Niepublikowany wywiad z Markiem Jackowskim

Niepublikowany wywiad z Markiem Jackowskim

Marek Jackowski (fot. JERZY STALEGA / Newspix.pl ) / Źródło: Newspix.pl
Fragment rozmowy z Markiem Jackowskim, niedawno zmarłym twórcą Maanamu
Ponoć było tak: spotkał pan Milo Kurtisa, przypadliście sobie do gustu i po twórczym przekształceniu waszych imion powstał zespół i nazwa Maanam.

Tak prosto nie było. Bo faktycznie, ktoś w redakcji "Jazz Forum” powiedział mi, że jest taki Milo, który gra na klawiszach, ale od razu mnie ostrzegli. On jest trochę dziwny.

I był?

Milo potrafił niespodziewanie ulotnić się z własnego koncertu. Kładł na klawiszach organów cegłę, żeby przytrzymać akord i wyskakiwał w tym czasie na winko do Hopfera. Po powrocie odkładał cegłę i grał jak gdyby nigdy nic.  Pomyślałem: Oto właściwy człowiek.

To chyba był inny Maanam od tego, który na początku lat 80. odniósł sukces?


Koncerty z Milo były czystą awangardą i szaleństwem. Milo potrafił na nich zaśpiewać piosenkę o czterdziestu greckich herosach, każdemu poświęcając jedną zwrotkę. Dla publiczności było to nie do zniesienia.

Kiedy pan zrozumiał, że nie da się z nim tworzyć przebojów?

Po koncertach z Milo chciałem już grac normalne piosenki. Zaproponowałem wtedy mojej żonie Korze, żeby do nas dołączyła. A gdy pojawił się John Porter zaczęliśmy grac już normalne, bardziej melodyjne piosenki.

Firmy płytowe, ani Polskie Nagrania, ani Tonpress nie były nami w ogóle zainteresowane. W Polsce rządził wtedy Exodus i Kombi, a my byliśmy nowa fala, na którą się niechętnie patrzyło. Mówili: wasze miejsce jest w klubach studenckich.

Stworzył pan zespół, komponował piosenki, dlaczego nie chciał ich sam śpiewać?  

Dwoje wokalistów w zespole to marny pomysł. Wiedziałem też, że ze swoim wokalem dużo nie zdziałam.

Przecież śpiewał pan pierwszy wielki przebój zespołu „Oprócz błękitnego nieba”.


Trochę przypadkiem. Za wszystkie zarobione na koncertach pieniądze wynajęliśmy studio na kilka godzin. Bałem się wziąć ze sobą świeżych, jeszcze niesprawdzonych koncertowo muzyków Maanamu, z którymi ćwiczyliśmy w krakowskiej Rotundzie, więc zaprosiłem muzyków sesyjnych. Z Dżamblami. nagraliśmy trzy pierwsze piosenki Maanamu: "Hamleta”, „Chcę ci powiedzieć coś” i "Blues Kory”. Na sam koniec sesji zaryzykowałem i sam zaśpiewałem „Oprócz błękitnego nieba". Po nagraniu powiedziałem uczciwie chłopakom z zespołu: Nie mogę wam nic obiecać. Nie mam pieniędzy i nie wiem, jak to się skończy, ale chciałbym, żebyśmy ze sobą dalej grali.

O Marku Jackowskim czytaj więcej w najnowszym numerze tygodnika "Wprost"

Nowy numer "Wprost" od niedzielnego wieczora będzie dostępny w formie e-wydania .

Najnowszy "Wprost" będzie także dostępny na Facebooku .



Czytaj także

 1
  • irenka IP
    Jak wielu hippisow - znalazl przystan dopiero na stare lata. Marek byl wspanialym kompozytorem i cudownym czlowiekiem. Krakow zasze bedzie o Nim - pamietal