu, a on dostawał z tego procent.

Jak byłem świetlicowym, mogłem dość swobodnie się poruszać po więzieniu. No więc tym razem klawisz dostarczał herbatę, a ja ją sprzedawałem po celach. Zyskiem się dzieliliśmy. Natomiast z alkoholem tak mi się nigdy nie udało. Klawisze obawiali się, że w razie wpadki może być znacznie większa awantura niż po herbacie. Do tego dochodził jeszcze element, że alkohol wywołuje agresję, a teina tego nie robi. A klawisze chcieli mieć i pieniądze, i święty spokój w miejscu pracy. (...) Klawisz, jak widać, był największym wrogiem więźnia, ale też jego głównym sprzymierzeńcem. Bez niego trudno byłoby cokolwiek załatwić.

Koszty tej pracy są naprawdę wielkie. Więzienie uzależnia od siebie nie tylko przestępców, ale także pracowników. Po 15 latach pracy, kiedy klawisze szli na emeryturę, często nie dawali sobie rady „na wolności”. Wariowali. Bo podobnie jak więźniowie byli przyzwyczajeni robić wszystko zgodnie z regulaminem, na czas i na rozkaz. Oni w pewnym sensie też byli więźniami. Nawet mieli gorzej. Bo ja czy inni jednak wychodziliśmy po paru latach, a oni tam tkwili. A więzienie to – przy całym swoim koszmarze – fascynujące miejsce, które niesamowicie wchodzi w głowę i wypełnia całą czaszkę. Więzienie to niesamowite typy ludzkie i mnóstwo adrenaliny. I bez niego klawisze nie mogli żyć. Kiedy szli na emeryturę, tęsknili.

Mówił mi taki stary sierżant (wyżej nie mógł iść, bo miał tylko siedem klas), że w domu czuje się jak narkoman na głodzie – tak go ciągnie do więzienia. Inny opowiadał, że jak ma wolne, bierze wałówkę, idzie na działkę – tam cierpi z nudy. „Co ja będę pielił, kiedy tu nic się dzieje, nie ma gwaru, nie ma więźniów”. On kierował całym skrzydłem zakładu, miał 200 ludzi pod sobą i nie mógł przestać o tym myśleć. Był totalnie uzależniony. Ja go rozumiem. Jestem na wolności już wiele lat, ale zawsze z radością jadę do więzienia. Żeby posłuchać, popatrzeć, co się dzieje. Poczuć przez chwilę tamto życie.

Okładka tygodnika WPROST: 18/2013
Więcej możesz przeczytać w 18/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 5
  •  
    dzieki za poradnik ide sie napic tego trunku ps mam 11 lat dodasz na fb marcin zwarjowany
    • fajny artykuł IP
      morderca z usa carl panzram robił z fermentowanego soku pomaranczowego i jakis mniejszy bunt wynikł wiec sie da
      • barbara IP
        z tym czajem to sie zgodze herbate w celi można mieć żyletką na prąd ją zagotować ale te bimbry? bzdura podstawą jest cukier to mósi odstać jakiś czas no i gdzie to umiejscowić? to więzienie tam są oczy eee nie czytam dalej nie wierze nie kręćcie w głowach

        Spis treści tygodnika Wprost nr 18/2013 (1575)

