Szkolna przemoc w czasach rewolucji

Szkolna przemoc w czasach rewolucji

Przemoc
Przemoc / Źródło: Fotolia / Autor: bramgino
Walka z przemocą rówieśniczą, zwłaszcza z przemocą psychiczną, zawsze była słabą stroną polskich szkół. Teraz, kiedy przetacza się przez nie chaos związany z reformą edukacji, może być tylko gorzej.

Początek września to dla wielu uczniów i ich rodziców początek wielomiesięcznej szkoły przetrwania. Dzieci z przepełnionych podstawówek uczą się na dwie zmiany, pierwsza zaczyna lekcje o godz. 7, druga kończy o 19. Do tego dochodzi niepokój uczniów i rodziców ze zdublowanego rocznika, czyli ósmych klas szkoły podstawowej i trzeciej gimnazjum, które będą rywalizować o miejsca w liceach.

Na korytarzach gimnazjów przekształconych w podstawówki mijają się siedmio- i czternastolatki, mali są onieśmieleni starszymi, a starsi sfrustrowani obecnością maluchów. W szkołach zapanowało takie zamieszanie, że to, co dotychczas w nich szwankowało, na pewno nie zostanie teraz naprawione. A z przemocą rówieśniczą zawsze radziły sobie słabo albo wcale. Według raportu „Dzieci się liczą” opracowanego w 2017 r. przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę Polska jest na drugim, po Niemczech, miejscu w Europie pod względem liczby samobójstw wśród osób w wieku 10 – 19 lat. Jednym z najczęstszych problemów, z którymi dzwonią dzieci na prowadzony przez fundację telefon zaufania, jest przemoc w szkole. I nie chodzi o przemoc fizyczną.

Z badań, które przeprowadził w 2015 r. Instytut Badań Edukacyjnych, wynika, że bolączką polskich szkół jest przemoc psychiczna. Najczęściej dotyka klas od czwartej do szóstej, a więc 10 – 13-latków. Jedna trzecia uczniów doświadcza agresywnych zachowań relacyjnych i słownych co najmniej kilka razy w ciągu miesiąca. Systematycznie dręczony jest co dziesiąty uczeń. Taką przemoc trudno dostrzec. Bicie widać na monitoringu, ale okrutnych słów – nie.

Dopóki dziecko się komuś nie poskarży, ta agresja pozostanie niezauważona. Jednak dzieci nie skarżą się nauczycielom, boją się reakcji kolegów. Mówią rodzicom, a ci bywają bezsilni, bo nauczyciele i dyrektorzy nie umieją dobrze reagować na sygnały o przemocy psychicznej. Odsyłają sprawcę i ofiarę do szkolnego pedagoga, albo psychologa, a to nie przynosi efektów. Eksperci edukacyjni od dawna powtarzają, że do skutecznej walki z przemocą w szkole potrzebne jest współdziałanie całego zespołu: wychowawcy, nauczycieli przedmiotowych, pedagoga, psychologa szkolnego, rodziców. Tego w szkołach nie ma.

Spustoszenie, które wywołuje w psychice dziecka prześladowanie jest natomiast tak duże, że może mieć konsekwencje w dorosłości. Co robią więc rodzice, żeby pomóc dzieciom w tej sytuacji? Niektórzy poddają się po bezskutecznej walce i przenoszą dzieci do innej szkoły. Inni robią tak, jak rodzice Marcina z podwarszawskiego miasteczka, którzy po trzech latach bezskutecznej walki, w odruchu bezsilności poszli na policję. I po raz pierwszy zostali potraktowani poważnie, a po interwencji policji w szkole ich syn odzyskał spokój.

O tym, jak pomóc dziecku, które jest ofiarą przemocy psychicznej w szkole czytaj więcej w najnowszym numerze tygodnika „Wprost”.

Całość dostępna jest w 37/2018 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 4

Czytaj także