Co by było, gdyby…

Co by było, gdyby…

Gdyby 20 lat temu rząd Hanny Suchockiej nie upadł, nasza historia potoczyłaby się zupełnie inaczej – przekonuje historyk prof. Antoni Dudek.

Mija 20 lat od rozwiązania Sejmu przez Lecha Wałęsę w wyniku przegłosowania wotum nieufności dla rządu Hanny Suchockiej. To był jeden z kluczowych momentów w dziejach III RP, a wynikł z przypadku. Jeden poseł nie dotarł na głosowanie, a wotum nieufności przeszło właśnie jednym głosem. Co by pana zdaniem się stało, gdyby 28 maja 1993 r. Sejm nie uchwalił wotum nieufności wobec rządu?

prof. Antoni Dudek: Jako historyk jestem sceptyczny wobec historii alternatywnej, ale w realiach 1993 r. można rzeczywiście mówić o innym rozwoju wydarzeń. Gdyby rząd Suchockiej przetrwał wtedy i dotrwał do końca kadencji, czyli do 1995 r., stałby się beneficjentem koniunktury gospodarczej, która właśnie się zaczynała, a pomogła w rezultacie rządzącemu od 1993 r. gabinetowi SLD-PSL. Rząd Suchockiej wprowadził bowiem podatek VAT, którego efekty były znacznie lepsze, niż oczekiwano. Stąd w następnych latach były możliwe podwyżki dla sfery budżetowej. A to właśnie ich brak był praźródłem wniosku posłów „Solidarności” o wotum nieufności. Rząd rzeczywiście mógł przeżyć to głosowanie, bo spośród wspierających go ugrupowań nie zagłosowało dwóch posłów ZChN – były minister sprawiedliwości Zbigniew Dyka, który się spóźnił na głosowanie, i posłanka Bogumiła Boba, która zrobiła to świadomie. W efekcie Lech Wałęsa rozwiązał Sejm, a przedterminowe wybory wygrały SLD i PSL.

Gdyby ten rząd dotrwał do 1995 r., ugrupowania postsolidarnościowe utrzymałyby się przy władzy?

Tego nie wiem. Prawdopodobnie trend był taki, że ugrupowania postsolidarnościowe władzę by i tak straciły. Rząd Suchockiej był wspierany przez osiem partii, które były z sobą skonfliktowane. Może jedynie ta porażka byłaby mniej dramatyczna. Bo przecież wybory w 1993 r. były gilotyną dla całej rozdrobnionej prawicy. Były to pierwsze wybory, w których obowiązywał 5-proc. próg wyborczy dla partii i 8-procentowy dla koalicji. To wyeliminowało z kolejnego Sejmu wszystkie partie współtworzące rząd Suchockiej, z wyjątkiem Unii Demokratycznej.

Także te, które poparły wniosek o wotum nieufności – PC i „Solidarność”.

Tak. Ale w efekcie Sejm II kadencji z lat 1993-1997 był Sejmem ewidentnie przechylonym w lewo. SLD w wyborach uzyskał 20 proc. głosów, a miał blisko 40 proc. mandatów. PSL otrzymało podobny bonus. Kiedyś zrobiłem symulację, co by było, gdyby partie wspierające rząd Hanny Suchockiej wystawiły wspólną listę wyborczą. Wyszło mi, że takie ugrupowanie otrzymałoby prawie 200 mandatów i byłoby silniejsze od SLD. Ponieważ poszły odrębnie, nie dostały nic.

W 1995 r. doszedłby jeszcze jeden czynnik – wybory prezydenckie. Jak by to wpłynęło na ich wynik? Lech Wałęsa i tak przegrałby z Aleksandrem Kwaśniewskim?

Lech Wałęsa był o krok od utrzymania prezydentury. Gdyby nie słynna debata telewizyjna, szczególnie ta pierwsza, z Aleksandrem Kwaśniewskim być może by wygrał. Ale szanse Wałęsy w takich połączonych wyborach byłyby akurat mniejsze. Po to przecież Wałęsa na początku 1995 r. obalał Pawlaka, by zrobić premierem Kwaśniewskiego i utrudnić mu wygraną w wyborach prezydenckich. Ostatecznie premierem został Oleksy, ale to i tak zwiększało zagrożenie ekspansją postkomunistów, co było korzystne dla Wałęsy. Mógł używać argumentu: jestem ostatnią zaporą przed wszechwładzą SLD, a jak ja przegram, będziecie mieli postkomunistycznego premiera i postkomunistycznego prezydenta. I to było jednym z powodów jego dobrego wyniku, zwłaszcza w porównaniu z notowaniami w czasie prezydentury. Gdyby do 1995 r. rządziła prawica, tego argumentu by nie było. Trzeba jednak pamiętać, że to właśnie Wałęsa ponosi największą odpowiedzialność za upadek obozu postsolidarnościowego. Dlatego że nie zrobił po wyborach w 1990 r. tego, co Tadeusz Mazowiecki po przegranych przez siebie wyborach prezydenckich. Mazowiecki stworzył Unię Demokratyczną, która zagospodarowała lewą stronę obozu postsolidarnościowego. Gdyby Wałęsa po wygranych wyborach skonsolidował obóz swoich zwolenników, to prawdopodobnie miałby najsilniejszą partię lat 90.

