Chore dzieci, chory system

Chore dzieci, chory system

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Szpitale boją się nie przyjmować dzieci na oddziały (fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Co zmieniło się w miesiąc po śmierci 2,5-letniej Dominiki? Szpitale boją się nie przyjmować dzieci na oddziały. Rodzice natomiast boją się o dzieci i z każdym problem idą do lekarza. Więcej jest przyjęć na oddziały dziecięce. Jednak, czy takie praktyki nie skończą się kolejną tragedią?
W okresie jesienno-zimowym szpitale są zwykle bardziej obciążone pracą. Na oddziałach dziecięcych brakuje łóżek. Brakuje też specjalistycznych oddziałów, na które trafiać by mogły dzieci z zakażeniami.

Po głośnej sprawie śmierci 2,5-letniej Dominiki szpitale boją się odmówić przyjęcia najmniejszych pacjentów. Najgorsza sytuacja jest w szpitalach, które nie mają specjalistycznych oddziałów dziecięcych, czy zakaźnych. Tam dzieci z biegunkami, czy objawami grypy trafiają na oddziały, gdzie leczone są przewlekle chore maluchy. Dla tych drugich taka sytuacja może skończyć się tragicznie.

Dla dziecka z przewlekłą niewydolnością nerek, które musi przyjmować leki immunosupresyjne obniżające odporność, spotkanie z pacjentem z zapaleniem oskrzeli może skutkować rzutem choroby i kolejnymi miesiącami w szpitalu. 

Lekarze przyznają zgodnie, że obłożenie na oddziałach pediatrycznych jest bardzo duże. „Są takie dyżury, że nie możemy w ogóle znaleźć miejsca w Warszawie. Odsyłamy dzieci poza stolicę” – powiedział jeden z lekarzy dyżurnych.

W szpitalu przy ulicy Niekłańskiej nie ma oddziału zakaźnego. Dzieci z chorobami zakaźnymi trafiają na pediatrię lub patologię noworodka i niemowlęcia. Rzecznik prasowy szpitala Maciej Kot podkreślił, że w sytuacji, gdy dzieci z chorobami zakaźnymi trafiają na oddział personel stara się, by nie doszło do pogorszenia stanu zdrowia jednego, czy drugiego dziecka. „W wielu przypadkach jakakolwiek konsultacja lekarza rodzinnego jest skierowaniem bezpośrednim do szpitala bez żadnej diagnozy czy zabezpieczenia. Po godzinie siedemnastej nasz szpital staje się nie Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym, a poradnią dla rodziców” – powiedział Kot.  

W placówkach, gdzie nie ma oddziałów pediatrycznych, czy zakaźnych dziecko z infekcją układu oddechowego może trafić na każdy oddział. Szpitale starają się izolować zakaźnych pacjentów, jednak nie zawsze jest to możliwe. „Co z tego, że leżą w innej sali, jeśli wszystkie dzieci na oddziale korzystają z jednej łazienki? To się niesie po oddziale. Powinno się stworzyć osobne oddziały dla pacjentów zakaźnych, na których pracowałby też osobny personel” – mówiła jedna z pielęgniarek pracująca w szpitalu dziecięcym. 

„To trochę kwadratura koła. Dostaje się jakieś oficjalne pismo, czy minister zdrowia ogłasza, że wszystkich należy przyjmować i kłaść. Wszyscy się gimanstykują jak to zrobić, by pacjentowi nie zaszkodzić, a z drugiej strony, aby zabezpieczyć w jak najlepszym stopniu chore dzieci” – przyznaje lekarz oddziału pediatrycznego. 

Pytam więc wprost jednego z lekarzy z izby przyjęć, czy zwiększona ilość pacjentów ma związek ze sprawą Dominiki. „Podejrzewamy, że tak. Sprawa Dominiki może mieć związek zarówno ze zwiększoną częstotliwością pojawiania się dzieci i ich opiekunów w szpitalu, jak i z większym zaniepokojeniem rodziców” – przyznał lekarz. Dodał także, że na trudną sytuację nakłada się też zwiększona częstość zachorowań związana z pogodą.

Czy w takim razie powinno się stworzyć więcej oddziałów zakaźnych? Zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że wystarczyłyby dobrze wyposażone oddziały dziecięce. Takie, w których w każdym pokoju znajduje się oddzielna łazienka, jedno lub dwa łóżeczka i miejsce dla rodzica. Jedno jest pewne. W szpitalach w szczycie sezonu zachorowań brakuje miejsc dla dzieci.  

„W Polsce brakuje oddziałów dziecięcych. Zachorowania u dzieci są sezonowe. W oddziałach specjalistycznych pacjenci są przez cały rok zapraszani na kontrole i diagnozowanie. W momencie, gdy pojawia się większa ilość infekcji takie oddziały stają się niewydolne. Pacjenci zaczynają leżeć na korytarzach” – powiedział lekarz dyżurny ze szpitala przy ul. Litewskiej w Warszawie Piotr Jurkowski.

Problemem są pieniądze. Co w takim razie zrobić? Dla rodziców najważniejsze jest, by ich dziecko otrzymało jak najlepszą opiekę. Jednak czy polityka przyjmowania pacjentów do granic możliwości szpitala i personelu jest w najlepszym interesie dzieci? Może czas pomyśleć o zmianie systemowej, stworzeniu większej ilości oddziałów dziecięcych i zakaźnych, tak by życie najbardziej narażonych na choroby dzieci nie było zagrożone. Czy musi dojść do kolejnej tragedii byśmy to pojęli?
 3

Czytaj także