Wróblewski: Nie da się być naraz lewicą i prawicą

Wróblewski: Nie da się być naraz lewicą i prawicą

Tomasz Wróblewski
Oprócz Jarosława Kaczyńskiego mamy dwa żywioły w rządzie. Oba chcą silnej i niezależnej Polski, ale rozmaicie widzą swoją misję. Dotąd prym wiedli politycy przekonani, że kluczem są transfery socjalne dla ubogich i krótka smycz dla zagranicznych koncernów. Coś, co da rządowi konieczne poparcie w kraju i respekt za granicą. Po ostatnim ratingu S&Pdo głosu powoli dochodzą politycy przekonani, że niezależne mogą być tylko kraje silne gospodarczo, a to wymaga więcej dyscypliny w finansach i znacznie mniej etatyzmu i biurokracji w biznesie.

PiS nie ma już wiele czasu, żeby zdecydować, którą drogą chce pójść. Świat zmienił się od początku tego roku. Inwestorzy w popłochu uciekają z rynków wschodzących. Europejska gospodarka wciąż nie ruszyła z miejsca. Rosja robi się coraz bardziej nieprzewidywalna. Chiny lawirują na krawędzi czegoś, co ekonomiści nawet boją się nazwać, ale na wszelki wypadek radzą swoim klientom uciekać z pieniędzmi i rezygnować z inwestycji. I kiedy już tak będą uciekać, to na pewno nie schowają się w kraju, wokół którego ktoś wciąż dostawia nam nowe znaki zapytania.

Przez ostatnie dwa tygodnie przeczytałem z 50 tekstów, opracowań rynkowych i obejrzałem kilka materiałów filmowych o sytuacji w Polsce. Zapewniam państwa, że ilość nam nie służy. O ich powierzchowności, uproszczeniach i skażeniach lewicowymi uprzedzeniami pisaliśmy już na tych łamach. Nie zmienia to faktu, że osąd w głowach ludzi przyciskających guziki na Wall Street czy w londyńskim City zostaje. Obniżony ranking S&P, niezależnie od przedziwnych okoliczności (piszemy na str. 6) pozostaje obniżonym ratingiem. Negatywne zalecenia JPMorgan w stosunku do złotego są faktem i złoty w tym roku zaliczany jest do najsłabszych walut na świecie. To oczywiście nie jest tak, że Polska nie ma się czym pochwalić.

Wicepremier Morawiecki pojechał do Davos z całym koszem dobrych wiadomości. Wzrost gospodarczy na koniec 2015 r. był wyższy od spodziewanego, spada bezrobocie, rośnie produkcja, która daje nam imponujące nadwyżki eksportowe. Problem w tym, że pieniędzy nie napędzają historyczne dane. Inwestorzy żerują na trendach, przesłankach, ba, nawet na plotkach i sentymentach. Patrzą do przodu. Gdzie nawet złe nastawienie eurokratów, naburmuszonych po odsunięciu od władzy w Warszawie ich pupili, dla inwestorów też jest wskaźnikiem inwestycyjnym. I jak na ironię losu, im częściej Bruksela powtarza, że pieniądze przyznane Polsce są niezagrożone, tym bardziej inwestorzy zastanawiają się, czy aby na pewno. Na pozór rutynowe procesy, jak wybór nowych członków do Rady Polityki Pieniężnej, natychmiast zwracają na siebie uwagę zagranicznych mediów, które pytają o ich upolitycznienie, choć nikt tych pytań nie zadawał przy ostatnich, równie politycznych, nominacjach.

Tego rząd szybko nie zmieni. Tak, jak ciężko będzie przekonać do siebie lewicowe media w Europie. Ale z tym większą ostrożnością trzeba podchodzić do każdej cyfry w budżecie, każdego nowego programu społecznego. Jak choćby do 500 zł na dziecko. Z projektu demograficznego przeistoczył nam się w program zapomogowy. W połączeniu z innymi świadczeniami będzie zachętą do życia na koszt państwa i porzucania pracy. Coś, co miało wzmocnić nas, odbudować populację Polski, teraz zatruje nie tylko finanse publiczne, ale i zdemoralizuje tysiące rodzin. Nowe regulacje rynku pracy wprowadzają osłony socjalne i minimalne zarobki dla umów o dzieło, ale nic nie robią, żeby zachęcać przedsiębiorców do zatrudniania na etat. Pozapłacowe koszty pracy dalej należą do najwyższych w Europie, co oznacza, że młode osoby będą lądowały na bezrobociu lub w szarej strefie. W duchu sprawiedliwości społecznej powrócił projekt ustawy wprowadzający klauzulę obejścia prawa, dającej urzędnikom skarbowym wolną rękę do nadużywania władzy. Kolejny pomysł zakłada upaństwowienie komorników. Coś, co może ułatwi życie dłużnikom, ale na pewno nie pomoże gospodarce (piszemy na str. 48). Żaden ze sprawiedliwością nie będzie miał nic wspólnego.

Rozgoryczenie, nagonka – możemy używać dowolnych określeń do opisania awantury z Brukselą, mediami i niesprawiedliwego ratingu, ale na koniec zostajemy ze starą Reaganowską prawdą – „Sprawiedliwość społeczna nie należy do tych, którzy sobie ją przywłaszczają, ale tych, którzy na nią pracują”. Tworząc miejsca pracy, a nie je sztucznie redystrybuując. A po naszych doświadczeniach możemy dodać: tych, którzy odbierają argumenty przeciwnikom, zamiast się na nich obrażać.

Felieton ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost”, który trafi do kiosków w poniedziałek, 25 stycznia 2016 r. "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchaniaoraz na  AppleStore GooglePlay.




Czytaj także

 75
  • ............................. IP
    PiS pokazuje, że się da.
    • Lucek XVI IP
      Oj,czyżby rozczarowanie Dobrą Zmianą:)czyli Pisbolszewią?
      Tak szybko?Niesamowite...
      • Powiśle IP
        Co pan wypisuje o jakiejś lewicy europejskiej. Największa lewica jest tu: w sercu Kaczyńskiego i jemu podobnych towarzyszy Szmaciaków. Jedyne co jest w nich pozytywne to jest to, że nie akceptują imigracji z Bliskiego wschodu, chociaż prawdopodobnie wynika to z braku otwartości tych prymitywów a nie z wiedzy o realnej szkodliwości takiej emigracji.
        • Karolina IP
          Da się. Na balu dziennikarzy np. przepijali do siebie i słit gaworzyli przedstawiciele wszystkich obecnych w Polsce syndykatów .A co zebrali? Niejedna kuafiura i kreacja drożej wychodziła. Jedynie wszechobecnego smrodu zgniłej słomy i czosnku nawet lany strumieniami Chanel4 przykryć nie zdołał.
          • Nic/k IP
            Wydawca i naczelny przyznają sobie nagrody im. Kisiela i będzie to ostatni nr Wprost, w którym trzy czwarte tekstów to kryptoreklama, a reszta na poziomie Wróblewskiego ... Panie Wróblewski słyszałem, że został Pan nadwornym tłumaczem myśli Kaczyńskiego w TVP. Gratuluję.

            Czytaj także