Jarosław Kaczyński chyba na to liczył – po to zakładał Porozumienie Centrum i wsparł ambicje prezydenckie Wałęsy.

Tylko że Kaczyński liczył na to, iż to on będzie rządził tą partią. Było zatem o jednego kandydata na przywódcę za dużo. Wałęsa mógł się jednak go pozbyć i mimo to zbudować na początku 1991 r. wielki obóz prawicowy, bazując nie tylko na Porozumieniu Centrum, ale i blisko 200 różnych organizacjach i stowarzyszeniach, które go poparły jako kandydata na prezydenta. Tymczasem Wałęsa nie tylko się pozbył Kaczyńskiego, lecz także rozbił cały swój obóz. Uznał, że jak wprowadzi się do Belwederu, to zrobi w Polsce system prezydencki i będzie dobrze. Tylko że w Sejmie I kadencji nie było większości dla przeforsowania tego pomysłu, bo Wałęsa jej nie stworzył. W efekcie do dziś ponosimy konsekwencje rozstrzygnięcia z roku 1990, gdy w system parlamentarno-gabinetowy wbudowano urząd prezydenta pochodzącego z wyborów powszechnych. A Wałęsa w sprawie budowy własnego obozu ocknął się dopiero w 1993 r. Zdaje się, że jednym z powodów, dla których tak szybko rozwiązał parlament po upadku rządu Suchockiej – czego nie musiał robić – była wiara, że założony przez niego Bezpartyjny Blok Wspierania Reform wygra wybory. A otrzymał, jak wiemy, zaledwie 16 mandatów, z trudem przekraczając próg wyborczy. W 1995 r. Wałęsa nie miał już żadnego poważnego zaplecza politycznego, a podpisy wspierające jego kandydaturę pomagali zbierać w wojsku generałowie.

A jak inaczej dzisiaj wyglądałaby scena polityczna, gdyby tych przedterminowych wyborów w 1993 r. nie było?

Na pewno polska rzeczywistość wyglądałaby inaczej, gdyby nie było w sumie sześciu lat rządów postkomunistów, gdy i prezydent, i premier był w ich rękach oraz dwóch kadencji prezydenckich Kwaśniewskiego. Rzeczywistość do roku 2005 została zdominowana przez potężny obóz postkomunistyczny, który głównie konserwował dziedzictwo PRL. Oczywiście prowadził politykę zagraniczną w interesie Polski, zmierzaliśmy do NATO i UE. Natomiast w wymiarze wewnętrznym wspierał różne patologie w życiu publicznym. Początkiem tak wielkiej siły formacji postkomunistycznej był właśnie rok 1993.

Niemniej właśnie teraz mija dziesięć lat od apogeum konfliktu wewnątrz rządzącego niepodzielnie SLD. Czerwiec 2003 r. to moment już po wybuchu afery Rywina, gdy tuż po referendum europejskim prezydent Aleksander Kwaśniewski chce tworzyć alternatywny rząd wobec gabinetu Leszka Millera, a Miller odpowiada wygranym wnioskiem o wotum zaufania. To był początek upadku Sojuszu Lewicy Demokratycznej jako formacji?

