Półroczna Basia zmarła. Karetka przyjechała po 3 godzinach

Półroczna Basia zmarła. Karetka przyjechała po 3 godzinach

Dodano:   /  Zmieniono: 11
Półroczna Basia zmarła. Karetka przyjechała po 3 godzinach (fot. Pawel998/Wikipedia/CC)
Zostało już wszczęte postępowanie. Prokuratura chce zbadać, dlaczego specjalistyczna karetka wysłana z Łodzi do Kutna potrzebowała aż 3 godzin, aby zabrać dziewczynkę do szpitala w Łodzi.
Dziewczynka zaczęła źle się czuć po szczepieniu, do którego doszło, mimo iż rodzice informowali o jej niedawnym przeziębieniu. Lekarze zalecili badania pod kątem zapalenia płuc i zabranie Basi do szpitala. 

Dzień później, w czwartek, dziewczynka trafiła do szpitala w Kutnie, gdzie jej stan systematycznie się pogarszał. Moment krytyczny nastąpił w sobotę, kiedy dziecko straciło przytomność. Po reanimacji podjęto decyzję o przewiezieniu dziewczynki do specjalistycznego szpitala w Łodzi. Na karetkę dostosowaną do stanu zdrowia 6-miesięcznej Basi rodzice musieli czekać 3 godziny.  

- Mijała godzina, druga, nikt nas nie poinformował, że można zamówić transport prywatny. Ja od swoich znajomych lekarzy dowiedziałam się, że taki transport można zamówić. Ale przez to, że pani doktor odwlekała nas w czasie, bo mówiła że karetki się będą dublować [nie zrobiliśmy tego – przyp. red.]. A nasza karetka przyjechała wreszcie po 40 minutach - opowiada ciotka zmarłej dziewczynki.

Cezary Lipiński, zastępca dyrektora szpitala w Kutnie tłumaczy, iż podjęte zostały próby wezwania helikoptera ratunkowego, jednak Lotnicze Pogotowie Ratunkowe odmówiło przysłania transportu z powodu „zapadającego mroku”, który miałby uniemożliwić lądowanie w Kutnie. Dopiero po tej próbie została wezwana specjalistyczna karetka, jednak okazało się, iż dziecko jest… za ciężkie. Ważyło 7,5 kg, a ambulans jest dedykowany dzieciom o masie ciała do 5 kg. Przewiezienie jej mimo tego mogłoby uniemożliwić reanimację.  

W końcu pojawiła się karetka Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi, jednak mała Basia już nie żyła.  Ojciec oskarża szpital nie tylko o opieszałość, ale i podanie szczepionki w stanie chorobowym: „żaden z lekarzy nie brał pod uwagę, że mogą być powikłania poszczepienne. Mówiliśmy każdemu z tych lekarzy, że Basia w środę miała szczepionkę. Wiadomo, że szczepienia są obowiązkowe (…) ale nikt nie mówi o tym, że dzieci po prostu po tych szczepionkach umierają”.

DK, TVP Info
 11

Czytaj także