(Nie)bezpieczne kosmetyki

(Nie)bezpieczne kosmetyki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polemik
Jeżeli ktoś powie, że 100 proc. sprzedawanych kosmetyków jest bezpiecznych, to nie mówi prawdy. Ryzykowne wydają mi się jednak uogólnienia, którymi posługuje się autor artykułu "Jadowite kosmetyki", zamieszczonego w nr. 19 tygodnika "Wprost".
Branża kosmetyczna w Polsce podlega ściśle określonym regulacjom prawnym. W wieloletniej historii wytwarzania kosmetyków w Polsce nie było okresu, w którym działałaby ona całkowicie dowolnie. Zawsze istniały przepisy regulujące działalność producentów kosmetyków. Tak jest w Europie i w wielu krajach poza nią.
Dawniej w Polsce stosowano krajowe kryteria i zasady. Zawsze jednak trzeba było przejść żmudną procedurę, aby produkować kosmetyk, a zanim uzyskano pozwolenie na dopuszczenie go na rynek, należało przeprowadzić wiele badań jego bezpieczeństwa. Kiedy w końcu preparat uzyskał zgodę Państwowego Zakładu Higieny, producent miał święty spokój. Nie odpowiadał praktycznie za nic - miał zgodę PZH.
Uzyskanie od urzędu (PZH) pozwolenia było formalnością uciążliwą, a przy tym nie dawało stałej gwarancji bezpieczeństwa produktu. Pomijając drogę, którą trzeba było przebyć, by otrzymać zezwolenie (zawsze są to sytuacje dopuszczające dowolność interpretacji urzędnika), to gdy je już wydano, produkt nie był dostatecznie kontrolowany.
Dziś jest inaczej. Nie trzeba mieć wydawanego przez urząd pozwolenia na dopuszczenie do obrotu - odpowiedzialność za produkt ponosi wyłącznie producent. Jest to bardziej normalna sytuacja, nie mówiąc o tym, że takie uregulowanie jest zgodne z normami prawnymi obowiązującymi w Unii Europejskiej. W maju 2002 r. weszła w życie znowelizowana ustawa o kosmetykach, dostosowująca polskie prawo do zasad unijnych. Uważam, że zawarte w niej rozwiązania są lepsze i dla producenta, i dla klientów. Producent nie ma dziś zgody PZH, ale jego odpowiedzialność za produkt jest większa.

Rygorystyczne zabezpieczenia
Producenci przywiązują dziś ogromną wagę do jakości produktu. Czynią też wiele, by kosmetyki były bezpieczne i nie wywoływały uczuleń. Wolno nam używać tylko tych surowców, które są wypróbowane, dozwolone. Surowo je selekcjonujemy - pochodzą tylko od sprawdzonych dostawców. Wprowadziliśmy wysokie standardy produkcyjne. Musimy przeprowadzać dziesiątki badań dermatologicznych, alergologicznych, testów aplikacyjnych, czyli użytkowych; często sami badamy surowce. Dużo na ten temat mogą powiedzieć pracownicy Instytutu Chemii Przemysłowej czy akademii medycznych. Coraz więcej zakładów ma systemy ISO. Kontrola jakości jest ważnym elementem procesu produkcyjnego na każdym jego etapie, dotyczy nie tylko - jak dawniej - finalnego produktu. Badamy i surowce, i to, czy jeden z nich w związku z innym nie wywołuje niepożądanych reakcji. Działamy pod rygorami, które powodują, że jakość kosmetyków nie może być kwestionowana. Jeśli eksportujemy nasze produkty do UE, a zdarza się to coraz częściej, to na każde wezwanie w ciągu 24 godzin musimy przedstawić pełną, obszerną dokumentację produktów.
Przemysł kosmetyczny, dostosowując się do działalności na wolnym rynku i reguł unijnych, przebył ogromną drogę. Konkurencja, która zaczęła się w latach 90., pokazała, że jakość i wizerunek mają znaczenie. A wizerunek to przede wszystkim jakość.
Może się oczywiście zdarzyć, że ktoś dostaje uczulenia po najlepszym kosmetyku, podobnie jak może być uczulony na jedzenie, otaczające nas rośliny, przedmioty codziennego użytku, koty lub psy. Ludzie, którzy mają skłonność do uczuleń, dobierają sobie odpowiednie kosmetyki.

Garażowe technologie
Przedstawiam tu oczywiście problemy dobrych producentów, którzy chcą uczciwie działać na rynku. Nasze regulacje prawne - nie kosmetyczne, ale podatkowe - powodują, że istnieje też spora szara strefa. Jako jedyny kraj spośród członków i kandydatów do UE mamy akcyzę na kosmetyki kolorowe i zapachowe. Podatki są tak duże, że nieuczciwym producentom opłaca się robić w garażu byle co, czasami pod własną marką, czasami pod marką zapożyczoną. Te produkty nie podlegają żadnej kontroli. Przestępstwo w takich wypadkach polega na używaniu cudzej marki, grafiki, ale nie na kradzieży technologii - w garażu nie można wykorzystać nowoczesnej technologii produkcji kosmetyków. Technologia garażowa jest więc byle jaka, nie kontrolowana, surowce byle jakie, byle tanie. Szara strefa to albo dziwne marki, nie znane na rynku, albo podróbki istniejących marek. W kosmetyce pielęgnacyjnej, na którą nie ma akcyzy, podróbki zdarzają się rzadko. Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe i zapachowe, na które obowiązuje akcyza, szara strefa jest szacowana na 20 proc. sprzedaży. Najczęściej podrabiane są drogie perfumy, ale prawie nie ma podrobionych markowych kremów.
Więcej możesz przeczytać w 27/2003 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 27/2003 (1075)