Triumfalizm SLD po drugiej wygranej w 2001 r. był praźródłem jego klęski. W pierwszym czteroleciu rządów, w latach 1993-1997, Sojusz był bardziej powściągliwy, co wynikało i z koegzystencji z Wałęsą w pierwszych dwóch latach, i z układu z PSL, które było partnerem nieco słabszym, ale miało klub ponad 130-osobowy. SLD musiał się więc z nim liczyć. Po 2001 r. SLD już totalnie dominował nad PSL, stąd brało się poczucie triumfalizmu ludzi Millera, którzy chcieli więcej. Chcieli m.in. własnego potężnego koncernu medialnego – stąd się wzięła afera Rywina. Był też ciąg kolejnych afer i kryzys przywództwa. Na początku 2004 r. secesję zrobił Marek Borowski, co było w latach 90. nie do pomyślenia. Bo jednym z istotnych elementów konsolidacji SLD w latach 90. była wspólnota strachu, że jak się podzielimy, to prawica przejmie władzę i nas w końcu rozliczy z współtworzenia komunistycznej dyktatury. W następnej dekadzie to poczucie strachu zaczęło mijać i doszło do rozłamów. To jedna z przyczyn słabości dzisiejszego SLD.

Także chyba wspomniany konflikt Millera z Kwaśniewskim?

To z kolei był efekt defektu ustrojowego, o którym mówiłem. Politycy z tego samego obozu politycznego, przez lata z sobą współpracujący, jak tylko weszli w buty prezydenta i premiera, zaczęli się z sobą spierać. Miller miał osobowość inną niż Jerzy Buzek, który był układny i obawiał się, że Kwaśniewski będzie mu wetował ustawy, zwłaszcza że był z innego obozu politycznego. Miller zakładał, że to on będzie rządził, a Kwaśniewski będzie kwiatkiem do kożucha. A Kwaśniewski tego nie chciał. Ale to prawda, to też był jeden z czynników przyspieszających upadek SLD. Gdyby Kwaśniewski podporządkował się Millerowi (lub odwrotnie), ten obóz przetrwałby dłużej.

W ostatnim wywiadzie rzece „Anatomia siły” Miller twierdzi, że Kwaśniewski chciał go osłabić, bo obawiał się, że wystartuje po nim w wyborach prezydenckich 2005 i wygra.

Nie wykluczam, że tak mogło być, ale z drugiej strony przecież Kwaśniewski wiedział, że już nie może trzeci raz kandydować. Dlatego uważam, że wybory prezydenckie w 2005 r. to był jednak drugorzędny powód konfliktu. Tak naprawdę chodziło o sprawy bieżące, na przykład spory o obsadę władz spółek Skarbu Państwa, takich jak PKN Orlen. Pokazują to losy ministrów skarbu w rządzie Millera, których zmieniło się czterech. Bo prezydent z premierem wyrywali sobie ten resort. Chodziło też o służby specjalne. Miller rękami Siemiątkowskiego chciał rozwalić WSI i zrobić potężną cywilno-wojskową Agencję Wywiadu. Kwaśniewski to zablokował, przeforsował ustawę o Wojskowych Służbach Informacyjnych i swojego człowieka gen. Marka Dukaczewskiego uczynił najpotężniejszym szefem WSI w historii tej służby.

Wspomniał pan o tej polskiej wadzie ustrojowej – wbudowaniu powszechnych wyborów prezydenckich w system parlamentarno-gabinetowy. Praprzyczyną tego był chyba wybór gen. Wojciecha Jaruzelskiego na pierwszego prezydenta 19 lipca 1989 r. przez Zgromadzenie Narodowe, też jednym głosem. Gdyby wtedy Jaruzelski nie został wybrany, losy Polski potoczyłyby się inaczej?

Zdecydowanie tak.

Wałęsa już wtedy mógł zostać wybrany?

Gdyby Jaruzelski nie został wtedy wybrany, zresztą głosem senatora Stanisława Bernatowicza z OKP, doszłoby zapewne do przyspieszenia procesu przemian. Nie sądzę, by już wtedy wybrano Wałęsę, choć być może by go zgłoszono. Prezydentem zapewne zostałby ktoś bezpartyjny, w rodzaju Aleksandra Gieysztora. Albo ktoś z ZSL. Po porażce Jaruzelskiego kandydatem na pewno nie byłby nikt z PZPR, więc w efekcie partia zaczęłaby tracić władzę jeszcze szybciej, niż ją traciła. I na przykład pierwsze całkiem wolne wybory do parlamentu odbyłyby się nie jesienią 1991 r., ale na przełomie roku 1989 i 1990, tuż po upadku muru berlińskiego. W efekcie Polska utrzymałaby rolę lidera przemian w Europie Środkowej, którą straciła po jesieni narodów na skutek więcej niż ostrożnej polityki rządu Mazowieckiego.

Leszek Miller chyba słusznie przyznaje, że Jaruzelski na stanowisku prezydenta był rodzajem polisy dla wojska i służb specjalnych PRL, ale także czynnikiem w jakimś stopniu usypiającym te siły. Bo w rzeczywistości nie blokował przemian.