        • Pani Katarzyna z Amber Gold 30 kwi 2013, 19:00 Niedawno z trudem wiązała koniec z końcem. Potem było złoto-bursztynowe życie. Teraz są zarzuty oszukania 10 tysięcy osób na gigantyczną sumę 668 mln złotych. Katarzyna P. musiała się przenieść z ekskluzywnego apartamentu do celi aresztu. 6
        • Kto nie był Don Corleone? 30 kwi 2013, 19:00 Musiałeś być charakterniakiem. Nie mogłeś być „pizdą karmiony”, czyli być alfonsem, nie mogłeś zarabiać na prostytucji, nie mogłeś brać narkotyków. Taki był świat grypsery, prawilniaków, złodziei, którzy byli prawdziwymi gitami – opowiada świadek koronny... 10
        • Wymyślony świat Katarzyny 30 kwi 2013, 19:00 W czerwcu na wokandę wraca proces matki Madzi. Czy sąd skaże ją za zabójstwo na podstawie poszlak i opinii biegłych? Do tej pory Katarzyna zręcznie prowadzi grę ze śledczymi. I teoretycznie ma szanse się wybronić. 16
        • Bezkarność w sieci 30 kwi 2013, 19:00 Tarno, trzydziestokilkulatek, Holender o azjatyckich korzeniach, od 11 lat żyje luksusowo. Dzięki tysiącom kart kredytowych ludzi z całego świata. Policji w całej Europie to nie przeszkadza. 20
        • Parada zabójców Papały 30 kwi 2013, 19:00 Zabójstwo szefa policji generała Marka Papały. Po 15 latach śledztwa nadal nie wiadomo, kto strzelał i dlaczego. Sąd wznowił zawieszony proces, ale prokuratorzy stanowisk nie pogodzili. 24
        • Piętno czerwonej pajęczyny 30 kwi 2013, 19:00 Dziesięć lat temu afery Rywina i starachowicka zmiotły lewicowych notabli z polityki. Rywinowcy po latach wracają do łask. Bohaterowie „starachowickiej” zniknęli na dobre. Ale też by chcieli wrócić. 28
        • Najważniejszy szpieg Ameryki 30 kwi 2013, 19:00 Pierwsze spotkanie, współpraca, ewakuacja, życie w Stanach Zjednoczonych. O pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim opowiada David Fordon, emerytowany oficer CIA, który nadzorował jego działalność wywiadowczą. 34
        • Są sympatyczni esbecy 30 kwi 2013, 19:00 Cezary Pazura przeszedł do historii grą w kultowych filmach lat 90. Teraz czuje się uwięziony w dziurawej demokracji i obrażany przez Nergala i Wojewódzkiego. 40
        • Łowcy umysłów 30 kwi 2013, 19:00 Żeby wykonywać tę pracę, trzeba mieć mocną psychikę. Większość znanych mi profilerów ma poukładane życie osobiste. Żadnych poważniejszych traum, śpią dobrze. Zbrodnie nie śnią im się po nocach – mówi Jan Gołębiowski,... 46
        • Ślad zabójcy 30 kwi 2013, 19:00 Jak ustalać czas zgonu, jak określić sprawcę po znalezionej soczewce kontaktowej i co mogą nam powiedzieć owady znalezione na zwłokach – opowiada Monika Całkiewicz, profesor Akademii Leona Koźmińskiego, kryminalistyk i była prokurator. 50
        • Cztery morderstwa bez ciał 30 kwi 2013, 19:00 To jedna z najdziwniejszych spraw kryminalnych III RP. Dwóch oskarżonych, cztery brutalne morderstwa, dziesiątki poszlak. I ani jednego ciała. 54
        • Człowiek z wyrokiem 30 kwi 2013, 19:00 Ludzi „Pruszkowa” uważał za głupich. Ich przywódcę – Pershinga – za sprzedającego się policji frajera. Sam nie przyznawał się do tego, że kieruje gangiem. – Szanują mnie, bo jestem bogaty i nikogo nie oszukałem – mówił w 1995 r. w rozmowie z... 58
        • „Artur”, czyli Sekuła 30 kwi 2013, 19:00 Były wicepremier Ireneusz Sekuła był najwyżej ulokowanym politykiem, który miał kontakty z mafią. Zaczynał jako harcerz, został wojskowym wywiadowcą. Jego znakiem rozpoznawczym była gazeta w lewej ręce. Hasło: „Jestem kolegą Żychonia”. 62