Uważam, że jak długo ludziom aparatu PRL nie groziłoby fizyczne zagrożenie, tak długo oni by się nie ruszyli. Z analizy dokumentacji z tego okresu wynika, że duża część sektora siłowego była sparaliżowana, sfrustrowana i pełna niechęci do władzy generałów. Powodem była zapaść finansowa, jaka ich spotkała w końcówce PRL. Kryzys był bowiem już tak głęboki, że nie starczało na realne podwyżki nawet dla wojska i bezpieki, czyli filarów ustroju. Totalny krach gospodarczy był głównym powodem załamania się systemu, zresztą nie tylko w Polsce.

4 czerwca 1989 r. PZPR przegrała wybory także w obwodach zamkniętych, gdzie głosowały wojsko i służby.

Tak, to był najlepszy dowód. Dlatego Jaruzelski w 1989 r. nie był w stanie wprowadzić stanu wyjątkowego, nawet gdyby chciał. A gdyby nie został wtedy prezydentem, zmiany rzeczywiście mogłyby pójść szybciej. Kluczem były wolne wybory. Gdyby odbyły się na początku roku 1990, jeszcze przed wojną na górze i podziałem obozu „Solidarności”, dałyby mu zapewne samodzielną większość. I możliwość uchwalenia szybko nowej konstytucji. Niestety, zabrakło wyobraźni przywódcom obozu solidarnościowego. Świadomości, że doszło do gigantycznego przyspieszenia historii i trzeba ten moment wykorzystać. Dlatego w 1993 r. doświadczyli zimnego prysznica, jakim było zwycięstwo SLD. ■

Okrakiem na barykadzie

Antoni Dudek już od lat jest pionierem, jeśli chodzi o historyczne syntezy najnowszych dziejów Polski. Niedawno wyszła jego kolejna taka książka – „Historia polityczna Polski 1989-2012”. To właściwie mocno rozszerzone o kolejne lata i nieco zmienione wydanie poprzednich edycji „Historii III Rzeczypospolitej”. Stanowi jednak nową jakość, bo zawiera pierwszy syntetyczny opis rządów SLD, koalicji PiS- -Samoobrona-LPR, a także pierwszych czterech lat władzy Platformy Obywatelskiej. Autor przedstawia wydarzenia z kronikarską rzetelnością, nie wikła się w publicystyczne oceny, ale dzięki temu książka jest do przyjęcia przez każdego czytelnika, niezależnie od jego wyborów partyjnych. To ogromna wartość w obecnym głęboko podzielonym świecie polityki.

Okładka tygodnika WPROST: 24/2013
Więcej możesz przeczytać w 24/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 24/2013 (1581)

  • Skowyt salonu 9 cze 2013, 20:00 Ewa Siedlecka z „Gazety Wyborczej” przyłączyła się do skowytu w sprawie Fibaka. Pierwszy zaskowyczał Waldemar Kumór. Od początku miałem problem, co dokładnie chcą w ten sposób wyrazić. Bo według słownika języka polskiego... 4
  • Proste prawdy 9 cze 2013, 20:00 Skoro górnicy sami się wystrzelali, to tort sam się rzucił”. W zasadzie w tym miejscu można by postawić kropkę, kwitując słowa Zygmunta Miernika: w punkt. Można by, gdyby nie dwa zarzuty, które usłyszał w piątek opozycjonista... 4
  • Skaner 9 cze 2013, 20:00 Czy to nowa żona Putina? To wspólna decyzja. Nasze małżeństwo jest skończone – powiedział w zeszłym tygodniu Władimir Putin. – Jest skończone, nawet się nie widujemy – potwierdziła Ludmiła, z którą prezydent Rosji... 6
  • To był spisek 9 cze 2013, 20:00 Minister Nowak twierdzi, że krytyczne teksty o nim we „Wprost” to efekt „czarnego PR-u” w wykonaniu ludzi powiązanych z PKP. Ma nas! W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak ujawnić prawdę. Było tak. Słynny... 10
  • O kim mówił Wojciech Fibak 9 cze 2013, 20:00 Wojciech Fibak, jak stwierdził w rozmowie z „Wprost”, od lat zajmował się „łączeniem ludzi” i „może podać 30 przykładów”. Nie ustają spekulacje, kto jest na jego liście. 12
  • Medialny tydzień z Fibakgate 9 cze 2013, 20:00 Po publikacji „Wprost” wiele osób zaczęło usprawiedliwiać zachowania Wojciecha Fibaka. Ucichły dopiero po głosach obrońców praw kobiet. – Rozpoczęła się ważna debata publiczna, której nawet niechętni dziennikarze... 14
  • Handel żywym towarem 9 cze 2013, 20:00 Umocowanie w establishmencie i towarzyskiej śmietance przez lata zapewniało Wojciechowi Fibakowi nietykalność. Publikacja „Wprost” to okazja, by zająć się problemem uprzywilejowanej kasty tak zwanego środowiska. W Fibakgate... 15
  • Książęta i prostytutki 9 cze 2013, 20:00 O tej aferze seksualnej informowały wszystkie europejskie media. Swoją rolę odegrał w niej też Wojciech Fibak. 16
  • Fibak na telefon 9 cze 2013, 20:00 Seksafera z Fibakiem w tle to bardzo smutna, ale i ważna sprawa, bowiem od czasów Rywina nie mieliśmy afery, która by stawiała tak mocno pytanie o jakość naszego estabilshmentu, jego poczucie bezkarności i wszechmocy. Przez lata wiedziano,... 18
  • Mariusz, mów, jak jest 9 cze 2013, 20:00 Mariusz Max Kolonko dobiega pięćdziesiątki i właśnie przeżywa drugą młodość. W internecie. I namawia do wpłacania pieniędzy na swoją MaxTV. 20
  • Olimpijczyk z Totalizatora 9 cze 2013, 20:00 Prezes Totalizatora Wojciech Szpil bawił się na igrzyskach w Londynie z rodziną. Płacił Polski Komitet Olimpijski, który jednocześnie obniżył premie dla medalistów. 24
  • Inżynier Kaczyńskiego i Palikota 9 cze 2013, 20:00 To chyba jedyny ekspert, którego za „swojego” uznają zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Janusz Palikot. I płacą mu setki tysięcy złotych. Prof. Witolda Modzelewskiego za „swojego” kiedyś uznawał nawet Andrzej Gawronik. 30
  • Flaczki w Brukseli 9 cze 2013, 20:00 Rok przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w polskich partiach zaczął się brutalny wyścig o miejsca na listach. I jest o co walczyć. 34
  • Geje służą państwu 9 cze 2013, 20:00 Trzeba ciągle przypominać, że będąca ofiarą gwałtu kobieta nigdy nie jest współwinna – mówi Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. 38
  • Ratunek na lewicy 9 cze 2013, 20:00 Opinie Ryszard Kalisz odpowiada Marcinowi Królowi 43
  • Ojciec numer 66 9 cze 2013, 20:00 Dawcy spermy nie zdają sobie sprawy, że dzieci poczęte z pomocą ich nasienia będą mogły wystąpić do sądu o ustalenie ojcostwa i żądać alimentów albo spadku. 44
  • Nie zazna spokoju 9 cze 2013, 20:00 Niemiecki sąd zabronił publikowania fałszywej informacji, że mój ojciec współpracował z żydowską policją w getcie - mówi syn słynnego „Pianisty” Andrzej Szpilman. 48
  • Odarci z prywatności 9 cze 2013, 20:00 Wiedzą o nas wszystko. W każdej chwili mogą tego użyć. Prawo nie chroni nas przed nieustającą inwigilacją. 52
  • Pikej Krul i reszta 9 cze 2013, 20:00 Jeśli nie wiesz, kim jest Snooky albo Pikej, jak bardzo schudła panna Grycan i czy Jola Rutowicz jest, czy nie jest w ciąży, to możliwe, że już nie żyjesz. 56