        • Zawód detektyw 30 kwi 2013, 19:00 Śledzą niewiernych małżonków, sprawdzają, jak się prowadzą nastoletnie dzieci, szukają ludzi, a ostatnio coraz częściej tropią przestępców gospodarczych. Jak wygląda praca polskich prywatnych detektywów? 66
        • Mordercze prawo serii 30 kwi 2013, 19:00 Między Bugiem i Odrą grasowało w sumie około 30 seryjnych zabójców, a ich zbrodnie wywoływały społeczną histerię. ich ofiary liczono w dziesiątkach. Niektórzy stawali się bohaterami transmisji telewizyjnych, a nawet utworów poetyckich. 70
        • Jak pić denaturat 30 kwi 2013, 19:00 Opowieść człowieka, który spędził w więzieniu 35 lat. I nie stracił poczucia humoru. Z Józefem Grzybem rozmawia Igor Zalewski. 76
        • Bezkarni sławni 30 kwi 2013, 19:00 To miał być surowy wyrok. Zanim wydał go sąd, zrobiła to opinia publiczna, bo zbrodnia, której dopuścił się Oscar Pistorius, jest wyjątkowo brutalna. Miało być sprawiedliwie, skończyło się jak zawsze, wedle starej zasady, że znanym wolno więcej. 79
        • Wet za VAT 30 kwi 2013, 19:00 Im większa dziura budżetowa, tym bardziej zbójeckie metody działania podatkowych służb specjalnych. W Polsce pałują i zakuwają w kajdany, a w Niemczech współpracują z hakerami. 84
        • Glina, ksiądz, pitbull i pies 30 kwi 2013, 19:00 Czy policjanci lubią oglądać seriale o sobie? Średnio. Dlaczego? Sprawdziliśmy. Z badań wynika, że wyraźnie dzielą je na te bliższe realu i te, które można zaliczyć do kategorii kryminalnych bajek. 90
        • Trudna okolica 30 kwi 2013, 19:00 Jestem stróżem prawa. Nie zawsze się z nim zgadzam, ale zawsze go bronię – mówi w pierwszej scenie „Bogów ulicy” policjant. Właśnie on i jego zawodowy partner są bohaterami filmu. Oraz dzielnica, w której przyszło im... 94
        • Kto kogo zabija? 30 kwi 2013, 19:00 Quentin Tarantino w swojej twórczości czerpie pełnymi garściami z tandetnych filmów lat 70. A czym będzie się żywić jego następca za trzy dekady? Takimi propozycjami jak „Zabij dla mnie”. Właściwie w filmie Michaela... 94
        • Pożegnanie z kinem 30 kwi 2013, 19:00 Steven Soderbergh obraził się na kino. Ale przed odejściem do telewizji postanowił zrealizować „Panaceum”. Film z Jude’em Lawem i Rooney Marą zaczyna się jak dramat o moralnych dylematach psychoterapeuty. Padają tu... 94
        • Arne Dahl gra jak Metallica 30 kwi 2013, 19:00 Twórczość Arne Dahla (pod tym pseudonimem kryje się szwedzki krytyk i literaturoznawca Jan Arnald) dotarła do nas późno, w momencie gdy rynek mocno się już nasycił skandynawską prozą kryminalną. Być może dlatego właśnie książki... 95
        • Na pohybel FBI 30 kwi 2013, 19:00 John Grisham nie zawodzi. Nie licząc Stephena Kinga, to chyba mój ulubiony pisarz z czołówek list bestsellerów. „Więzienny prawnik”, jego najnowsza powieść, w niewielkim stopniu wikła się w zawiłości amerykańskiego wymiaru... 95
        • Miłość w piekle 30 kwi 2013, 19:00 Groźne pomruki Korei Północnej rządzonej przez młodego Kim Dzong Una sprawiły, że świat przypomniał sobie o tym egzotycznym skansenie totalitaryzmu. Niewielkie wszelako mamy pojęcie, jak tam wygląda – i czy w ogóle jest możliwe... 95
        • Melancholia i zmęczenie 30 kwi 2013, 19:00 Jeśli się uczyć, to od lepszych od siebie. Oto krótkie wprowadzenie do świata skandynawskich kryminałów. 96

        ZKDP - Nakład kontrolowany