  • Śmierdząca sprawa 9 cze 2013, 20:00 W górze śmieci, którą rząd zafundował samorządom, utonie niejeden lokalny polityk. Pierwsza może być prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. 60
  • Drzwi do raju 9 cze 2013, 20:00 Poznała go na portalu randkowym. Po kilku miesiącach znajomości zniknęła bez śladu. Siedem lat później z Wisły wyłowiono czaszkę. 62
  • Co by było, gdyby… 9 cze 2013, 20:00 Gdyby 20 lat temu rząd Hanny Suchockiej nie upadł, nasza historia potoczyłaby się zupełnie inaczej – przekonuje historyk prof. Antoni Dudek. 65
  • Kłusownicy dla zabawy 9 cze 2013, 20:00 Mają nowoczesną broń i noktowizory. Warte fortunę i nielegalne. Wjeżdżają do lasu dobrą terenówką. Strzelają, do czego chcą. Tzw. białe kołnierzyki – nowi, bogaci kłusownicy. 68
  • Bunt laickiej Turcji 9 cze 2013, 20:00 Rosnące niezadowolenie z konserwatywnych rządów Recepa Erdog ˇ ana wylało się na tureckie ulice. Rząd tłumi protest brutalnie, bo wie, że może sobie na to pozwolić. 70
  • Stany czarno-białe 9 cze 2013, 20:00 Proces George’a Zimmermana, który w zeszłym roku zastrzelił nieuzbrojonego nastolatka, pokaże, że nic bardziej nie dzieli Amerykanów niż kolor skóry. 74
  • Iran – reaktywacja 9 cze 2013, 20:00 Epoka wojowniczego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada dobiega końca. Zachód nie ma wyboru – z jego następcą trzeba się polubić. 76
  • Tenis dla bogaczy 9 cze 2013, 20:00 Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz stają się najbardziej znanymi sportowcami z Polski. Dlaczego więc bardziej interesujemy się żenującymi meczami piłkarskiej kadry? 78
  • Piłem – nie jadę 9 cze 2013, 20:00 Alkomat jest zawsze użyteczny. Dzień po spożyciu alkoholu należy się upewnić, czy można prowadzić auto – mówi Guillaume Girard-Reydet, prezes firmy Wyborowa SA/Pernod Ricard Polska. 81
  • Mistrz zaciskania pasa 9 cze 2013, 20:00 Gdyby praca była stworzona dla człowieka, toby się w niej nie męczył – mówi Sławomir Muturi. Zaczynał od 22 dolarów oszczędności, teraz żyje jak milioner. 82
  • Nowy król na Wawelu 9 cze 2013, 20:00 Jak z bankrutującej firmy w kilka lat zrobić potentata branży? Odpowiedź zna Dariusz Orłowski - najskuteczniejszy menedżer w Polsce. Jego Wawel to giełdowy ewenement. 84
  • Zaraźliwy nowotwór 9 cze 2013, 20:00 Michael Douglas publicznie stwierdził, że wirus HPV, przenoszony podczas seksu, oraz inne zaraźliwe mikroby mogą zwiększać zapadalność na raka. Ma rację. 86
  • To, co najważniejsze 9 cze 2013, 20:00 Wojciech Mecwaldowski nie ukrywa, że ma żenujące poczucie humoru. Ale o Polsce myśli i mówi poważnie. Tak jak o swoim najnowszym filmie „Dziewczyna z szafy”. 88
  • Sztuka prosto z głowy 9 cze 2013, 20:00 Barokowe pałace zamienione w ascetyczne galerie i rozsadzające cztery ściany wystawy na… boiskach sportowych ­– oto Wenecja podczas 55. Biennale Sztuki. 92
  • Dziesięć punktów dla Emmy 9 cze 2013, 20:00 Nie rozumiem kultury celebrity, marzę o aktorstwie - mówi nam gwiazda „Harry’ego Pottera” Emma Watson. Na ekrany wchodzi „The Bling Ring” Sofii Coppoli z jej dobrą rolą. 94
  • Muzyka 9 cze 2013, 20:00 Natalia i Janis To, co odróżnia ten projekt od rozlicznych coverowych zestawów, to przede wszystkim prawdziwe, a nie powierzchowne zmierzenie się przez Natalię Przybysz z legendarnym repertuarem. Ten proces oswajania cudzej twórczości i... 96
  • Kino 9 cze 2013, 20:00 Waleczny Ryan Mroczny, nocny Bangkok, brutalne walki, przemyt narkotyków. I zemsta. Gwałt i morderstwo na nastolatce napędzają spiralę okrucieństwa. Nicolas Winding Refn znowu zatrudnia Ryana Goslinga i opowiada o przemocy. Posługuje się... 97
  • Książka 9 cze 2013, 20:00 Punkowa nostalgia W pewnym wschodnioniemieckim mieście, w budynku przeznaczonym do rozbiórki mieści się bar Helsinki prowadzony przez Olego, melancholijnego punkowca po czterdziestce. To ostatnia forteca starego świata, w którym ludzie... 97
  • Bomba tygodnia 9 cze 2013, 20:00 Wadka za wpadką Znamienita firma zagraniczna, Louis Vuitton nie ma jakoś u nas szczęścia do PR. Najpierw program, w którym walizki z logo firmy grały ważną rolę, czyli „Woli & Tysio”, a tam kupa hipopotama i białko na... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany